2009/12/28

Naszej podróży ciąg dalszy.....

Jak już wiecie jedziemy dalej, wkraczając powoli na tereny górskie. Wydaje Wam się, że nasze góry piękne? Rumuńskie Karpaty są imponujące!


Droga wiła się coraz bardziej, tworząc wymyślne serpentyny, droga na dwa samochody jadące w przeciwnych kierunkach, alternatywy do objazdów brak. Zaliczamy parking górski, gdzie zaprzyjaźniamy się z okolicznym psiurami. Matko jak ja uwielbiam psy. Zazwyczaj idą do mnie bez wahania, ale na parkingu był szczeniak,który zaufał tylko Młodemu.Widoki coraz piękniejsze. Jedziemy sobie spokojnie, mijając gdzieniegdzie drewniane mosty, po których przemykają Tiry pędzące tranzytem przez Rumunię! Jedziemy i jesteśmy zadowoleni z życia, gdyż te 700 km z okładem od granicy do granicy postanowiliśmy "zaliczyć" w kilkanaście godzin góra, nie licząc oczywiście przerwy na odpoczynek w motelu. Taaak, nie ma tak dobrze, wprawdzie zamek Draculi nam nie po drodze, ale jakieś przekleństwo chyba dociera na tereny po których się poruszamy. Nagle sznur samochodów przed nami zaczął jakby przyhamowywać, stawać jakby i nic a nic się nie ruszać. Z naprzeciwka też ruch wszelki zanikł, ale nijak zawrócić, bo innej drogi nie ma. No to stajemy.....15 minut, pół godziny, dołączamy do grupy podobnie jak my uwięzionych turystów, nikt nic nie wie. Dzwonimy nawet po informację do polskiej ambasady, gdzieś po godzinie czy półtorej,ale nikt nie potrafi nam nic powiedzieć, na temat megakorka na głównej drodze krajowej. W końcu po jakimś czasie pojawia się kilka samochodów jadących z przeciwnego kierunku. Tir pędzący serpentynką, wypadł z trasy, a właściwie jego druga przyczepa wisi nad przepaścią. Ratują towar, czekają na dźwig, aby kolosa wydobyć. Noooo, postój nie jest wart opisywania, suma sumarum zastała nas kolejna noc w Rumunii,granicę osiągnęliśmy dopiero po ponad dobie podróży, nie licząc tych 2-3 godzin pobytu wiecie gdzie! Dojazd do granicy również pokręcony, generalnie oznakowanie do poprawy, na całej trasie. To największe znaki jakie udało mi się dojrzeć. Nigdy nad drogą, zawsze gdzieś na jakimś budynku. Reszta była wielkości tabliczki "droga ewakuacyjna" i trzeba było niezwykłych umiejętności, żeby je wypatrzeć.

W końcu podjechaliśmy do granicy Bułgarskiej. I tutaj przeżyliśmy chwilę grozy, pogranicznik stwierdził, że dowód mojego kochanie jest już nieważny, bo to nie powinna być zielona książeczka tylko kawałek plastiku. Skubany widział taki u naszych rodaków :), a my specjalnie nie zmienialiśmy ważnych ciągle dowodów, bo byliśmy na etapie przemeldowania się po przeprowadzce! No i masz ci los, nie wpuści służbista cholerny.Ile nas kosztowało uśmiechów i tłumaczeń, że to ważny dowód to nasze!!! Uffff !!!! Uwierzył :)
Pytacie czy podobała mi się Bułgaria?
Parę miejsc było magicznych,ale to oddzielna historia. Próbka magii tutaj :)

Ale, ale przecież to nie koniec! Musieliśmy jeszcze wrócić z naszych wakacji!
Śmignęliśmy sobie przez Bułgarię bez większych przygód i co napiszę szczerze, ja bez większego zachwytu i wkroczyliśmy z powrotem na Rumuńską ziemię. Cud, stał się cud! Jechaliśmy za dnia, jechaliśmy, jechaliśmy i jechaliśmy!!!

Po drodze minęliśmy piękny kurort górski z gorącymi źródłami, imponujący doprawdy. Generalnie Rumunia okazała się całkiem,całkiem.... mamy już niewiele do granicy z bratankami, no kilkadziesiąt kilometrów może, gdy nagle deja vu. Samochody przed nami stają, my też, za nami rośnie imponujący korek. Moi panowie wychodzą, żeby zorientować się w sytuacji, ja zostaję z Młodym w samochodzie i nagle widzę, ze on płacze. No wybaczcie 15-latek nie płacze rzewnymi łzami, bez powodu, tylko dlatego, że mamy korek! Pytam co się dzieje, strasznie boli brzuch, dotykam głowy, piecyk elektryczny. Wyskakuję po apteczkę, termometr. 39,5! No pięknie! Brzuch boli nieziemsko, a tu wypadek. Reszta rodziny wraca, zastanawiamy się co robić, samochody powoli ruszają, co za szczęście, dopaść najbliższą miejscowość. Jest! Szpitala brak, lekarza brak, pędzimy dalej przerażeni nieziemsko. Arad! Tak, nazwa którą widzę non stop na budowach dla mnie jest tylko i aż Rumuńskim miastem. Każdego przechodnia pytamy o szpital, który w końcu udaje nam się odnaleźć. Dziecięcy, wpadam do środka, jest coś w rodzaju poradni przyszpitalnej, łapię pielęgniarza, pokrótce wyłuszczam mu sprawę. Angielski nieużywany dłuższy czas, przypominam sobie w tempie błyskawicznym, Młody zwinięty w kłębek już ledwo siedzi.O staniu już nawet nie ma mowy. I staje się cud. Człowiek opiekuje się nami, wzywa lekarza, M jest przyjęty zaraz po wyjściu pacjenta, który był aktualnie badany. Badania, wyniki, kroplówka.To co, że na kozetce ślady krwi(?), igła świeżo rozpakowana, to jeszcze zarejestrowałam. Czekamy na wyniki w kolejnym pokoju, lekarka obok, Młody pod kroplówką, na szczęście nie wygląda to na ostry brzuch. Przeciwbóle robią swoje, powoli odpuszczają skurcze. Jest wynik! Ostra angina, gardło zawalone, bóle brzucha-przecież u mojego syna to normalne. Najlepsze było to, że nikt nie pytał o NFZ, ubezpieczenie, chociaż migałam nim przed nosem lekarza. Wszystko odbyło się bez eurobiurokracji, recepty dostaliśmy legalnie, kroplówka została jakoś rozpisana, gorączka troszkę obniżona. Z mnóstwem zaleceń po 3 może nawet 4 godzinach opuściliśmy szpital, gdzie nikt nie mówił o kontraktach, gdzie ratowano moje dziecko bez zbędnych pytań, bez mówienia o limitach. A zapłaciłam za to lekarce 10 euro. Jeszcze apteka, młody na rozłożonym fotelu, pod kocem, gdzieś w połowie Węgier zmieniał zupełnie mokre ciuchy, a po rumuńskich antybiotykach gorączka minęła jak ręką odjął! Kocham Rumunię!!! :DDDD

Święta spędziłam megamiło na megaobżarstwie z moją rodzinką.
Obdarowani zadowoleni, bo na przypadek nie zdajemy się już od kilku lat, radośnie omijając problem niechcianych prezentów zalegających ciemne czeluści mieszkań i piwnic. Tylko Młodzieniec w tym roku nie potrafił skonkretyzować swoich oczekiwań, co zaowocowało ciuchami i kasiorą, czyli jak sądzę tym co nastolatki lubią najbardziej.
I w kwestii Świąt to by było na tyle.....a o mojej drodze przez Rumunię opowiadałam Wam już kiedyś? Nie? A chcecie posłuchać?
Są tacy ludzie, którzy wyjazd na wakacje potrafią zaklepać na tydzień, przed rozpoczęciem, żeby tam 100 km od domu, w Bułgarii, rzut beretem od Nesebaru, który swoją drogą polecam do zwiedzania. No uwierzcie są tacy i nie chwaląc się to właśnie my :D W zasadzie na upartego do Istambułu nie było już tak daleko. No, to rodzinka sobie wyjazd zaklepała,wielopokoleniowo, my z dzieckiem i mój tatko, pakuje się i oczywiście okazuje się, że moje kochanie ma paszport od trzech lat nieważny. Wyrobić nie zdąży nie ma, nie ma...wiec musimy planować trasę tak aby przez państwa Unii przechodziła:) Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria. Uff da się, no to jedziemy!!! Przez Słowację, tudzież Węgry jechało się całkiem, całkiem, ładnie, miło, czysto. Po dojechaniu na granicę Węgiersko-Rumuńską poczułam się jakby ktoś cofnął czas, zobaczyłam Polskę, którą znam bardziej z opowiadań, troszkę z własnych dziecięcych obserwacji, Polskę ze środka lat 80-tych. Pierwsze co mnie "urzekło" to jawne złodziejstwo, nie wspominając o bardziej panów interesującym ...stwie. Wokół kręciły się grupki ludzi, no delikatnie rzecz ujmując o aparycji i sposobie bycia kibola połączonego z cwaniakowatym cinkciarzem spod Hotelu Wrocław. Nie żebym miała jakieś uprzedzenia, pierwsze wrażenia Wam opisuję.
Czynnością jaką wykonałam, gdy panowie udali się do kantorku w celu wymiany pieniędzy, było zamknięcie drzwi samochodu. Pomyślałam sobie, ze tak czuli się Ci zachodni Niemcy wjeżdżając do naszego kraju te dwadzieścia parę lat temu. Pamiętacie okraść samochód "Szwabowi" to nie było nic złego w naszym mniemaniu, bo oni mieli wszystko, ogólnie rzecz ujmując takie przekonanie w społeczeństwie istniało, choć wielu jak myślę ręki by po cudze nie wyciągnęło, no mi by na pewno do głowy nie przyszło.
No więc wrażenie "cudowne", ale co tam wcale się nie zrażam. Mijamy granicę, zdecydowanie już padnięci, w końcu to nasz trzeci punkt graniczny, a ciemności wokół zapadły zdecydowanie egipskie. Jedziemy więc sobie radośnie, zdecydowanie wolniej, bo stan dróg pożal się Boże (u nas też pożal się Boże, nie oszukujmy się). Co ciekawe zawsze kiedy wracam do kraju i mijam naszą granicę, to Polska wydaje mi się brudna, szara z okropnymi drogami. Dopiero jak już tu pobędę to znajduję miejsca urzekające - ot dygresja taka!
No więc lecimy jedyną czy też jedną z dwóch dróg krajowych Rumunii, ciemno jak za przeproszeniem w ... lesie, późną nocą, oczy kierowcy robią się coraz bardziej wampirze. Ale leeecimyyyy, leeecimy, bo nie ma się gdzie zatrzymać, a przy drodze zwyczajnie się kurcze boimy :))Tuż przed świtem pękamy ....kawałek od drogi widać motel, ekhm MOTEL. No więc zjeżdżamy... a tam za przeproszeniem .... zresztą co będę opisywać, pokażę apartament za kilkadziesiąt euro od osoby!
Bardzo ładny pokój kąpielowy z wc

Sam apartament :)

oraz wyjście z apartamentu do holu

Jeśli myślicie, ze nas to złamało to nic bardziej mylnego. Do dziś wspomnienie wzbudza ogólną wesołość, na kiblu nie siadłam, prysznic wzięłam w klapkach, a łóżko obłożyłam własnym kocykiem i padłam jak pies Pluto! Tak oto poznaliśmy smak raczkującego kapitalizmu, początek być może Hiltonowskiej fortuny.
Kota za to mieli pięknego!

Ranek obudził nas słońcem i nieziemskim upałem. Jako, że jednak w kraju Draculi dnieje pięknie i wampiry niestraszne, w całkiem niezłych humorach wyruszyliśmy w dalszą drogę, kontemplując widoki za oknem

... nie wiedzieliśmy, że Rumunia ma dla nas jeszcze trochę niespodzianek!..CDN....

2009/12/23

Moje pierwsze ......


To moje pierwsze Święta z Wami, tym bardziej jest mi miło życzyć Wam ciepłych, rodzinnych Świąt w zdrowiu i spokojnej atmosferze, przy boku kochanych, życzliwych Wam osób. Pod choinką oczywiście mnóstwa prezentów, na stole samych pyszności i .... do zobaczenia!!!!

Agnieszka

2009/12/17

Przedświąteczne dylematy...




Święta, czas rodzinny, radosny. Pamiętam, kiedy byłam dzieckiem, takim wyznacznikiem,że idą Święta, była dla mnie wielka chęć śpiewania pod nosem, lub nie :) "Stała pod śniegiem panna zielona,
Nikt prócz zająca nie kochał jej
Nadeszły Święta i przyszła do nas!
Zielony gościu, prosimy wejdź".
Ha! Tak, tak zamierzchłe czasy wspominam! Przedszkolno-szczenięco-szkolne.

Pierwsza Gwiazdka z moim synem. Pamiętam ją jak dziś, 7-miesięczny szkrab, w chodziku, jeździł po całym mieszkaniu i uśmiechał się radośnie do kolorowych bombek i światełek. I tak do.... późnej nocy. Nie dało rady go przekupić, wyciszyć i położyć wcześniej, jak to się dzieje w Super Niani :))) Smyk zachwycony, wyspany w ciągu dnia, zasuwał w tym swoim chodziku i robił "Oooooooooo". A mama, cóż przymykała jedno oko na fotelu, drugim pilnie obserwując potomka.

Kolejne Gwiazdki, z Mikołajem, który naprawdę przychodzi w nocy :))), z "psedwójnikami", o których już pisałam tutaj. Mamy maluchów pokażcie Mikołaja swoim dzieciom tutaj

Święta to taki czas, który chcę spędzać z ludźmi życzliwymi, takimi, którym choć trochę na mnie zależy. Dlatego .... nie spędzę go z osobą,która w urodziny mojego dziecka ma umówione wizyty w gabinecie kosmetycznym, a w moje urodziny ma nie wiem co, bo nawet smsa nie uświadczysz. Mam udawać, ze jest rodzinnie, podczas gdy ktoś udaje, ze ja nie istnieję? O niedoczekanie!!!!!


P.S. Makowce własnoręcznie wypieka mój osobisty i zdolny mężczyzna. No dobra, przyznam się , oglądam "Brzydulę" i teraz zaViolettuję sobie: Dacie wiarę?!

2009/12/14

Na ślubie byliśmy...




Mojego brata, wprawdzie nie rodzonego, ale bardzo bliska rodzina. I jak zobaczyłam to zdjęcie, to uznałam,że to najfajniejsze ślubne zdjęcie zbiorowe jakie widziałam. Robiła je moja zakręcona siostra, rodzona Pana Młodego, stojąc na chwiejącej się drabinie :)Prawda,ze jest pozytywne jak nie wiem co?

2009/12/11

Duchy?




Byliście w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym?
My byliśmy przy okazji wypoczynku w Międzyrzeczu, w 2008 roku. Oczywiście nie mogliśmy się tam nie wybrać. Całość wyprawy dokumentowałam aparatem. Było tam miejsce w którym pokazano jak mogły wyglądać podziemne komory, dół- pomieszczenia oficerskie, góra- szpital itd. Aby uwiarygodnić i lepiej pokazać charakter poszczególnych pomieszczeń porozmieszczano tam przedmioty i meble z czasów wojny. Proszę oto zdjęcie takiego miejsca. Po powrocie ze zdziwieniem zobaczyliśmy na nim ludzką nogę, jedną, ubraną w wojskową, wełnianą skarpetę. Najdziwniejsze jest to,że wszyscy widzieliśmy obydwa łóżka, ale żadne z naszej trójki nie widziało w tym miejscu żadnego manekina, a tym bardziej samej nogi. Hmmmmmmmmmmmm...




Swoją drogą samo przebywanie 30 metrów pod ziemią dostarcza niesamowitych przeżyć, jeśli będziecie w tamtych okolicach wybierzcie się koniecznie!!!

Uwaga zaraziłam się od Iw :)

Choruję ...mięśnie bolą, mam leżeć w łóżku i nie roznosić mikrobów. No więc leżę, ale już :
a)nastawiłam pranie
b)rozwiesiłam
c)pościeliłam łóżko
d)byłam z psem ...i kotem
e)sprzątnęłam kuwetę
f)rozmrażam mięso na obiad
g)nakarmiłam rybki
a teraz idę do łóżka i będę się wygrzewać.....
Miłego dnia!!

2009/12/07

Gdzie sypia kicia?

Proszę Państwa na suszarce, takiej wiecie balkonowej, która stoi pod blatem, wpadlibyście na to?


Miło było na nowym bucie Pani, ze względu na duże pudełko

Na swoim ukochanym fotelu

Ostatnio dorwałam go w umywalce :)


Jakość zdjęć telefoniczna niestety, szybciej złapię komórkę niż "odpalę" aparat.

2009/11/26

Bo nie pozwala na wszystko...



Nie przejmuj się mną, nie kochaj,
Daj spokój, nie ma cię, nie chcę.....
Nie przejmuj się......


To konkluzja z rozmowy z nastolatkiem, Boże daj rodzicom wiarę w przyszłość.
Rozmawiam, słucham, nie mogę jednak pozwalać na wszystko. Wychowywanie nie polega na bezkrytycznym popieraniu każdego działania, mam rację?
Poza tym stany "na złość mamie odmrożę sobie uszy" pamiętam doskonale z okresu dojrzewania. To bolesny czas, do którego nie chciałabym wracać. Nie, nie byłam rozrabiającym dzieckiem, ale miła też nie byłam, szczególnie w domu. Poza fajna ze mnie była babka. I teraz jest podobnie. W szkole M jest fajnym, wesołym chłopakiem, wiem od nauczycieli. Psycholog mówi- to normalne, buntujemy się przeciw tym, których kochamy, ale...czasami już nie mam siły, naprawdę. Na te Święta, życzę Ci synku, łagodnego przejścia w dorosłość, rozwiązania Twoich nastoletnich problemów, więcej wiary w siebie i zrozumienia, że nie kocha się za coś, kocha się mimo wszystko. Kocham Cię bardzo.
A za to dziękuję.... nawet nie wiesz ile to znaczy dostać od syna, taki utwór do słuchania....

P.S. Oj nastolatki kochane, myślicie,że my Was kompletnie nie rozumiemy? Sama nie tak dawno przechodziłam to co Wy. No serio! Między mną a moim synem nie ma powalającej różnicy wieku,no fakt dowód już miałam jak się urodził, ale nie zdziadziałam od tego czasu :)) przecież! No wiem, pamiętam, świat dorosłych jest nudny i Wy nie chcecie żyć tak jak rodzice. Wy zdobędziecie świat. My też tak mieliśmy!!! Tylko,że z czasem człowiek już WIE co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze.... Nie zdziadzenia Wam życzę i dojrzewajcie, dojrzewajcie. O matko :)))

2009/11/14

Miau!!!

No dobra! Może nie mam oczka, ale...



na myszy poluję, jak mało który kot!


2009/11/09

A ja?


Dzień dobry! Ostatnio to jakieś szaleństwo. Wszyscy zajmują się kotkiem, a ja przecież byłam pierwsza!!! I też Wam chciałam o sobie opowiedzieć. No prawda jest taka, że jestem trochę zazdrosna. W końcu jak to? Miau może, a ja to nie?
Pamiętam ten dzień, kiedy poznałam Agę-moją panią, przyprowadziła mnie Kasia, to siostra cioteczna mojej pani. Byłam wtedy bardzo smutna, bo po 3,5 roku moi dawni państwo oddali mnie swojej koleżance, właśnie tej Kasi. Niby nie mogli się już mną zajmować, bo musieli zmienić mieszkanie. A ja przecież cały czas byłam wierna i słuchałam się ich jak mało kto. W każdym razie jak pierwszy raz zobaczyłam panią to nie wiedziałam jeszcze, że u niej zostanę. Na wszelki wypadek trzymałam się Kasi, no bo co ja jestem zabawka, żeby tak mnie oddawać i oddawać? No i byłam bardzo smutna. Kasia w tym czasie trochę mieszkała u mojej Agi i tak zaczęłyśmy się poznawać. W domu był jeszcze Maciek, to syn mojej pani. Wtedy był jeszcze mały, bo teraz to już ledwo z dołu widzę gdzie on się kończy:). Przytulał mnie mocno i pocieszał. I cieszył się, że jestem z nimi. Pewnego dnia pani powiedziała Kasi, że nie wolno z psa robić wariata. Że niby ze mnie? Wariata?? I powiedziała, że chce abym już nie musiała zmieniać domu i że u niej zostaję. Bardzo długo nie mogłam uwierzyć, że mam dom. Na wszelki wypadek jak wychodziłam z panią na spacer, to nie odstępowałam jej na krok. Pani śmiała się nawet, ze nigdy nie widziała takiego psa "przynożnego". No, ale ja już swoje wiedziałam i postanowiłam, że nie dam się już oddać nikomu! Poznałam też rodziców mojej pani, dziadków Maćka, jejku jak oni się cieszyli, ze jestem! Naprawdę, ludzie są jednak mili. Mieszkał u nich Baton, taki jamnik, duży, brązowy przystojniak. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Teraz Batona już nie ma, pani mówi, ze poszedł za tęczowy most. Po co on tam poszedł? Przecież było mu tak dobrze? Nie mógł zostać? Mama mojej pani mówiła, że zabrał ze sobą ukochaną rybkę-zabawkę, tą samą, którą dostałam od mojej pani, a on mi ją podwędził:). Pani goniła go po podwórku śmiejąc się w głos i krzyczała: "Oddawaj rybkę złodzieju", ale chyba nie mówiła tego poważnie, bo była bardzo wesoła jak to krzyczała. I tak rybka została u Batona, a teraz poszła razem z nim .
Niedługo po tym jak pani pozwoliła mi ze sobą zamieszkać poznałam pana. Ale to daaawno było. Pamiętam jak zobaczyłam go pierwszy raz, to zabrali mnie na długi spacer nad Odrę. Rzucał mi patyczki i pomyślałam sobie, że mógłby z nami zostać, bo jest fajny. I wiecie co? Został!
Pewnego dnia, siedzieliśmy u rodziców mojej pani i przyjechała jej siostra z mężem, bardzo, bardzo ich lubię, bo zawsze są dla mnie dobrzy i chyba mnie kochają, tak mnie tulą!!!! Ale ja o czymś innym..... przywieźli psa, to znaczy dziewczynkę tak jak ja, jejku, wystraszyłam się, że teraz to pani mnie odda, a weźmie sobie tego nowego pieska. Wskoczyłam szybko na jej kolana i zaczęłam płakać i prosić ja żeby mnie nie oddawała. Przytuliłam się też do mojej Halinki, niech mnie broni!!!!
A one wytłumaczyły mi, że nikt mnie nie odda i, że to moja siostra. Od tego dnia mam siostrę tak jak moja pani!!!!


CDN.......

2009/11/06

2009/11/04

:)))))))

On podchodzi do kocia i głaszcze mówiąc :"Jak się czuje moja kicia?". Przytula i daje buziaka.
Sam do siebie:
"Chyba zgłupiałem, żebym ja całował kota? "

2009/11/03

Opowiem Wam swoją historię...

Urodziłem się jakiś czas temu, chyba rok? Mamy już nie pamiętam, wiem, że ostatnio chodziłem po okolicznych polach, szukając pożywienia i innych współtowarzyszy. Pewnego dnia zobaczyłem ją, stała sobie a obok biegał duży czarny pies.Jakoś nigdy się psów nie bałem i pomyślałem sobie, że do niej podejdę. Zagadałem miło, uśmiechnęła się. Przytuliłem się i wskoczyłem jej na ręce. Była ciepła i tak fajnie drapała mnie za uszkiem. Wzięła mnie do domu, dała jeść i pozwoliła zostać na noc. Podobało mi się. Rano jednak chciałem iść do moich znajomych. Pozwoliła. Biegałem sobie po okolicy, ale postanowiłem, że znowu ją odwiedzę. I tego pana i chłopca. Przysiadłem na schodkach przed domem i czekałem. Jak tylko przyjechali zabrali mnie do siebie. Tam już czekało na mnie jedzenie.... i nowa kuweta. Wiedziałem do czego służy, a jakże! Ciągle jednak tęskniłem za tym co za oknem. Oni dyskutowali co ze mną zrobić, pani dzwoniła do kogoś kto szukał jakiegoś kotka. A ja mogłem wylegiwać się na fotelu, takim fajnym, wiklinowym, super działa na moje pazurki. Powiedziałem jej, że zawsze będę do niej przychodził i może śmiało pozwolić mi wychodzić do przyjaciół. Fajnie było! I przyszedł ten dzień, nie pamiętam dlaczego bolało mnie oczko. Czy zrobił to kot, czy człowiek? Nie pamiętam, naprawdę. Wiem tylko,że nie miałem siły wrócić do nich przez 3 dni. A tak bardzo chciałem ich zobaczyć. Oczko bolało okropnie. Próbowałem odnaleźć drogę i w końcu znalazłem mój dom. Usiadłem na schodach i czekałem. Mijali mnie jacyś ludzie, ale to nie na nich czekałem. W końcu przyjechali. Pani jak mnie zobaczyła wyskoczyła z auta jak oszalała. Nagle zaczęła krzyczeć do Pana i wsiedliśmy do samochodu. Nie zabrali mnie do domu :( Jechaliśmy autem, a ja patrzyłem dookoła. Po pewnym czasie zobaczyłem pana w białym fartuchu. Dostałem zastrzyk i dalej już nic nie pamiętam. Obudziłem się w klatce, a ich nie było. Nie wiedziałem co się dzieje, nie miałem siły się podnieść. I nagle ich usłyszałem, weszli, mieli dla mnie ciepły kocyk, Pani miała mokrą buzię i uśmiechała się jakoś dziwnie. Pan dał mi swoją rękę i pogłaskał mnie, był smutny. Nie wiedziałem co ze mną będzie, ale oni mnie nie zawiedli i zabrali ze sobą do domu. Długo nie mogłem normalnie chodzić, miałem takie dziwne łapki, nie chciały mnie utrzymywać. Rano było już lepiej i obudziłem się strrrrasznie głodny. Miseczka nagle zapełniła się jedzeniem, bo przecież wiadomo, że jak kotek intensywnie wpatruje się w nią odpowiednio długo zawsze znajdzie się ktoś kto ją napełni. A Pani takim dziwnym głosem powiedziała, że i tak mam najpiękniejsze oczko na świecie. Teraz już nie idę do drzwi, jakoś nie ciągnie mnie do "przyjaciół". A moja Pani obiecała, że przywiezie mi super drapak :D

Co to kurde jest?

W świetle ostatnich wydarzeń chciałbym dorzucić od siebie parę gorzkich słów. Co to do jasnej cholery jest w tej Polsce? Nielegalne kasyno online? Gdzie się nie obejrzę reklama - wejdź do kasyna online,wygraj bilety na turniej pokera. No gratuluję panowie politycy, Miro, Zbyszku gdzie szukaliście przyszłych klientów dla swojej działalności?Wśród dzieciaków krążących po sieci.Takie najlepiej zmanipulować? Są podatne i naiwne nieprawdaż? I co jednak nie przeszło? A taką akcję "reklamową" już zorganizowano. Politycy wy to jednak jesteście sku....
Zapoznałam się ostatnio z kodeksem wykroczeń,art. 128 mówi:Art. 128. § 1. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej urządza grę hazardową albo użycza do niej środków lub pomieszczenia,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Pieniądze i inne przedmioty służące do gry podlegają przepadkowi, choćby nie stanowiły własności sprawcy.
Pytam jak to jest możliwe w świetle prawa, że każdy może zagrać w zwyczajnym, oszukańczym kasynie-choć online , na prawdziwe pieniądze? Kto to wszystko kontroluje? Okazuje się, że kiedy kilku panów chce zarobić pieniądze, olbrzymie pieniądze, w naszym kraju przestaje obowiązywać prawo!! Skandal! Wiecie,że organizowane są ligi pokerowe "na żywo", nie, nie w kasynach gdzie wejdzie tylko dorosły. W knajpkach, ogólnodostępnych miejscach i nikt, ale to nikt nie sprawdza pełnoletności graczy. Panie Chlebowski dla mnie pan jesteś ostatnia menda, życzę aby Twój potomek/potomkini na gierki hazardowe przepultał/a ostatnie pieniądze.
Nie pozdrawiam....

2009/11/01

Kochani!

Żyję tylko bardzo dużo ostatnio się wokół mnie dzieje. Czekam z utęsknieniem na ten czas, kiedy usiądę spokojnie i poczytam Wasze wszystkie wpisy. I w końcu uzupełnię mojego bloga!
Obiecuję, jeszcze chwilka!
P.S. Patrycjo dziękuję za pamięć :))

2009/10/16

O ciągnięciu (z) wora słów kilka......

Impreza,jest miło. On rozpoczyna opowieści o naszym nowym zwierzaku.
-No więc ja wstaję pierwszy, to Miau tez się budzi i przyłazi. Wczoraj siedzę i słyszę rumor. Wchodzę do kuchni a ta cholera wsadziła łeb do wora i wyżera żarcie,chociaż pełna micha stoi!
Kumple lekko zsinieli na twarzach :D
W końcu jeden nie wytrzymał:
-Stary, Ty to masz dobrze,kot Ci rano ciągnie (z) wora a Tobie to przeszkadza.Biorę tego kota :DDDDD
EDIT:A dodał to zaraz po tym jak moja sis rzekła,że taki kot to sama przyjemność, o czym donoszę i prostuję, bo to ONA wpadła na związek przyczynowo-skutkowy kota i Jego rozanielonej miny!!!!
P.S. W sprawie Miaua proszę nie pisać, On nie odda!!!!

2009/10/13

Nie wiem kiedy to skasuję…

Młody był już wykąpany. Najedzony. Szykowała go do spania. Kręciła się jeszcze po mieszkaniu, myśląc o czekającym ją jutro egzaminie. Niełatwo było połączyć naukę i wychowywanie malucha. Ale dawała radę, rodzice jak zawsze jej pomagali. I nagle dzwonek do drzwi. Wyjrzała przez wizjer.

A ten tu czego?- pomyślała widząc za drzwiami robotnika, który parę miesięcy temu miał z drugim kłaść u niej w łazience kafelki. Miał…. Bo suma sumarum pożarł się ze wspólnikiem tak bardzo, że tamten nawet nie chciał zabrać jego narzędzi po skończonej pracy.

-Niech sam sobie przyjeżdża-powiedział- nie będę mu woził. Tak mnie wkurzył, że nawet nie chcę go oglądać. Znieś je do piwnicy ….

-Ok.- powiedziała wtedy, rozumiała, w końcu zostawił go z ta cała robotą w tydzień po rozpoczęciu.

Zerknęła na zegarek, dochodziła dwudziesta. Westchnęła cicho i otworzyła drzwi.

Otworzyła.. i jakiś wewnętrzny głos krzyknął w niej-NIEBEZPIECZEŃSTWO!!!! Wystraszyła się tego głosu, ale pomyślała, niezła wariatka z Ciebie, daj spokój.

Tamten uśmiechnął się i oświadczył – Przyszedłem po swoje narzędzia.

-Jasne-powiedziała- ale teraz nie mogę ich panu wydać, są w piwnicy, dziecko po kąpieli właśnie ma iść spać. Dlaczego nie powiedziała mu, żeby przyszedł jutro?????

-Zaczekam- oświadczył. Zrezygnowana wpuściła go do mieszkania, poprosiła, żeby zaczekał w kuchni. Zamknęła drzwi do pokoju, położyła się z maluchem. Marudził trochę, nie mógł zasnąć. Zdenerwowana spoglądała na zegarek, minęła prawie godzina. W końcu mogła wyjść z pokoju. Cichutko zamknęła drzwi….

Weszła do kuchni i ją zmroziło. Tamten siedział przy stole, na którym stała butelka wina!

-Napijesz się? Specjalnie przyniosłem.

-Proszę??? – o co tu do cholery chodzi?- pomyślała.

-Wiesz dawno już chciałem z tobą porozmawiać. Bo wiesz ty jesteś sama. Mógłbym się tobą zaopiekować.

-????!!!!

-Mogłabyś zostać moją kochanką, tak sobie pomyślałem. Podobasz mi się odkąd cię zobaczyłem.

Tak? Cholera nigdy nie zauważyła, nigdy nie rozmawiali o niczym innym co wybiegało poza remont łazienki. On był ojcem dwójki dzieci, młodsze urodziło się parę miesięcy później niż jej . I kto do cholery upoważnił go do mówienia do niej na ty? I o co tu chodzi? I co to do jasnego gwinta ma być? Młoda dziewczyna z dzieckiem to jakieś kuriozum w dzisiejszych czasach? Może być traktowana jak towar na sprzedaż? Wściekła się… ale najgrzeczniej jak tylko potrafiła spytała:

-O czym pan w ogóle mówi? To jakiś żart? Przepraszam, ale ja jutro mam egzamin. Idźmy już po te narzędzia, bo chciałabym już położyć się spać.

-Jasne -powiedział- widzę, że się totalnie wygłupiłem.

- No spokojnie, już o tym zapomniałam. Idziemy?

-Tak.

Nawet kiedy zamykała drzwi do piwnicy, coś jej nie grało.

-Zostawiłem kurtkę na górze, muszę wrócić.

-@###$%!##$&!!!

Wszedł do mieszkania i zaczął:

-Strasznie się wygłupiłem.

-Ależ skąd –kłamała-naprawdę nic się nie stało….

Idź już do cholery!!!! Spierdalaj z mojego domu-nerwy miała już na postronku…. Tak brzydko sobie myślała.

Skierował się w stronę drzwi wyjściowych. Patrzyła na niego. Zaraz. ZARAZ!!!! To nie te drzwi. Otworzył pokój w którym spało dziecko.

Stanął tyłem do niej. Odwrócił się, sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki.

-No skoro nie chcesz to patrz!

ŚWIAT SIĘ ZATRZYMAŁ….. zobaczyła nóż w jego ręku, jej własny nóż, z jej własnej kuchni. Biegła do niego, to był najdłuższy bieg w jej życiu. Zamachnął się, celując w szyję dziecka, nie zdążył, wpadła na niego, przewracając go na podłogę. Chwyciła nóż.

-RATUNKU!!!!!!!-krzyczała rozpaczliwie, licząc na te cienkie ściany oddzielające ją od sąsiadów. POMOCY!!!

-Zamknij mordę, bo zabiję ciebie i dziecko-wysyczał jej do ucha. Miał oczy jak wariat. Zamikła….

-Puść ten nóż- powiedział, bo ciągle trzymała ostrze w dłoni.

-Nie! Nie puszczę dopóki nie przysięgniesz, że nic nie zrobisz.

-Puść- zaczął obracać ostrze w jej zamkniętej dłoni, trysnęła krew.

-Puść ten nóż.

Nie mogła, płacząc powiedział mu, że zrobi wszystko.

-Rozbieraj się-wrzasnął.

-Nie zrobię nic dopóki będziesz grzeczna,chciałem po dobroci.

Myśl, kurwa myśl!!! To wariat!! Myśl!!!

-Wiesz, ja kłamałam. Ale nie chciałam nic mówić, bo wiedziałam, że masz rodzinę. Nie mogłam ci powiedzieć, ze mi się podobasz. Jak by to wyglądało?

Patrzyła na niego…. Zaczął słuchać, uspokoił się trochę. Odłożył nóż.

-Rozbieraj się –wysyczał.

-Ok.- ściągnęła sweter- ale najpierw pozwól mi uspokoić dziecko, a później jestem tylko dla Ciebie. Rozebrał się do majtek. Wsadził w nie rękę, wyraźnie się pobudzał. Nie wierzył do końca, zaczęła gadać cokolwiek, byleby słuchał… myśl, kurwa, myśl………..

Gadała, nieważne co, grunt, że słuchał, że łechtało to jego ego. Pieprzone ego, popieprzonego samca, pana świata stworzonego przez Boga aby górować nad kobietą…

I nagle zaczął jej opowiadać, jak to zaplanował. I tę kłótnię ze wspólnikiem i to, że po paru miesiącach się zjawi po swoją własność. I co zrobi, kiedy się zgodzi. Oraz co zrobi gdyby nie chciała. Zaplanował każdy szczegół…. Słuchała go przerażona…..równocześnie rozmyślając co może się stać,kiedy chwyci dziecko na ręce i skoczy z balkonu. Pierwsze piętro. Ma szanse? Kurwa na połamanie nóg najpewniej. Niewiadomo co stanie się dziecku. Nie….

Może walnąć go tym żelazkiem, którym jeszcze parę godzin temu prasowała bluzkę na jutrzejszy egzamin? Egzamin, jakie to nierzeczywiste, normalne. Czy doczekamy rana? Spojrzała na synka. Płakał rozpaczliwie, krew lała się z jej poranionych rąk, była wszędzie.

Myśl,kurwa,myśl. I gadaj do niego. Jego samcze ego ciągle potrzebuje podbudowania….

-Muszę zrobić herbatę,inaczej nie uspokoję dziecka…

-ok,rób.

-Pomożesz mi jest gorąca. Wystudzisz? Ja w tym czasie postaram się go uspokoić,a później jestem już twoja- mówiła, czując obrzydzenie….

Poszedł, teraz,nie widzi . Dziecko na rękach,uspokajaj go głośno,niech słyszy. Do drzwi. Zamek na górze. Cholera usłyszał!!! Odwróciła się od okna i spojrzała na niego wyglądającego z kuchni, ciągle zaabsorbowana uspokajaniem młodego. Rzucił okiem na drzwi… Ufff nie zorientował się, tak szybko uciekła do pokoju. Teraz !!! Rzuciła się do drzwi, przekręciła klucze…. Młody na rękach. Ryknął i rzucił się do drzwi. Przytrzasnął ją, próbując wciągnąć do srodka, ale ona już prawie była na korytarzu i już krzyczała rozpaczliwie. Udało jej się wyszarpnąć i już zbiegała na dół. Po kilku godzinach niewoli . Żaden sąsiad nie wyjrzał na klatkę…był styczeń,noc,wybiegła na podwórko.On nie zdążył sie ubrać… Krzyczała, do rodziców było 50 metrów, biegła przez podwórko, zanim dopadła bramy na dole była połowa jej dawnych sąsiadów z bloku. Wpadła do rodziców. Płacząc zdążyła tylko powiedzieć- Ten chuj chciał mi zabić dziecko! Mama zaczęła się kręcić w kółko. Tato wrzeszczał – Czy coś jest dziecku???!!! –patrzył z przerażeniem na zakrwawionego z dołu na dół wnuka. –Nie to krew z moich rąk-powiedziała. _policja,pogotowie już krzyczał do słuchawki ojciec! Gdyby tylko miała telefon, ale w 95 to jeszcze łaskę tpsa robiła. Pierwszą komórkę kupiła dwa lata później..…

W dwie minuty byli na miejscu. Ręce do szycia,zabieramy panią do nas. Policja już pędziłą na poszukiwanie….Otworzyła drzwi i wyszła do karetki, po drodzę towarzyszyły jej kamery programu…jakiegoś tam. Jej? W końcu to głównie w melinach kręcą te swoje materiały. Ona jutro, nie… dziś ma ten swój egzamin!!!

Do dziś nie cierpi facetów patrzących "za bardzo", "dziwnym wzrokiem".

Leczyła się 10 lat. Tony antydepresantów,leków przeciwlękowych i uspokajających.

Do mieszkania weszła po 3 miesiącach, każdego wieczoru jej rodzice lub znajomi byli przy sprawdzaniu mieszkania przez nią. On mógł się schować nawet w kuble na śmieci…absurd? Może absurd,ale bała się,że on się zmieścił do szuflady na sztućce i wyjdzie zaraz jak ona zaśnie. Nie mogła więc zasnąć…. Nie spała. Chodziła z nożem po mieszkaniu i zaglądała w każdy kąt.

A jego pierwsze słowa na przesłuchaniu brzmiały: Ona mnie sprowokowała…..

2009/09/29

Wielka miłość.....

Ona to dziś pani po -ątce. Byli młodzi, piękni,zakochani. Miał być ślub. Zły los zniweczył te plany....Mieli wypadek. Ona przeżyła.... On odszedł na zawsze...całe życie było przed nimi.
Nigdy nie pomyślała o innym, flirtowała, śmiała się, ale nigdy nie oddała swego serca...nikomu. On będzie czekać na nią tam na górze? Warto było? Całe życie w pojedynkę? Ciągle mnie to nurtuje....

Informacja dla wielbicieli Koguta!!

Dostałam dziś smsa od Koguta Domowego,prosił aby Was powiadomić,że niestety czas jakiś będzie poza zasięgiem Niestety komputer mu padł :( i bez informatyka się nie obędzie.

2009/09/28

Nastolatkowe problemy....

Myślę, że w życiu można wyznaczyć bardzo dokładną granicę między młodością i starością.
Młodość kończy się wraz z egoizmem, podeszły wiek zaczyna się jednocześnie z życiem dla innych.

Herman Hesse


Tą starość zamieniłabym na dorosłość....poza tym święte słowa..


Bardzo zajęta wychowywaniem, ale czytam Was kochani, czytam......
Kiedyś,kiedy miałam naście lat wszystko wydawało się proste, wiedziałam jak chciałabym być traktowana i wiedziałam,ze nigdy nie popełnię "błędów" moich rodziców. Dziś te "błędy" świadomie piszę w cudzysłowie :))) A Wam jak idzie?
P.S. Miau w domu- no przecież go nie wywalę!!!:)

2009/09/21

Uwaga,uwaga!



Przybłąkał się Miau! Miau jest bardzo przyjazny i szybciutko zdobywa serca domowników. Przymila się nawet do Suni :)
Może ktoś z okolic Wrocławia lub z Wrocławia ma ochotę zapoznać się z Miauem?? Miau na pewno zna dom i ludzkie obyczaje, jest najmilszym kotkiem/kotką (??) jakiego/ą zdarzyło mi się spotkać :)
A może znacie kogoś, kto mógłby dać dom Miauowi? I właśnie dlatego nie było mnie tyle czasu...

2009/09/16

Co robi....

-Mężczyzna rano?

Wstaje, ubiera się, robi kawę, wypija, wychodzi, jedzie samochodem.

-Dziecko rano?

Wstaje, ubiera się, wypija herbatę, zjada lub nie śniadanie, wychodzi na autobus.

-Kobieta rano?

Wstaje, myje się, ubiera. Parzy kawę, parzy herbatę, robi śniadanie dla dziecka, robi makijaż, ściele łóżko, wmusza w dziecko śniadanie, żegna dziecko wychodzące do szkoły, segreguje pranie, pakuje jedną porcję do pralki, nastawi po powrocie z pracy, piesica łypie jednym okiem, wzdycha, zbiera kubki, myje po nim,po dziecku, po sobie tez, piesica łypie drugim okiem. Ubiera buty, narzuca kurtkę, wychodzi z psem na spacer, spaceruje pilnując żeby była kupka ,siusiu, trochę zabawy, wraca, poprawia narzutę na łóżku w sypialni, zerka na zegarek, poźno, szoruje zęby po tej kawie znowu, jak prawdziwa dama otula się mgiełką perfum, zbiera rzeczy do torebki, w pośpiechu wychodzi na autobus. Czekając na przesiadkę przypomina sobie, że on mówił coś o karmieniu rybek rano :DDDD
Ufff dobrze, że on wczoraj nagotował jedzenia na dwa dni.:))))
Niech żyje równouprawnienie!!

2009/09/09

Zasłyszane.....

Byłam dziś w markecie. W kolejce do kasy ustawiła się za mną babcia z małym wnuczkiem. Tak na oko 2-3 letnim. Marcelkiem ..... I zaczęło się tak:
-Marcelku bądź grzeczny, nie ruszaj się, zaraz pan włoży Cię do koszyka i zabierze. Popatrz jaki duży koszyk.
Przy czym muszę podkreślić, że Marcelek nie robił nic złego. Nie marudził, nie płakał, obracał się po prostu w wózku, patrzył na babcię, pokazywał coś. Zachowywał się grzecznie. Jednak nie w mniemaniu babci. Po pięciu minutach słuchania tej pani miałam ochotę wymordować pół hipermarketu, pomyślałam sobie jak też musi się czuć to biedne dziecko słuchając babci, której buzia się nie zamykała . Nie usłyszałam żadnego pozytywnego przekazu, żadnej pochwały, tylko straszenie i narzekanie. Po jakimś czasie pan który "miał zabrać" Marcelka nie wytrzymał.
- Proszę pani nie wolno tak straszyć dziecka- rzekł wyraźnie poirytowany.
Babcia uśmiechnęła się przepraszająco, wszak dobrze wychowaną kobietą była i odpowiedziała:
- Teraz to już nic nie wolno, klapsa dać nie wolno, krzyknąć nie wolno, a dzieciom to niby wszystko można?? To jak te dzieci wychowywać?
Szacunkiem, spokojem i odrobiną choć empatii proszę pani-pomyślałam. A Marcelek miał anielską cierpliwość, ja chyba na jego miejscu nie byłabym tak grzecznym dzieckiem......napisała autorka bloga, ponieważ musiała się z kimś tym podzielić!

2009/09/07

Bez tytułu w sumie :)


Idzie jesień Kochani! MCO padł przed 22.oo! Smacznie śpi! On też już śpi, bo wstaje najwcześniej!A ja pomyślałam,że śniadanko przygotuję. Jajka sadzone zapiekane z serem, doprawione oregano i odrobiną czosnku.Na zagrychę świeży pomidorek i obowiązkowa kawa. Ciasteczka własnoręcznie upieczone! Co tam, że makabryczne, ale za to jakie pyszne!Smacznego!!!
A póki co dobrej nocy!!!

2009/09/04

Przyjaciel.....

Jeżeli myślisz, że jak dotychczas przeczytasz to w minutę, to przepraszam :) nie uda się .....

Może on nie kochał jej od początku, ale fascynowała go na pewno. Oboje mieli niewiele lat. Poznali się w szkole średniej. Ona wcześniej poznała chłopaka z którym się związała. Ale od początku lepiej jej się milczało z tym drugim. Nazwali to przyjaźnią i było przyjaźnią. On w międzyczasie związał się z inną, a ona mu w tym kibicowała. Mieli jednak to wzajemne zrozumienie i mogli zawsze na siebie liczyć. Jej chłopak nie był idealny, ten związek niszczył ją od początku, ale to była pierwsza jej miłość, walczyła o nią, nawet wtedy, kiedy tamten wymyślił, że odejdzie. I tak byli sobie razem, to czego brakowało ona brała od niego. Zrozumienie, ciepło, dobry humor, wspólne słuchanie muzyki. On widział, że ona nie jest szczęśliwa, jego związek też skończył się fiaskiem. I wymyślił, że powinni być razem. Ona i on- dwie połówki tego samego jabłka. Ona nie wiedziała, czy chce przekroczyć granice przyjaźni, ale postanowiła, że spróbuje zrobić coś ze swoim życiem. Miała odejść od tamtego, ale nie było to łatwe. Tamten nawet odstawił scenę rozpaczy, bo nagle strasznie zaczął ją kochać ….i ona nie potrafiła go skrzywdzić. Musiała powiedzieć jemu, że nie potrafiła odejść. Nigdy nie zrozumie dlaczego on odsunął się od niej. Chociaż nie, rozumie- nie potrafił być tylko przyjacielem. I tak zostawił ją i udawał, że ona nie istnieje. A ona wyszła za mąż, urodziła syna …ale jej związek szedł w złym kierunku. I pewnego dnia czara goryczy się przelała i ona postanowiła odejść-nieodwołalnie. Znowu została sama, zupełnie….. Myślała często o tamtej przyjaźni, którą absurdalnie zniszczyła miłość. I nawet zaczęła tęsknić za nim, za tym, żeby ją znowu ktoś zrozumiał. Pytała o niego wspólnego znajomego. Ale ten powiedział, że on o nią nawet nie pyta i chyba nie chce jej znać.

Poczuła, że została sama na świecie, nie była szczęśliwa. I wtedy pojawił się ten trzeci. Początkowo nic nie zapowiadało wielkiego uczucia, ba… nawet ona musiała przyznać, że trzeci to tylko czarujący fircyk. Różnie się działo, ale trzeci ją pokochał i dał jej szczęście. Ona wierzyła, że na zawsze, czuła się przy nim bezpiecznie, nigdy się nie nudziła i zakochała się bez pamięci. Na straty spisała dawną przyjaźń, której on nie chciał…..

Trzeci zamieszkał z nią i stworzyli dom. Ona myślała, że to już…. Ale po dłuższym czasie trzeci poczuł się niedojrzały do związku, do zobowiązań ….. i ona została sama, bo sama mu wolność zwróciła. Była bardzo nieszczęśliwa, bardzo, bardzo….

Ale za nim już nie tęskniła, minęło te parę lat, tak wiele wydarzyło się w jej życiu, zapomniała….

Wokół niej kręcili się faceci, podobała się. Ale nie potrafiła zaufać, pokochać ….zresztą jeszcze wtedy nie szukała, czuła się skrzywdzona i bała się rozczarowań.

Pewnego dnia zadzwonił telefon. Dzwonił on ….ona była w szoku, ale podjęła rozmowę. Opowiadał jej jak bardzo za nią tęsknił. Że wspólny znajomy ,kiedy pytał o nią mówił mu to co jej, że ona nie pyta i chyba nie chce go znać. Może miał własne plany w stosunku do niej?

Rozmawiali chyba trzy godziny. On dzwonił jak w reklamie-z domowego na jej komórkę. On bardzo chciał się z nią spotkać. Ona nie wiedziała czy tego chce, ale mogła to zrobić dla niego. Był taki radosny kiedy z nią rozmawiał, a ona tęskniła za trzecim……

Umówili się.

Następnego dnia zadzwoniła jego mama. Opowiedziała jej rzeczy, które ją przeraziły. Jak to poprosiła go o pójście na zakupy, a on wracał trzy godziny, bo … nie mógł szybciej, bo sobie wyobrażał, że obok idzie ona, a ona nie mogła iść tak szybko jak on potrafił kiedy szedł sam ( a to nieprawda J ).

Ona miała małego synka, kilkulatka, ale spojrzała na sprawę nie z pozycji jego przyjaciółki tylko oczami matki. I zaczęła bardzo współczuć tej kobiecie, która szaleńczo bała się o niego i błagała żeby ona go nie skrzywdziła. Ona go nigdy nie chciała skrzywdzić!!! Nigdy!!! I pomyślała, że musi to jakoś rozwiązać, żeby on znowu nie potrzebował leczenia, żeby jego matka nie przeżywała horroru za który na pewno podświadomie winiła ją. O ona tęskniła za trzecim….. mimo wszystko.

On przyjechał, stanął nad jej synem i płakał… nie z żalu, płakał, bo zobaczył jej część, cud natury, który ona urodziła i patrzył na to dziecko z miłością. Mój Boże jej serce krwawiło, ale wiedziała, że nie potrafi dać mu tego czego oczekiwał. Nie kochała go, nastoletnie ideały przysłoniło życie, zmieniły się priorytety w jej życiu. Nie chciała aby on u jej boku pisywał książki podczas gdy ona będzie jego muzą. Nie czuła miłości, którą on latami w sobie pielęgnował. Może gdyby on pojawił się jeszcze przed trzecim, wszystko byłoby inaczej, ale jego wtedy nie było przy niej.

Ona opowiedziała mu te parę lat, on słuchał , mówił o sobie…. Ona też słuchała, ale ciągle widziała w jego oczach nadzieję. I musiała ją zgasić, on chyba to wyczuł, bo długo się nie odezwał.

Po jakimś czasie przysłał jej list, że rozumie i szkoda i żeby ona się nie bała, jego reakcji, bo nigdy by jej nie skrzywdził. Ona wiedziała dlaczego tak napisał. Poznał historię z jej życia i wiedział, że ktoś próbował zrobić jej krzywdę i jej dziecku. A ona absurdalnie po tym zdaniu zaczęła się go bać. I postanowiła, że najlepiej będzie kiedy nie będą utrzymywać kontaktu. Ich drogi się rozeszły…….

Niewiele czasu minęło, jacyś zdolni studenci z Wrocławia wymyślili pewien portal. Ona się pojawiła, on też. Ona zobaczyła, że on ma dwójkę dzieci, ucieszyła się, bo zawsze chciała dla niego szczęścia. Sama od dłuższego czasu była w związku, który trwa i trwa.... On napisał i znowu poczuła, że zachowuje się jak wtedy gdy był tylko przyjacielem. Więc mu odpisała, ale on powiedział, że ona odpisuje jak obca osoba, chyba dlatego,że ona pogratulowała mu dzieci i kobiety. I ona poczuła się dziwnie, bo znowu zaczęła podejrzewać, że on marzył o tym kontakcie. Kiedy on zapytał co ona robi w weekend, bo on wywozi kobietę i dzieci do teściów, ona poradziła mu zajęcie się własną rodziną. tak bez ogródek ... bo strasznie nie chciałaby,żeby jej obecny wieloletni mężczyzna tak pisał do innej kobiety, kimkolwiek by ona nie była. Ona poczuła się w obowiązku uświadomić mu, że jego rodzina ma być wartością nadrzędną. I on zaczął być natarczywy w swych postach, bo według niego ona nie była już tą samą dziewczyną. I chciał wypluć na nią to całe cierpienie, które czuł, a które sam wybrał nie robiąc nic tak długo. I ona zamiast przyjaciela zobaczyła ...no właśnie sama nie wiedziała co ma sądzić. I są do dziś na liście w jednej klasie, ale przyjaźń jest tylko wspomnieniem.....

2009/09/02

Savoir vivre

Zdjęcie pochodzi z gazeta.pl
Ja chyba śnię! Czy tę tabliczkę powiesili w okolicach dworca Victoria Ci sami Angole, którzy nago sikali do fontanny na Krakowskim rynku, czy Ci którzy za przeproszeniem wymiotowali do wrocławskiej?
Czy to Ci sami, których miałam okazję poznać w hotelu w Bułgarii? O tak, panowie świata ze swoimi światowymi kobietami, ze zniszczoną skórą i obwisłymi gołymi cycami, z twarzami o wieku nieokreślonym, bliżej 70 jednak:)) (z wyglądu oczywiście :p). Rozdarci od rana, pijani cały dzień a to wszystko na oczach swych kilkuletnich dzieci. Ci sami???
Anglicy Wy już klasę straciliście dawno temu. Proszę nie odzierajcie nas z człowieczeństwa, bo moim zdaniem to Wy zasługujecie na porządną lekcję dobrych manier.

Mój kochany "Dywanik"....


Jako,że nastąpił szczęśliwy powrót mojej rodzinki :DDDD, opuścił mnie już nabyty "dywanik",czyli moja "przynożna" sunia :( i powiem szczerze trochę tęsknię.....

2009/08/31

Straszna niedziela.....

Tej niedzieli przeżywałam rzeczy jakich nikomu nie życzę, najgorszemu wrogowi też.
A było to tak:
W sobotę rano rodzice i MCO wyruszyli z Czarnogóry do Polski. Podobnie jak w tamtą stronę planowali podróż na 2 dni z noclegiem po drodze. O 20.19 dostałam smsa "Wyjeżdżamy z Zagrzebia,nocujemy w Mariborze, leje, 15 stopni, zimno" Maribor to miasto w Słowenii,mieli więc zamiar opuścić Chorwację i przejechać Słowenię (to nie trwa długo,autostradami więcej czasu zajmuje opłacanie na punktach wjazdowych :) ) i zatrzymać się tuż przed granicą z Austrią. Ok! Położyłam się spokojnie spać,rano wstałam, wypiłam kawkę, On zabrał psy na spacer, ja zrobiłam śniadanie i postanowiłam skontaktować się z moimi podróżnikami. Wysłałam wiadomość i ...nic. Potwierdzenia, że dotarła brak. Myślę, ok mamie wyładował się telefon,po 40 minutach wysłałam do taty. I....nic!!!! Potwierdzenia brak. Dzwonię do mamy "Volani uciestnik.......sratatata"- po czesku? Po słoweńsku??
Dzwonię do taty.."Proszę zostawić wiadomość". Mija godzina od pierwszej wiadomości,nie podoba mi się to,bardzo mi się nie podoba. Siostro pytam mojej drogiej sis przez telefon, czy kontaktowali się z Tobą dziś rodzice? -NO WŁAŚNIE NIE, OD 8 RANO!!! -słyszę z drugiej strony zdenerwowany głos. Matko Boska ja sobie spokojnie śpię a tam nie wiadomo co się stało!!!!! Mija druga godzina, mój szwagier uspokaja- Nic się nie stało, czuję, że wszystko jest ok! No tak! A kontaktu brak!!! Żeby Was nie skłamać sprawdziłam właśnie swój telefon, ok 1o zaczęłam obdzwaniać konsulaty we wszystkich krajach po drodze. Danych o wypadku w Pradze brak, ale proszę zadzwonić do Ostrawy na pewno jechali przez Brno. W Ostrawie żadnych wiadomości. Myślę dzwonię do Chorwacji tam tak naprawdę kontakt się urwał. Nic! Na szczęście mimo wszystko! Słowenia.W Lubljanie nasz Konsul uspokoił mnie,wiadomości o wypadku brak, gdyby cokolwiek da znać! Poczekajmy powiedzmy do 18.00, jeżeli nie będzie kontaktu on uruchomi policję słoweńską, rozpoczną poszukiwania! Tego co czułam nie da się opisać. Ja tu w domu, oni nie wiadomo gdzie, nie wiadomo co z nimi,kontaktu brak. Rodzice, syn!!!!Straszne!!!
W końcu po 12.00 dostaję smsa! Od mamy!!!! Nawet nie czytam, natychmiast dzwonię! Co z Wami????????? Gdzie jesteście!!!??? Wszystko ok?
Po usłyszeniu ok, zaczęłam płakać, strasznie! U nich ok, a ja tu pół Europy na nogi stawiam. Dzięki Wam wszystkie dobre duchy czuwające nad moją rodziną!!! Okazało się,że tato wyłączył komórkę a mama wprawdzie nie, ale dopiero po próbie wysłania smsa koło południa zorientowała się, że coś nie tak z kartą sim. Reset telefonu załatwił sprawę. A oni myśleli,że my nie piszemy dając im się spokojnie wyspać!!! To były straszne godziny....straszne!!!!!
Najlepsze na koniec!!! Serdeczne podziękowanie dla naszego Konsula z Lubljany, o 18.10 odebrałam telefon - "Czy sprawa się wyjaśniła? Czy uruchamiamy poszukiwania?"
Wiecie co? To jak się okazało właściwy człowiek na właściwym miejscu. Dla mnie Wielki Człowiek, który tam za granicami naszego kraju siedzi nie tylko po to, żeby się opalić. On jest tam żeby wspierać i pomagać rodakom! I naprawdę to robi!

2009/08/27

Trochę o ciemnych stronach sławy.....bynajmniej nie z własnego doświadczenia :)))

Cóż na wakacjach może zachcieć się domowej pizzy. My też wpadliśmy na taki pomysł. Wybraliśmy się więc do Auchan w Piasecznie dokonać niezbędnych zakupów. Mieliśmy już prawie wszystko, kiedy na szczęście przypomnieliśmy sobie o pieczarkach. No pizza bez nich to nie pizza, nieprawdaż? Lecimy więc na owoce i warzywa, kolejny raz zresztą ;). On wybiera wiadomo co, ładuje do torby, a ja kątem oka widzę.... no właśnie patrzę z niedowierzaniem - Edytę Górniak.
Mam nadzieję, że nie teatralnym szeptem, a dyskretnie informuję o tym Jego. On odwraca się, omiata wzrokiem kobietę, której głos uwielbiam i pyta gdzie? :))) No, żesz kurde ignorant jeden! W końcu jednak niewierny Tomasz uwierzył. Edyta była z synkiem Alanem i jakimś nieznanym mi panem, nie, nie z tym z którym podobno aktualnie romansuje. I co ? Nie napiszę (o nie!), że wyglądała okropnie, chociaż wyraźnie dopiero odczepiła jakieś sztuczne kłaki,w związku z czym końcówki jej własnych wyglądały cóż na lekko przemęczone. Niemniej jednak wyglądała ładnie i na ten temat koniec. Jednak Jego słowa skłoniły mnie do refleksji o cenie sławy. Pierwsze jego pytanie brzmiało (ciągle mam nadzieję, że nie teatralnym szeptem :D )- Wzięłaś aparat?
-Aparat? Mam jej robić zdjęcie? Rzucić się na nią? Błagać o autograf?
Zobaczyłam normalnego człowieka i pomyślałam sobie, że jest mi jej szkoda. Życie pod ciągłym obstrzałem paparazzich, ludzi którzy tytułują siebie redaktorami, a są zwykłymi plotkarzami wcale nie może być miłe.
Dziewczynki zapewne pamiętają marzenia z dzieciństwa. Nie chciałyście być księżniczkami?
No ja to chciałam być jeszcze squo Winnetou :DDDD
Ale księżniczka to marzenie każdej, no prawie każdej małej dziewczynki. Z perspektywy czasu pomyślcie,naprawdę chciałybyście? Wszędzie łazić z obstawą, nie móc się zbuntować, okazać niezadowolenia ....bo protokół, bo coś tam!!! Matko Boska chroń mnie przed takim życiem!
A piękne kiecki kupię sobie sama :P

2009/08/25

Dobry!

Ja tak szybciutko bo urwanie głowy w pracy, tego się nawet nie da opisać! Tak sobie tylko pomyślałam, może to jeden z tych biednych koników na moim zdjęciu ze Starówki zakończył ostatnio swój żywot? I smutno mi się zrobiło....

Zamelduję się !!!!

2009/08/20

Matrix....

Do polityki zazwyczaj się nie wtrącam,bo i po co...i tak wiadomo, że zawsze chodzi o to samo. Usłyszałam jednak dziś w TVN24, że nasz rząd szykuje nam niezły MATRIX. Istnieją plany ustawy, która nakazywałaby portalom internetowym zakup i instalację oprogramowania do totalnej inwigilacji ruchu w internecie. Każdy z nas miałby być "śledzony" przez takie oprogramowanie, a portale byłyby zobowiązanie do archiwizacji danych i przetrzymywania ich przez 5 lat. Oczywiście to "tylko" bat na przestępców, ze zwykłym obywatelem nie ma nic wspólnego. Taaaaa jaaaasne!!!!
Drodzy Państwo w rządzie! Zaglądaliście już w moje krocze, chociaż to TYLKO ja zadecydowałam o tym, że kocham syna i chcę go na ten świat sprowadzić, ale niech Wam będzie, to Wy daliście mu życie .
Zobowiązaliście operatorów komórkowych do archiwizowania bilingów i wysłanych wiadomości. Naprawdę to upokarzające, że ktoś może przeczytać intymne wynurzenia innej osoby, które są przeznaczone tylko dla jednych oczu.
Mam pytanie ? Kiedy dostaniemy chipa? I jeszcze jedno, w tyłek czy nad skronią?

2009/08/18

Urwanie głowy!!! I o złośliwości rzeczy martwych...


W pracy ...oj ciężko się pozbierać po urlopie. Tym bardzie, że ile by nie trwał i tak będzie za krótki :)
MCO rozbija się właśnie z babcią i dziadkiem po Czarnogórze, oj dobrze mu!!!!
A ja zostałam z Nim i dwoma psami a właściwie sukami w domu :)))
Rezultaty tej zamiany są takie, że mam teraz dwa wierne psiaki, przy czym "nabyty" łazi za mną jak cień gdziekolwiek się nie ruszę, a jak już siądę na tak zwanym tyłku to mam koło siebie kudłaty dywanik.
Spotkałam się dzisiaj z fajną Panią K. i tak sobie rozmawiałyśmy o robieniu wielu rzeczy naraz. Znacie to? Idziecie do łazienki po krem, po drodze kątem oka dostrzegacie kubek, który powinien wylądować w zmywarce/zlewie, więc chwytacie ten kubek i stajecie w kuchni z dziwnym przeświadczenie, że do jasnej i nagłej nie to mieliście zrobić. No to wracacie, najlepsze, że z tym kubkiem w ręku, żeby sobie przypomnieć co też mieliście robić do pokoju. I co ? U mnie zazwyczaj nic...spoglądam na kubek, lecę do kuchni odstawiam go tam gdzie jego miejsce i trzęsie mnie w środku bo znowu nie pamiętam :D
No to do pokoju..ale,ale mijam łazienkę i doznaję olśnienia !!! Jest, to miał być krem! Wpadam ucieszona, zapalam światło, a tu .....puste opakowanie po szamponie. No jasna cholera, nie dam rady:) muszę wywalić. Lecę do kuchni, otwieram szafkę z kubłem...zaraz, zaraz co to ja miałam??? :)))))))) Naprawdę złośliwe są przedmioty w moim domu :D

2009/08/13




Wakacje,wakacje.....u wujka Zygmunta!
Wujkowi to nawet pomnik wystawili, dowód obok, można powiększyć śmiało :) wujek Zygi to ten na kolumnie. Jak widać na załączonym obrazku wylądowałam w okolicach Warszawy. Wstyd się przyznać, że dopiero któraś tam wizyta w Wawie pozwoliła mi na odwiedzenie Starówki.Piękna jest ta Starówka!!! I dzień był piękny! Zdjęcia wychodziły jak pocztówki i to jakie pocztówki! Jakby ktoś reflektował to bardzo proszę :), a tymczasem prawa autorskie zastrzeżone. Uwaga przyjaciołom wyślę za darmochę :)))) Wiem, że jako typowa wrocławianka powinnam tutaj pisać, że nasz Rynek jest ach i ech, ale Starówka warszawska jest hohoho....
Taka tam mała dygresja...mnie w szkole uczono, że "ach", "ech","och"piszemy jak obok.Tymczasem od przynajmniej dziesięciu lat nawet w książkach piszą ah,eh...to jak jest do jasnej ciasnej??Dygresji koniec :)
No zresztą sami popatrzcie!
Naładowałam akumulatory i wracam na łono internetowej braci.
Serdecznie pozdrawiam całą rodzinkę podwarszawską, blogową i naszo-klasową, ściskam mocno, a z niektórymi liczę na powtórkę naszych nocnych Polaków rozmów.....:DDDD


video

2009/08/10

Żyję...

Urlop pełną gębą!!!! Ale niedługo powrót.
Pozdrowienia!!!

2009/07/31

Grunt to mieć obrońcę...



A było to tak :))


W czasie kiedy nasza-klasa nie istniała, choć wcale nie było ta aż tak dawno temu :) byli uczniowie i tak organizowali spotkania. Moja klasa z liceum też, na dziesięciolecie matury.


Oczywiście,że poszłam w końcu czemu nie. Było fajnie, trochę się przedłużyło, wiec zanim dotarłam do domu był już środek nocy.


No właśnie :) w końcu dotarłam, otwieram drzwi cichutko, żeby moich mężczyzn i mojej psiej córeczki nie pobudzić. Wchodzę i.......... widzę, że On wstaje z łóżka i idzie w moją stronę. Na początku to nawet się ucieszyłam, ale mina mi zrzedła kiedy dojrzałam, że idzie na mnie maszyna do zabijania. Pięści złożone do ciosu, tuż przed twarzą, krokiem posuwistym lezie prosto na mnie z tą postawą boksera na ringu. Upsssss ...cholera niby go znam a tu taki numer!!! Spanikowałam,nie wiem co robić!!! Wołam Go po imieniu, raz, drugi ...i nagle jak na kreskówce, wiecie wtedy kiedy postać przestaje być pod wpływem hipnozy i znikają jej te kółeczka z oczu, On sie otrząsa i mówi : O jesteś!!!


Jesteś! Cholera mało nie zginęłam, a On :Jesteś! :))))))))))


Oczywiście był to jakiś rodzaj lunatykowania, snu na jawie, no w każdym razie nie muszę się martwić niczym, bo ja mam w domu maszynę do zabijania i wara wszelkim niedobrym ludziom. :))))))


P.S. On żeby nie było przemoc wszelką, a w szczególności domową uważa za uwłaczającą rodzajowi męskiemu.


Napisała autorka i oznajmia, że właśnie zaczęła urlop.....

2009/07/30

Psedwójniki.....

To była gwiazdka najprawdopodobniej 95. Młody malutki jeszcze był i śmiesznie mówił jak to maluch. Postanowiliśmy napisać list do Mikołaja. Mama znaczy ja :) wzięłam kartkę i obiecałam spisywać każde słowo.
"Kochany Święty Mikołaju!
Byłem grzeczny (to podpowiedziała mama,bo wiedziała co też najbardziej interesuje Mikołaja). Na Gwiazdkę bardzo chciałbym dostać.... i tu wpadło w słowo Dziecko- PSEDWÓJNIKI."
Konsternacja! Co to do jasnego gwinta jest?
Podpytuję....Synku co to są te psedwójniki? No to wyobraźcie sobie dwulatka,który zapowietrzając się z emocji mówi:
One, one systko umią jobić.Choooooodzić po ścianaaach, systko!
No :)
Taaaak.
To już wiem....
I wymyślam spidermana-NIE!
Pająka jakiegoś-NIE!
Robot?-NIE!
Psedwójniki to psedwójniki.....:D
Cały wieczór wymyślałam...i nic. A Młody zapytany po kilku latach o rzeczone spojrzał na mnie jak na wariatkę :) i powiedział,że nie ma pojęcia co to było!!!
I tak psedwójniki pozostają dla mnie zagadką do dziś!
A może macie jakiś pomysł?!

Zabawna zabawa....




Stara a głupia. Dziś na godzinę przed końcem pracy kolega podesłał mi ten link http://www.rossnet.pl/wirtualny-stylista/ No i co? No i się zaczęło :))))
Mówcie mi Piast Kołodziej :)))

2009/07/29

When The Moon is in the 7th house....

Wychodzę na film w ramach festiwalu Era Nowe Horyzonty.
On - Tylko mi tam nikogo nie podrywaj!
Ja- No przecież nie po to idę :)))
O- O której jedziesz, mogę Cię podrzucić. Jak wrócisz? Przyjechać po Ciebie?
j-Zwariowałeś wstajesz tak wcześnie i chcesz po mnie przyjeżdżać przed pierwszą?? Będzie koleżanka, przyjedzie autem, odwiezie mnie do domu.
Uspokojony wychodzi.
Oczywiście mnie podrzuca, bo ponoć fajna jestem (przynajmniej dla niego), po drodze zabieramy kolegę :* , który całą tę drakę wymyślił i za co serdecznie mu dziękuję.
W Rynku spotykamy moją koleżankę, idziemy na piwko, bo mamy jeszcze trochę czasu. Wszyscy together razem...... I nagle okazuje się, że kumpela a i owszem może mnie odwieźć ale zanim rozpocznie się film, bo rano wcześnie wstaje . On ciągle jest z nami. Zaczyna się indoktrynacja: Nie będziesz miała czym wrócić, nocny co dwie godziny, jak dobrze pójdzie to trafisz na ten po 2.00. zobacz o której będziesz w domu.To co jedziesz czy zostajesz? I patrzy tym błagalnym wzrokiem :)
No jasne,ze zostałam w końcu do jasnego gwinta po coś tam poszłam:
http://www.youtube.com/watch?v=w3I1y3jHgxA

A dziś rano dzwonię do niego, on już w pracy.
Ja-Cześć Kochanie,chciałam się tylko przywitać.
On-No słyszę.Dzień Dobry o 2.10 się wróciło.
Ja- Naprawdę ? Dałabym sobie łeb uciąć, że o 2.15.
On- 2.10 na zegarek patrzyłem.
:)))))))
A ja tak cichutko weszłam do domu,drzwi do sypialni były zamknięte,wszystko co mogło wydało się śpiące i chrapiące......a On czuwał!!!

2009/07/24

No muszę.....

Hej! Jak tam krajobraz po burzy?

A było to tak,siedziałam spokojnie na kawce urodzinowej dwa piętra niżej i nagle patrzę za oknem najwyraźniej zbiera się na deszcz. Nie zdążyłam pokonać tych dwóch pięter,gdy rozszalała się nawałnica. Wiatr (nawet nie wiem czy to jeszcze wiatrem nazwać-tak delikatnie? ) był tak silny,że kilkanaście sekund mocowałam się z drzwiami, żeby wejść do mieszkania. Tam już MCO walczył z oknami. Walczył to dobrze powiedziane. On je do ściany a ono na niego. Pozamykał ale tak,że część okna, ta uchylna od góry nie połapała w związku z czym miałam je zamknięte-otwarte. Wiatr ponad 100 km/h prosto w te nieszczęsne oczy domu a ja muszę otworzyć i domknąć! Zamykaliście kiedyś 2 okna 10 minut?
Uffff !!!! Po sprawie,od drugiej strony ok.Wszystko jak należy,dachowe nie wyfrunęły :)
No to z głowy, mogę z przerażeniem w oczach obserwować co się dzieje na zewnątrz, ale,ale....nie ma tak dobrze. Wpadam do sypialni a tam przez ZAMKNIĘTE okno woda leje się strumieniem! Ręczniki wszelkie, szmaty-wszystko na podłogę,wycieram i z przerażeniem obserwuję okno,które od początku zgłaszałam wykonawcy jako wadliwe. I tu apel do Właścicielki okienka- nie odpuszczaj!!! Reklamuj do skutku,bo gwarantuję Ci możesz mieć potop w domu. Ja w każdym bądź razie już nie odpuszczę!!
A i oczywiście kilka godzin nie było prądu.
MCO panikarzem nie jest ale spytał wczoraj: Mieszkanie ubezpieczone?-TAK. - Zostaw, schodzimy na dół!

To wszystko oczywiście Pan Pikuś, my żyjemy.......wszystkim ofiarom tej nawałnicy [*]
A młodej kobiety w ciąży ,która zginęła wioząc dwójkę swoich dzieci przeżyć nie mogę......

I w ramach mojego komentarza : http://www.youtube.com/watch?v=ayYcyd6MBVI , a teraz gromkie DZIĘKUJEMY!!!!

2009/07/22

Oczarował mnie...

Świat blogowy..... można tu poznać naprawdę ciekawych ludzi. Mijamy się codziennie, oceniamy po pozorach i nawet nam do głowy nie przyjdzie,że idzie, siedzi, jedzie koło nas artystka kulinarna, świetna fotografka, fascynująca osobowość. Z natury jestem zwierzę obserwujące,bywa, że w knajpianych ogródkach pozwalam rozmowom toczyć się gdzieś obok a sama przyglądam się ludziom. Nigdy się nie nudzę :)
Lornecie, która potrafi na świat patrzeć z fascynacją http://foto-potok.blog.onet.pl/ dedykuję widok z moich okien. Zachwyca mnie każdego dnia :)
Dzisiaj krótko, bo pracy sporo :))



Tu wschód:


Tu zachód:



A tu "grzyby" po deszczu,czyli rodzinka ślimaczków.

2009/07/20

Prawo ojca....

Dzisiaj będzie mniej optymistycznie,choć nie chcę nikogo tutaj dołować-spokojnie.
Muszę tylko gdzieś wyładować narastającą we mnie latami wściekłość.Przy okazji może ktoś to przeczyta,może podzieli lub nie moje zdanie.
Rzeczywistość jest taka,że w dzisiejszych czasach kobiety nie zgadzają się już na byle co/kogo w domu, byle tylko portki były. Skutkuje to coraz większą ilością rozwodów. Jest coraz więcej dzieci,które muszą odnaleźć sie w nowej rzeczywistości. Wszystko jest ok jeżeli dziecko może mieć normalny kontakt z obojgiem rodziców.Czuje się kochane i ważne dla jednego i drugiego. To zdrowa, normalna sytuacja.Normalna w całej tej zwariowanej dla niego sytuacji, lepsza zapewne niż życie w domu w którym nic nie idzie jak należy.
MójCiOn ma ojca,ojca na którego jako dwu- trzylatek czekał z zapartym tchem,bo miał przyjść,pobawić sie,przytulić,być. Ojca,który obiecywał i nie pojawiał się na umówione wizyty- no może w czasie rozwodu,wtedy był wzorem cnót wszelakich. To nie on patrzył na oczy pełne łez,na buzię w podkówkę. Nie on musiał zaradzić rozczarowaniu ogarniającemu maleńkie serduszko.
Przyszedł jednak czas,że nauczyliśmy się normalnie rozmawiać, chciałam tego dla dobra MCO. Można to nawet nazwać fajnym koleżeństwem,bez żali,rozpamiętywania ......
Od kilku lat nazwijmy go K. ma nową żonę,nowa żona to nic zdrożnego- w końcu każdy ma prawo do życia z kimś w szczęśliwym związku, nie bycia samotnym. K.ma, ja mam - to normalne. Wszystko było ok do czasu pewnego ważnego w życiu dziecka wydarzenia gdzie K.pojawił sie z żoną. Poznałam tą panią,piękna dziewczyna,wydała mi się bardzo ciepła i miła. POZORY! Od tego czasu K. nie może zobaczyć się ze swoim synem, nie wiem czy ze względu na to,że MCO okazał się miłym,ładnym chłopcem czy też dlatego,że jego mama nie jest starą pomarszczoną wiedźmą z nadwagą a ciągle nieźle wyglądającą kobietą? Ona stała się zaborcza,zazdrosna i postawiła ultimatum. A K.? K. zrezygnował....poddał sie dla dobra małżeństwa.
I tu mój apel:
Piękna kobieto dla mnie on może być już tylko znajomym,nie odczuwam nic z uczuć wyższych jak miłość i przywiązanie. Nie chcę burzyć Twojego związku-jestem w szczęśliwym dłużej niż Twój staż małżeński, ale nikt nie dał Ci prawa odbierania dziecku ojca. NIKT! Nie jesteś boginią, Bogiem tym bardziej i krzywda MCO niech zawiśnie nad Tobą jak chmura gradowa. A w starą,opasłą wiedźmę dla Twojej satysfakcji na pewno się nie zmienię :p

K. oczywiście nie jest bez winy....................................normalny facet znalazłby wyjście z tej sytuacji.
A wszystko dlatego,że rozmawiałam i płakałam wczoraj z moim synem......

2009/07/17

Zmysł techniczny....

To dziadostwo trapiło mnie od małego. Po tatusiu jak sądzę. A zaczęło się od rozkładania zabawek na czynniki pierwsze. Jeżeli sądzicie,że Wasze dzieci niszczą zabawki to nic bardziej mylnego. Ja musiałam rozłożyć je do ostatniej śrubki :). I tu siłą rzeczy przypomina mi się rodzinna anegdota ze mną w roli głównej.
Miałam wtedy może 3 lata,mieszkaliśmy w wynajętym mieszkanku na poddaszu. Małe ono było,więc Mamusia zawsze swe dziecię miała na oku. Pewnego dnia gotując spokojnie obiad usłyszała ryk jakby syreny okrętowej. To mała Agunia zanosiła się rzewnymi łzami,efekt czyniąc jakby przynajmniej rękę lub nogę złamała w kilku miejscach z przemieszczeniem.Więc moja rodzicielka kochana z przerażeniem w oczach pyta-Agniesiu co się stało? Dziecko?!!
A ja siedząc nad metalowym samochodem-ciężarówą(pamiętam doskonale), monolit cholerny, nie do ruszenia, zalewając się łzami wielkimi jak grochy odpowiadam - Nie umiem papsiuć!!!!
Teraz za to naprawy mi niestraszne !!!!!

2009/07/16

No więc sama w to nie wierzę....

Ja przeciwniczka publicznych wynurzeń właśnie założyłam bloga.....
Ona czyli ja -kobieta niepokorna,w średniowieczu już dawno skwierczałabym na stosie. Serio! Z moimi poglądami, empatią i ciągle odczuwaną wścieklicą na jawne niesprawiedliwości tego świata-nie miałabym najmniejszych szans.
On-czyli życia towarzysz-straszna cholera czasami i dobry człowiek generalnie. Ogólnie nie leń,w żadnym wypadku! Czasami za dużo sprząta,często za bardzo się przejmuje.
MójCiOn - czyli potomek,dziecię (co piszę! Wielkie już dziecię) dojrzewające o dobrym serduchu, inteligentne, z deka leniwe....miłośnik komputera i naleśników....


MójCiOn czasami od komputera wstaje i wtedy lubi męskie sporty.....

i Oleeee napisała autorka bloga :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails