2010/12/28

Poświąteczny bilans...

Urodziłam...nie wiem kiedy ,sic!(pewnie wtedy jak "odpuchłam" :), bo wyglądałam już tak,że sama swojej twarzy nie poznawałam), lekkie porody mnie cechują, co wcale nie oznacza, ze dam się namówić na kolejne, o nie, mowy nie ma! Tak głupia to ja nie będę i już!
Przed nami kolejny rok, w sklepach już daje się przyuważyć pierwsze wprawki do "nowego" Vatu, wszystko, no przynajmniej to niezbędne do życia, jakoś tak przypadkiem poszło w górę, potem dołoży się procencik Vat-ku, Vatokiciunia i bedzie coraz lepiej.
Ale już niedługo rozliczymy Was przewielcy z obietnic wyborczych , 3 x 15 %, haha. Powiedzcie to tym, którz żyją za tysiączka, bo dla mnie to mistrzowie świata.
P.S. Nie tam, żebym jakaś prawicowa była:)), ale tak mi się ten, jak się okazuje pseudoliberalizm spodobał i tak po zębach dostałam!!

2010/12/23



Rodzinnych, powtarzam rodzinnych, ciepłych, wspaniałych, miłych, wesołych, zdrowych i jeszcze raz zdrowych oraz pełnych miłości Świąt Bożego Narodzenia Wszystkim Blogowiczom, Blogopodczytywaczom oraz ich rodzinom życzy
Aga
p.s. Szopka podebrana z komputera mamuni, niestety nie znam źródła pochodzenia :)

2010/12/21

Urodziny życia...

Zgodnie z sugestią mojego ulubionego, ostrego Czarnego.pieprza stwierdziłam,że to bardzo nieładnie tak nie odzywać się na blogu. Bo jakże to? Tak milczeć i podczytywac bezczelnie? Nie uchodzi, nie uchodzi.
Opowiem Wam bajkę, jak kot palił...a przepraszam, jak Aga obchodziła tegoroczne urodziny, dodać należy, że jestem już przyzwyczajona, ze w ten świąteczny dzień większość narodu wiesza psy na jednym generale. Już mnie to nie rusza! W tamten poranek, kiedy ogłoszono stan wojenny dostałam swoją pierwszą, piękną kopertówkę i nosiłam ja do upadłego, mimo szczenięcego wieku miałam marzenia już skonkretyzowane i nie była to Barbie, ani inne Witch-e :) W tym roku w weekend przedurodzinowy dopadł mnie od dawna planowany remont przedsprzedażowy mieszkania rodziców. Zatem w sobotę rano stawiłam się pełna nastroju bojowego, gotowa do kładzenia tapet. Jako, że takie wysiłki, szczególnie w czas przedurodzinowy wymagają oprawy co najmniej żubrzej, zakupiłam żubróweczkę, soczek i do roboty! Dobrze nam się z tatą współpracowało, po kilku sążnistych przekleństwach, wychwalających "fachowość" budowniczych, którzy wspaniale wyprofilowali kąty, nieszczególnie proste, postawili ściany, niekoniecznie 2,50 na całej długości, gdzieś przy trzecim drinku, robota zaczęła iść zupełnie gładko! Tak sobie skakaliśmy, przycinaliśmy i było całkiem fajnie. Z racji remontu impreza domowa, będąca coroczną tradycją musiała zaczekać. I całe szczęście! Hipotetycznie, gdyby Aga zaplanowała balangę, musiałaby się odbyć bez samej zainteresowanej. Jako, że zainteresowana wpadła wieczorem do domu i jak wpadła, tak już nie siadła! Dostała takich bóli promieniujących od nerki, że o położeniu się czy siadaniu nie mogło być mowy. Pogotowie pomocy odmówiło, a kobita już nawet nogę podnieść się bała!!! Kochany tato w środku nocy podrzucił silne leki przeciwbólowe i jakoś do rana przeżyłam. Ranek przywitał mnie bólem ze zdwojoną siłą, na pogotowiu,do gabinetu lekarza wpadłam ze łzami jak grochy cieknącymi po twarzy! A ja generalnie jestem bólowy twardziel! Miła pani doktor z jeszcze milszą pielęgniarką podłączyły mnie pod kroplówkę z przeciwbólami i nic! Jak bolało tak boli. Starość nie radość- pomyślałam sobie i miałam ochotę odgryźć kawałek ściany.
Odesłana na odpowiedni ostry dyżur, przejechałam znowu pół miasta i pokornie ustawiłam się w kolejce. Rozmowy Polaków w poczekalni to temat na oddzielnego posta :), koło godziny 19.30 spokojnie ruszyłam do domu, który opuściłam ok. 9 rano!
Kamienia nerkowego ciągle nie "urodziłam"...
W związku z tym, na następne urodziny życzę sobie dużo zdrowia!

2010/12/03

Rękawiczki Mikołaja!


O tym, że Blogerzy to wielka siła nie muszę chyba nikogo przekonywać? Dlatego rozpropagujmy akcję rozpoczętą przez żołnierzy stacjonujących w Afganistanie.
Tutaj apel żołnierzy , a TUTAJ więcej o całej akcji
Dowiedziałam się od Stadust, Nivejki i od Uli
W końcu rękawice czy skarpety, to nie taki znów majątek, żeby nie spróbować jak to jest zostać Świętym....Mikołajem!

2010/11/30

Kocica....

Do sąsiadów przyplątał się kotek. No kocica, piękna, niebieskooka kopia mojego Citka. Jakoś latem, a może już wiosną? Kręciła się po posesji, łaziła za nimi jak pies, obdarowywała buziakami i przytulaniem. No i tak jej się zostało. Więc sąsiedzi, ludzie odpowiedzialni, postanowili kotkę wysterylizować, żeby ewentualnych maluchów nie skazywać na bezdomne życie i tułaczkę. Pojechał więc dumny właściciel do weterynarza, ten kotkę uśpił i kazał przyjechać za dwie godzinki.
Minęły szybko, pan jedzie po swoje kocię, a tu weterynarz z tajemnicza miną oświadcza:
-Wie Pan co? Pojawiły się dwa problemy.
Zmroziło sąsiada! Pewnie kotna była!
-Nie- weterynarz uśmiechnął się tajemniczo- okazało się, że to nie kotka, a kotek.
-I co? Wykastrował Pan?
-Wykastrowany, już był wykastrowany-dokończył spokojnie weterynarz.
Usłyszała dzisiaj i Wam tu relacjonuje Aga_xy!

A jednak piękna...

 
Posted by Picasa

Zdjęcie sprzed roku, ale jakże aktualne.

2010/11/24

YAFUD.PL - z czym to się je ?

Odkryłam nowy portal yafud
To autentyczne historie, opowiadane przez ludzi. Na zachętę parę perełek:

Dziś poszedłem do kręgarza, bo od dłuższego czasu cierpię na nieprzechodzący ból pleców. Kręgarz kazał mi się położyć na brzuchu. Bez uprzedzenia skoczył mi na plecy. Zesrałem się przy tym w spodnie.

Wydawało mi się, że nie ma nic lepszego niż w Prima Aprilis wysłać żonie SMSa: "wiem, że masz romans". Myślałem, że to zabawne, dopóki nie usłyszałem w słuchawce jej szlochającego głosu: "Chciałam Ci powiedzieć od kilku miesięcy, ale nie wiedziałam jak..."

Dziś po kąpieli, przy której pomagała mi mama, położyłam inaczej niż zwykle moich dwóch nowo narodzonych bliźniaków... teraz nie mam pojęcia który jest który

Mój szef dał mi dzisiaj do wypełnienia ankietę o nim i powiedział, że jest anonimowa. Pracuję w dużej korporacji więc postanowiłem nie owijać w bawełnę i napisać mu zupełnie szczerze co o nim myślę korzystając z tego, że nigdy się nie dowie kto to napisał. Podczas przerwy na lunch zapytałem paru kolegów co napisali w ankiecie - wszyscy zgodnie zapytali: "Jakiej ankiecie?"

Jestem studentką weterynarii. Dzisiaj w ramach ćwiczeń dostałam zadanie masturbacji świni w celu pobrania próbki spermy. Jestem 19-letnią dziewicą, która swoją pierwszą przygodę erotyczną zaliczyła z knurem

Nie mogłam znaleźć dzisiaj komórki, więc postanowiłam zadzwonić na nią z telefonu mojego taty. Po wybraniu kontaktu "córcia", odebrała jakaś młoda kobieta słowami "Co tam, mój niegrzeczny misiaczku?"

Dzisiaj moja żona zmieniła na Facebooku status z "Zamężna" na "Wdowa". Jestem przerażony..

Ustawiłem złą datę urodzin na naszej-klasie i nawet matka wysłała mi życzenia.

Dzisiaj chciałem sprawdzić, jak mój pies by zareagował, gdybym dostał zawału. Upadłem więc teatralnie na podłogę. Pies mnie obwąchał, po czym podniósł nogę i mnie obsikał.

2010/11/17

Lepiej....

Już mi lepiej, wiele się wyjaśniło, wiele da się przeżyć.
Przeszłam coś w rodzaju prywatnego katharsis i jest mi z tym lepiej, coraz lepiej. Nie przejmuję się już rzeczami i tematami, którymi nie warto sobie zaprzątać głowy. Zrobiłam już coś takiego całe wieki temu, potrafię!!!
Ściskam Was mocno i lecę do pracy! Bo póki co jestem zakopana w papierach, ale ja tu jeszcze wrócę, a może nie, może pojawię się gdzieś obok? Ale każdemu kto zechce ze mną pozostać, obiecuję wysłać maila z ewentualnym, nowym namiarem.
Miłego dnia!!!! :)

2010/10/27

Dopadły mnie!

Dopadły mnie! Uciekałam, chowałam się po katach, śmiałam cichutko, żeby nie usłyszały. Raz nawet udało mi się je zmylić, zgubiły mnie! Pewnie udały się po pomoc do specjalisty, detektywa jakiegoś, czy jak? Znowu się pojawiły, czułam ich oddech tuż za sobą. W końcu nie miałam siły już uciekać. I stało się! Dogoniły mnie i trzymają. Ech! Życiowe problemy...

2010/10/17

Niespodzianek czas!

Kochani, przepraszam za nieobecność, ale są czasami sprawy ważniejsze od całej reszty świata. Tak mi miło, że jednak zaglądacie, ze nawet sobie nie zdajecie sprawy!
Teraz będzie prywata, a w zasadzie dwie. Kolejność nie zależy od moich sympatii, a ustaliła się sama, tak jak się zadziała.

Droga Aniu!
Nawet nie wiesz jak zaskoczyłaś mnie swoją przesyłką, chleb pieczesz REWELACYJNY. Został pochłonięty tak szybko, że nie zdążyłam się nawet obejrzeć! Konfitury-poezja!!! Ja załapałam się na 3 kromki, resztę wysmarowali chłopaki w tempie błyskawicznym! Uznanie w oczach mojego syna, które niełatwo zdobyć:))). Ten facet zwyczajnie wie co dobre:)))
Swoją drogą miał być chleb, a przysłałaś tyle pyszności, że naprawdę aż mi głupio.
Mogę tylko prosić o wybaczenie, że nie pisałam od razu. Paczka dotarła do mnie w czwartek. A! I najważniejsze, Paweł prosił o przepis na chleb, jemu szczególnie podpasował ten większy :))))))))
A wszystko to dlatego, że wygrałam ogłoszony przez Anię konkurs!



I druga niespodzianka!
Mota, która prowadzi wspaniałego bloga, wylosowała spośród jego uczestników osobę, która zostanie obdarowana albumem-biografią Chopina. Mota dziękuję, nie wiem czy zasługuję, ale chętnie przeczytam! Chętnym też pożyczę! Nie będę taka :), wiem, że czytelnicy Moty, to ludzie naprawdę zainteresowani czymś więcej niż tylko czubkiem własnego nosa. Podobnie jak sama autorka, która wkłada wiele pracy i serca w przybliżanie minionych epok.


Kochani! A może ja powinnam jakiegoś totka puścić?!

2010/10/14

Kochani, parę chwil na real potrzebuję, mam nadzieję, że poczekacie i nie zapomnicie o mnie :)

2010/10/10

Dialogi.

Czytam Wasze blogi, dzięki czemu przypominają mi się różne fakty z mego matko-życia. Pod wpływem lektury posta Nivejki , przypomniała mi się rozmowa z Młodym, chyba 14 letnim.

-Synu, ale ten czas leci, ani się obejrzę, a już będziesz pełnoletni.
-Ale będę mógł jeszcze wtedy z wami mieszkać?

Oj dzieci, dzieci:))
Fakt, niezbadane są drogi, jakimi dochodzicie do pewnych wniosków.

2010/10/05

Sara

Pewnego razu Sara wybrała się z nami do lasu, no do lasu z dwoma stawami. Jeden typowo hodowlany, drugi z częścią wydzieloną na kąpielisko. To tam, mając lat bodajże 10, stanęłam bosą stopą na denko od butelki, którą jakiś pseudodorosły raczył zbić zaraz przy plaży, tworząc coś na kształt tej drugiej części od "tulipanka" popularnego onegdaj wśród tej mniej sympatycznej części społeczeństwa. Ale do brzegu, do brzegu, bo ja nie o tym do jasnej, ciasnej!
Otóż psiura zadowolona, pokażcie mi taką, która się nie uśmiecha, jak z nią pojechać do lasu. Bryka więc sobie radośnie, czytając listy, to na tej trawce, to na tym krzaczku, ściga się z Larą, którą poznaliście tutaj i nagle patrzy, woda, woda!!! O Sara niejeden zbiornik wodny już widziała, generalnie uwielbia taplanie, jeziora uwielbia. No to co miała robić ujrzawszy wodę. Niczego nie podejrzewając zrobiła krok z brzegu, wprost do stawu hodowlanego. Patrzymy, patrzymy, oczom nie wierzymy, Sara była, Sary ni ma. Przy brzegu było dobre 1,5 metra, od razu, bez ostrzeżenia, więc nam psisko zanurkowało i wypłynęło dopiero po chwili, wielce zdziwione!
Albo kiedy pan zawołał Sarę, będąc z drugiej strony płotu z siatki. Psisko dobrze wychowane i posłuszne, rozpędziło się jak należy, radośnie machając ogonem i bum, bum odbiła się od siatki, zdziwienie na pysku, bezcenne :)
Generalnie mimika Sary jest bardzo wyrazista, kiedyś, bodajże na Nowy Rok, po imprezie Sylwestrowej jechaliśmy do rodziców, z moją siostrą i szwagrem, Tico, zwyczajowo zwanym tikusiem. Sara została załadowana z tyłu, miała bardzo mało miejsca i generalnie jej mina powiedziała nam jedno:
Wy mnie chyba ściemniacie, to nie może być auto!

2010/10/04

Zwierzakowo...

Jak dowiaduję się z zaprzyjaźnionych blogów STOP dzisiaj Dzień Zwierząt STOP zwierzęta w naszym domu są odkąd pamiętam STOP odkąd mamy więcej miejsca STOP mamy cały zwierzyniec STOP
Sara jest z nami już prawie 10 lat, trafiła do nas kiedy miała 3,5 roku. Państwo byli zmuszeni ją oddać. Strasznie to przeżyła, to najukochańsza sucza na świecie.

Moja kuzynka, która ją do mnie przyprowadziła, a swego czasu u mnie mieszkała, poszła któregoś wieczoru do sklepu, na stację, bo już późno było. Została tam zaczepiona przez "przystojniaka", lekko zagazowanego.
-Proszę pani a co to za rasa?
-To jest proszę pana bardzo rzadka w Polsce rasa. Owczarek alzacki miniaturka.
-Piękny pies, nie słyszałem o takiej rasie.
No! I tego będziemy się trzymać.

Akwaria, wielkie marzenie Pawła, jeszcze z dzieciństwa, niestety wcześniej nie mogło być zrealizowane.


Wiem, tutaj nie widać go dokładnie, ale dzięki temu zdjęciu macie pojęcie jaka to świetna lampka i telewizor w jednym.
Jest jeszcze drugie, mniejsze, z drugiej strony pokoju:)
I mieszkają w nim takie maluchy:


No i najmłodszy stażem Citosław, Citek po prostu :)

2010/09/29

Zdrówka, zdrówka.....

Kochana Mamo!
Przyznaję się bez bicia, wtedy jak kazałaś mi wyleżeć to choróbsko, które mnie ostatnio dopadło, to ja naprawdę miałam jak najszczersze chęci. No, ale powiedz, idąc do za przeproszeniem wucetu, kątem oka dostrzegasz żwirek, który się kotkowi wysypał, oczywiście, że przez przypadek. Ale się wysypał, tak? I leży na podłodze, tak? No wytrzymałabyś bez zamiecenia, bo ja jakoś nie potrafię. No dobra, wracałam do łózka, tylko na chwilę zajrzałam do łazienki. O rany, kto tak zachlapał lustro? No sama przyznasz, że chorowanie z takim brudnym lustrem jest dość niekomfortowe. A później wyszło słońce, nie wiem po co, skoro człowiek tu leży, choruje i szlag go jasny trafia,że taka piękna pogoda? No więc to słońce wyszło, padło na stół. Cholera, pełno kurzu. No nie mogę, wezmę magiczna ścierę i przetrę, bo żal patrzeć. No to wzięłam i co tu dużo mówić przetarłam, to się podłoga przy tych lśniących czystością meblach wydała za brudna. Chyba mogłam uruchomić ten odkurzacz, co? A jak już to zrobisz, to logiczne, ze tę podłogę umyjesz, no nie mów, że uważasz inaczej. O i prania mi się wtedy uzbierało trochę, to nastawiłam, ciągle na to wszystko brak czasu. O proszę, za godzinę będą chłopaki, czyli głodni. Jak głodni to źli. Na humory złych facetów to ja zdrowia nie mam, bo w końcu choruję, prawda? No to lepiej coś tam upichcę, udobrucham te męskie hormony. Uffff 16.00, czyli można już odpocząć?
PS. Ty sobie Mamuś spokojnie wyleż to przeziębienie, co Cię własnie dopadło, tylko pamiętaj, wyleż, bo to bardzo ważne, sama tak mówiłaś!

2010/09/24

Anonimowo....

Jestem Agnieszka. Jestem wieśniarą i nie mam też polotu i brakuje mi ironii (?), cokolwiek miałoby to oznaczać :) (proszę nie doszukiwać się żadnej ironii w poprzednim zdaniu)
Skąd to wszystko wiem? Od jaśniepaństwa Anonimów. A było to tak:
Anonim napisał tak o tej ślicznej dziewczynie:

Anonimowy pisze...
Przepraszam, nie chciałabym obrazić córkę, ale czy ona przejrzała się w lustrze? Gerty w panterkę, buty w zebrę i torebka w groszki?! Mniemam, że miało być eklektycznie, ale wyszło po prostu tanio i za przeproszeniem "zdzirowato". Panterka jest tak naprawdę trudnym wzorem, ponieważ zestawiając ją z innymi rzeczami nie trudno o wygląd jak z ulicy. Przepraszam, ale to jest po prostu tragedia...I to jeszcze wyjście do teatru...Może córka gra w spektaklu?

aga_xy pisze...
Za to ja takie bluzki uwielbiam, jako posiadaczka mniej bujnego biustu ramiączka odpinam :)
Córa jest śliczna i to co na innych wyglada źle, na niej rewelacyjnie. Wg mnie to idealna pin up girl. Ten trend jest dla niej stworzony.
21 września 2010 22:47

Anonimowy pisze...
Mnie też podoba się styl pin-up girl, ale przepraszam, na tym zdjęciu nie widzę nawiązania, więc bardzo proszę nie uogólniać i nie przekręcać wypowiedzi innych.
21 września 2010 22:52

gosia pisze...
aga_xy-fajnie masz,że te ramiączka możesz odpinać :)) odnośnie pin up girl...masz rację idealny dla córy
21 września 2010 22:55

aga_xy pisze...
Przepraszam bardzo :D, ale nie przekręciłam TWOJEJ wypowiedzi, tylko wyraziłam SWOJE zdanie o córce Małgosi. Rozkloszowana sukienka w kropki to jak najbardziej styl pin-up
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pin-up
A i dla jasności, NIE CHCĘ wdawać się z Tobą w dyskusję. Miłego wieczoru :)
21 września 2010 22:57

Anonimowy pisze...
Nic na tym zdjęciu nie nawiązuje do pin-up girl! Chyba tylko groszki na torebce! :) Krój sukienki może i byłby OK, ale nie czarna i co do tego mają te koszmarne w tym wydaniu getry i buty?? Osobno, owszem, ale razem? No istny bazar.<---- Bo delikatniej nie można? Ja wiem, że grzeczniejsza wypowiedź nie dałaby takiej satysfakcji, komuś komu łatwiutko przychodzi anonimowe obrażanie innych, pod płaszczykiem "znawstwa" a nawet, co wyjdzie później psychologii.
21 września 2010 23:00

Anonimowy pisze...
aga_xy: Jakoś nie zauważyłam tu sukienki w kropki :) Masz jakieś filtry w monitorze? :D<----- tu totalny brak złośliwości i jadu, na ciągle jeszcze grzeczne wypowiedzi, prawda?
21 września 2010 23:01

gosia pisze...
aga_xy- z ciekawości zerknęłam i widzę,że Ty prawie krajanka moja jesteś :)jak to miło :)))
21 września 2010 23:03

Anonimowy pisze...
A widziałaś kiedyś pin-up girl jednocześnie w grochach, panterce i zebrze?? Hmm, jakoś sobie nie przypominam. Dajcie sobie kobitki powiedzieć, zamiast się zaperzać niepotrzebnie, że niby takie znawczynie :)<---- Zaperzać się,że niby takie znawczynie, hmmm coś mi się podoba albo nie, nie muszę być znawczynią, dziżas nie dajmy się zwariować.
21 września 2010 23:05

aga_xy pisze...
Ja pierdziu co za ludzie! Powiększ sobie zdjęcie (ostatnie) i jak nie dojrzysz to szoruj do okulisty!<----Tak, tak, tu już przyjęłam ton wypowiedzi Anonima
Gosiu już Ci kiedys pisałam, że robisz zakupy w tych samych sklepach (Bielany), no i, że na kawę jakby co mam blisko, kiedy "śpiewałyśmy" Ci z Twoją mamą :)<---- Ale przystopowałam, niestety, nie dotarło.
21 września 2010 23:07

gosia pisze...
aaaaaaaaaa teraz pamiętam :)
no tak!!jakby co to mamy blisko :))<----Kontynuujemy miła rozmowę
21 września 2010 23:11

Anonimowy pisze...
Nawet jeśli są te groszki, to i tak nie zmienia faktu, że getry i buty mają się do tego nijak i dalej jest po prostu bazar. A Ty tego nie przyznasz, bo po pierwsze, jest mnóstwo ludzi z koszmarnym brakiem estetyki i może jesteś jedną z tych osób, albo druga opcja, obłudne słodzenie, bo kogoś lubisz i nie chcesz urazić. A gdzie szczerość?<------A jednak były te groszki? :))No proszę. No i tu już odkrywamy prawdę o mnie. Mam koszmarne poczucie estetyki, jestem włazidupem a co najważniejsze, nie zgadzam sie ze zdaniem wszechwiedzącego Anonima.
21 września 2010 23:12

gosia pisze...
jacieniepierdziele ale tu wesoło :) muszę częściej córkę tu zapraszać,ilość komentarzy mi wzrasta :)
aga_ xy- skoro mamy swoje zdanie,to jakim cudem spoconemu facetowi a wąsem wydaje się,że jego zdanie ma dla nas znaczenie ??<-----też nie dotarło:)
21 września 2010 23:15


aga_xy pisze...
Jest jeszcze trzecia możliwość, nie razi mnie to na tej dziewczynie. Dlaczego uważasz, ze wszyscy musza mieć zdanie takie, na jakie sama wpadniesz?
Swoją drogą proszę jak łatwo mnie zaszufladkowałaś, do osób z koszmarnym brakiem estetyki :)
Normalnie komedia!
Prawie jak na wizażu :))<---- Ciągle mimo wszystko mam anielską cierpliwość, prawda?
21 września 2010 23:16

gosia pisze...
aga_xy- kurcze fajna zabawa,ale trzeba iść spać,rano do pracy :))
21 września 2010 23:18

Anonimowy pisze...
Wiesz jak to się w psychologii nazywa? - szukanie wsparcia, bo sama czujesz się lekko zdyskredytowana, czego oczywiście nie przyznasz :) Przestań się solidaryzować z aga_ xy i odwrotnie, tylko dlatego, że Ci posłodziła :) Zachowujesz się naprawdę infantylnie :) Kryzys wieku średniego?<----Przestań się solidaryzować, bo ja anonim tak powiedziałam/em. Ja domorosły psycholog i człowiek z niskim poczuciem własnej wartości. Tak to odbieram.
21 września 2010 23:19


gosia pisze...
tak !!!!<---- Chyba jedyna możliwa reakcja, bo mi osobiście ręce opadły :)
21 września 2010 23:20

Anonimowy pisze...
Wyrazy współczucia. Gdy dojdę do tego etapu, chciałabym robić coś bardziej kreatywnego i treściwego niż wymachiwanie nogami w pozach na takim nibymodowym, amatorskim blogu i dzielenie się tym z całą Polską...
21 września 2010 23:24

Anonimowy pisze...
aga_xy: Jeżeli Cię to nie razi, to może TY powinnaś szorować do okulisty?<----Czy ja dobrze widzę, bo może spytam u okulisty :)
21 września 2010 23:27


aga_xy pisze...
A prawda jest taka, ze jesteś złośliwa i nie przyjmujesz żadnej argumentacji. Złośliwa, bo nie mam filtrów na monitorze i na dodatek oceniasz mój styl, będąc po drugiej stronie kabla i nic, a nic o mnie nie wiedząc. Nie przyjmujesz do wiadomości, ze mnie to na tej dziewczynie nie razi, może "na żywo" miałabym inne zdanie, ale wg mnie to osoba z fantazją i artystyczną duszą, a nie kolejna szara i sfrustrowana mysz (widzisz, jak trzeba, tez potrafię być złośliwa)<----Bo nie lubię udawać,że deszcz pada, jak mi w mordę plują i nigdy tego nie robię.---> I dla mnie EOT, bo nie życzę sobie być obrażaną, przez niemiłego anonima, tylko dlatego,że napisałam komentarz. Wyrażam nadzieję, że dotarło i nie licz na odpowiedź.

Ciąg dalszy nastąpił. Ale już Wam zaoszczędzę.

Maja obok nauki, fotografuje, maluje, miała już kilka wystaw <--link.

2010/09/23

Taka ciekawostka...

Jak wynika ze statystyk bloga, można do mnie trafić wpisując hasło :

podbieram siostrze rajstopy

:DDDD. No!
Miłego dnia!

2010/09/21

Bykowe....

W przeciwieństwie do tego co zaobserwowała dziś Kontrolerka , byłam świadkiem zupełnie innej sceny. Na oko czteroletni chłopczyk, wciśnięty w siedzisko hipermarketowego kosza. Nagle zaczyna płakać. Dlaczego? A któż to wie? Bo nie to jest istotne. Ważniejsza jest reakcja matki.
-Zamknij mordę, czemu dzisiaj tak wydzierasz ten ryj?- zapytała. I przyznam szczerze, że nie tylko mi szczęka opadła. Następnie "mamusia" odwróciła się od "rozwrzeszczanego bachora", przykucnęła, sięgnęła ręką po szampon i słodkim głosem spytała przyjaciółkę.
-Ten jest chyba dwa razy większy, nie?
Dziecko "spokojnie" płakało dalej.
W świetle planów co niektórych z "elyty" rządzącej(link), o wprowadzeniu bykowego, chciałam spytać kto jest lepszym rodzicem, ten, kto z kimś wychowuje nie swoje dziecko, ten który poza biologicznym rodzicielstwem, nie pamieta,że takowe posiada, czy ta upiorna mamuśka z hipermarketu? I dlaczego ten pierwszy ma płacić na takiego "rodzica, a ten drugi będzie z podatku zwolniony. I w ogóle pocałujcie mnie w tyłek, wyjadę z tego kraju i tyle mnie zobaczycie!

2010/09/14

AC/DC

Kupilimy wszystko na obiad, zgodnie z życzeniem:
- Ma być taki sam jak wczoraj!- z piekarnika znaczy. No więc nie tylko kupili, dowieźli i wypakowali pod domem, wnieść zechcieli, domofon nacisnęli i usłyszeli głuchą ciszę. Pstryk, pstryk, zero reakcji. Niezrażeni, telefonik wyjęli, brzdęknęli do sąsiadki z parteru, coby drzwi raczyła uchylić, bo kluczyka nie mieli. Awaria prądu trwała od pół godziny. Nie szkodzi, ziemniaczki obrane, mięsko doprawione, wszystko na blachę, trochę tłuszczu i czekamy. Pachniało już na surowo, pachniało i pachniało...a prądu ni ma. Zadzwonili, upewnili się, że dwie godzinki, to maksymalny czas potrzebny na usunięcie awarii, znaczy jeszcze te 40 minut można poczekać- mruknęli, zagryzając paluszki. Najpierw do kuchni zajrzał Młody, nie tam, żeby nie rozumiał powagi sytuacji, paluszka skubnął, lodówkę otworzył a z blachy pachnie. Czekamy, czy robić na patelni? - Eee, czekamy... -tęskne spojrzenie poleciało w stronę jedzenia.
No to czekali, czekali...jak zobaczyli szarówkę za oknem, to ona jednak się poddała i szybko zaadoptowała dwie patelnie do celów kulinarnych, z jęzorem do pasa, z głodu jakby. Tego zapachu nie zdzierżyła żadna istota domowa, smakowity był znaczy! Za chwilę w kuchni zawitali i On i Młody, tudzież kot i pies :) Rybki zapewne jakby mogły, przytachałyby akwarium na grzbietach, jedno i drugie...Może, to nie miało kruchości jak z piekarnika, może ziemniaczki inaczej się dopiekły, może tłuszczu to więcej naciągnęło, niż się wytopiło, ale po półtorej godzinie czekania, plus wykonanie oczywiście, smakowało niebiańsko!
Na koniec pytanie.
-Ile trwa usuwanie niewielkiej awarii prądu, w dużym europejskim mieście?
Czysto teoretycznie- wg pogotowia energetycznego- do dwóch godzin, w praktyce od 16.00 do 02.46 w nocy- a w zasadzie nad ranem- dnia następnego. Najbardziej współczuję ekipie. Sobie i sąsiadom współczuć będę jak przyjdzie zima, bo jeszcze póki co bez ogrzewania można się obyć!

2010/09/09

Eksperymenty...


E tam :D.To nic :), w końcu grzywka najszybciej odrasta! Napisała autorka i poszła spać z mocnym postanowienie popełnienia w końcu jakiejś normalnej notki!
PEES. Jesień idzie na całego! Sąsiedzi piec serwisują:). My już po! Zbieram na ekogroszek, ot co!

2010/09/06

Nic się nie zmieniło!

Oto dowód na to, że zabawy blogowe pojawiają się cyklicznie, budząc entuzjazm blogowej braci. Są tacy, którzy mimo, iż z zasady nie cierpią łacuszków dają się wciągać, po prawie roku, ale zawsze :)-puszczam oko w stronę Iw :))))
Przeczytałam swoją listę, nic się nie zmieniło!!!

2010/08/31

Szkolne migawki....

No dobra, może niezupełnie szkolne, ale bardzo młode. Mimo, ze Młody był już na świecie, mama jak każda normalna dwudziestolatka bywała na koncertach, w klubach, a równocześnie pracowała i kochała bardzo swego pierworodnego.
Wyspa Słodowa, tu się żyje, tu są koncerty, tam chadza teraz Maciek.
Koncert, Aga i jej paczka siedzą na kocu pod drzewem, na scenie Janerka. Śpiewa, Aga zamiera, wsłuchuje się w słowa i nagle krzyczy: Słyszycie?! Lecimy po piwo, słuchajcie co on śpiewa! "Piwa nie leją", cała paka zgodnie: Rzeczywiście! A Lechu znowu zawył: Śpij Aniele mój
---------------------------------------------
Młody jak wiecie został licealistą. Jest w tym samym liceum, które i ja skończyłam.
Ubiegły rok szkolny, Aga poszła na zebranie, do nauczycieli, którzy ją uczyli, nic dziwnego,że czuje się raczej jak uczennica, niż poważny rodzic.
Rozmawia z panią od biologii, wprawdzie z czasów szkolnych się nie znają, ale pani okazuje się przemiłą gadułą .
Pani od biologii:
- I wie pani, ja im tłumaczę, dzieci Wy dorastacie, Wasze matki też przechodzą ciężki okres, przekwitają, musicie to zrozumieć.
Taaaaak, Aga gdyby miała planować, to dopiero teraz władowałaby się w pierwsze pieluchy, jak wiele jej koleżanek z maluchami :DDD
Jednak Młody to ma z górki!

Wrocławiu mój...

Zapewne nie wiecie, że we Wrocławiu mamy świetnych redaktorów. Nikt tak jak oni nie potrafi budować napięcia, tudzież zaciekawić czytelnika. Historia, którą chcę Wam przedstawić jest naprawdę mrożąca krew w żyłach! Co bardziej wrażliwych czytelników, prosi się o zastanowienie czy czytać!
Gotowi?




Naprawdę?



Sami chcieliście!

2010/08/25

Weeeeeno.....

Weno, weno, gdzie jesteś- zawołała z samego rana. Odpowiedzi nie było...

Mam PMS-A, jak stąd do Krakowa przez Szczecin, postaram się nie gryźć, bo kurde co!
Powaliło Mnie Szaleńczo, grr.
Oddychaj spokojnie kobieto, o czym ty tu chciałaś? A, w kwestii weny, poszła gdzieś cholera jedna i nie powiedziała kiedy wróci. Komórkę wyłączyła, poczty głosowej nie uruchomiła, na maile nie odpowiada. I co? Jak ona sobie to wyobraża?! Zostawić kobietę na pastwę losu, tak zupełnie bez słowa? Ech, myślałam, że chociaż jakiś serwis do bojlera podpowie, ale gdzie tam, nawet nie zapyta czy w domu ok. Nie jest ok, droga W., wczoraj padł bojler i o ciepłej kąpieli można dziś zapomnieć. Cudem jakimś boskim, udało mi się zatrzepotać rzęsami, przez telefon, masz pojęcie? I miły pan z serwisu obiecał podjechać jutro, po pracy. Poza tym wróciłam do domu, kot miauczał jak zwykle, czyli mina z cyklu- nie żarłem od kilku tygodni (miauuuuu!), nikt mnie tutaj nie kocha (miauuuu), przytul mnie mocno (miauuuuuuuuuu).Sara opowiadała jak strasznie było pilnować domu, cały dzień, w dodatku z kotem na głowie- wzrok pełen wyrzutu. No może nie dosłownie na głowie, ale wiadomo o co biega.
W związku z marazmem, tudzież brakiem pani W., przypomniałam sobie Apask. I oświadczam z pełną świadomością, kiedy wymyśliłam APASK byłam trzeźwa jak ta świnia.
Wróciwszy lata temu ze spaceru, z jamniorem, oświadczyłam bodajże i siostrze i kuzynce, spoglądając gdzieś w dal-Apask. Żebyście padli, nie pójdzie Wam tak łatwo jak z Kletynem. To było dziwne zjawisko, bo rozum pomyślał i ułożył zdanie prawidłowe, a japa utworzyła jakiś dziwny skrót myślowy, tak jakby chciała szybkością pokonać myśl.
Otóż ten tajemniczy skrót, to: A pies padł na pysk.
Po spacerze był, miał prawo!

2010/08/16

Migawki urlopowe....

-Zobacz ile grzybów nazbierałem rano- zaczepił mnie S., kiedy ledwo widząc na oko, schodziłam na dół, żeby podbudować się kubkiem kawy. Z dumą wyciągnął ze spiżarki świeżo kupione wiadro, które w zamierzeniach miało służyć utrzymaniu czystości, tudzież wykręcaniu mopa.
W wiadrze pyszniły się piękne grzyby, zajmowały więcej jak pół. Jak chcecie spytajcie S. jakie, bo zna się na nich jak mało kto. Pewnym babeczkom, uświadamiał kiedyś, że prawdziwki, którymi chwaliły się na całą wieś, to jednak szatany. Nie bardzo chciały wierzyć, ale w gazetach nie pisali o śmierci zbiorowej, to chyba przemyślały sprawę.
- Gdzie Ci się to udało?
-A tutaj, poszedłem na 15 minut w brzózki, niedaleko.
Cóż S. tak ma. W drodze do domu, zachce mu się za przeproszeniem siku, skoczy do lasu i wraca z prawdziwkiem.
Zachwyt wyraziłam należyty, stosownie do leśnej zdobyczy i za chwilę już słyszałam- Patrz Martuś, jakie grzyby znalazłem!- krzyczał do swojej młodej żoneczki, która również zmierzała na dół po ożywczy napój- nagotujemy grzybowej!
No więc, nabzytali sobie maszynką świeżą marchewkę, pietruchę. Ja obrałam ziemniaki, dopiero co wyciągnięte z ziemi, ktoś obrał grzybki,M. pokroiła i za chwilę pyszny aromat wypełnił kuchnię i przynajmniej pół domu oczywiście.
A później zjedli, wszyscy. Od lat pięciu do stu pięciu.
Mniam.
------------------------------------------------------

-Cioocia, ciooocia!
-Cześć Czorty moje kochane! Tęskniłyście trochę?
-Taaak! Pobawimy się, mogę wziąć na spacer Sarę?
Fajnie wiedzieć,że ktoś za tobą tęsknił.

------------------------------------------------------

-Nie róbmy dzisiaj obiadu, zrobimy grilla- powiedziałam z rana.
-Ja jestem za- to M.
-W takim razie koniecznie musimy podjechać na zakupy, przy okazji każemy się zawieźć do Maximusa- wymieniłyśmy szelmowskie uśmiechy, już widząc oczyma wyobraźni, te nowe kaloszki, które ostatnimi czasy są niezbędne dla każdej kobiety. No, przy takich ulewach!

------------------------------------------------------

-Będzie lało!- powiedziałam patrząc w niebo. Nie sposób było się nie zgodzić.
Jak zaczęło, to nie nazwałabym tego deszczem, a porządną nawałnicą. Przechodząc przez hol zobaczyłam strumień wody ściekający po drzwiach, zaraz,zaraz, od tej strony? W domu? Matko! Leje się woda-krzyknęłam, w ruch poszły mopy, wiadra, ścierki i wszystko co było pod ręką. Wniosek- oklejając drzwi wejściowe uszczelką, dopilnuj, aby od razu kupić brakujące 30 cm. Przy deszczu to nic nie szkodzi, w razie nawałnicy leje się jakby drzwi były otwarte!
-Dzizas leci po ścianie! Patrzcie tak jakby z sufitu? Co jest?
Wniosek- w czasie nawałnicy nie należy pozostawiać otwartych na oścież okien na piętrze. Oj Biały, Biały:)

-----------------------------------------------------

-Za gorąco na stanie przy garach, robimy grilla? Przy okazji rzuciłabym okiem na te sandałki, które przymierzałam ostatnio- :p

-----------------------------------------------------

Poza tym piwko, piwko i jeszcze raz flaszka, w fajnym towarzystwie i ciepłej atmosferze. Ja tak lubię!

Poza siecią...

...tez jest fajnie.
Napisała Aga i oświadcza,że wróciła i wieczorem zacznie nadrabiać wszystkie zaległości.
Witajcie Kochani!

2010/08/03


źródło Demotywatory, autor estrella.
I to chyba najlepszy komentarz dotyczący wydarzeń przed Pałacem Prezydenckim. Oświadczyła zniesmaczona Aga i zaczęła urlop.

2010/07/23

Znalezione...

Na popularnym portalu. Ponoć pewien angielski profesor zapisał na tablicy tak:
A WOMAN WITHOUT HER MAN IS NOTHING
I kazał studentom wstawić znaki interpunkcyjne.
Ponoć wszyscy mężczyźni wstawili tak:
A WOMAN, WITHOUT HER MAN, IS NOTHING.
(Kobieta, bez swojego mężczyzny, jest nikim)
A kobiety tak:
A WOMEN: WITHOUT HER, MAN IS NOTHING.
(Kobieta: bez niej, mężczyzna jest nikim)
Jest różnica? :) W związku z tym mam małą refleksję. Czy ktoś mógłby nie dopuszczać do pisania ustaw debili, nie mających pojęcia o znakach interpunkcyjnych? Nie dalej jak rok temu, mieliśmy w biurze taką sytuację, że stanęły pod znakiem zapytania księgowania z ostatnich kilku lat. Dlaczego? Przepis się nie zmienił! Ktoś go inaczej odczytał i zmienił obowiązującą od lat interpretację. Co było dozwolone i prawidłowe, nagle stało się czymś wręcz przeciwnym. Podkreślam raz jeszcze, nikt nie zmienił przepisu!
Państwo w którym nawet nie dokonując zmiany w prawie, można jednego dnia robić coś prawidłowo, a następnego źle, to chore Państwo. W tej samej kwestii artykuł,dotyczący przepisu, który może dotknąć osoby fizyczne nie prowadzące działalności gospodarczej, czyli wielu z nas prywatnie. Artykuł tutaj.

2010/07/22

Ku pamięci...


Sama najwyższa góra Młodego, klimatyzator chodzi już ponad godzinę. Uf!

2010/07/20

Fotostory komórkowe.....

Założę się,że dużo Was tutaj, tylko tolerujących koty. Krzywdy nie zrobicie, ale żeby zaraz rękę do tego wyciągnąć to nie, co?
Moja przygoda z kotem zaczęła się, jakoś we wrześniu ubiegłego roku. I nie wyobrażam sobie już życia bez niego, a on?
No to posłuchajcie:

Halo. Dzień dobry, chyba się wyspałem, Ty też już wstajesz?

Ups, znowu chciałaś się przed nami ukryć. Po co Wy tu siadacie, kuwety nie macie?


Sara odczep się, ona teraz mnie będzie głaskać...


No dobra, teraz to ja bym się umył.


Halo, poproszę o wodę!


Bo mam tu pralkę i nie zawaham się jej użyć!

No dobrze, to idę sprawdzić czy mi rybek nie zagłodziłaś i czy filtr się nie zapchał.

O rany, widziałaś znowu kogoś kontrolują! Chodźmy zobaczyć to z bliska!


Wiesz co, ja się troszkę zmęczyłem, to Ty mi przygotuj jedzenie, a ja się zdrzeeeeeemnę :)

Uff, klima, boski wynalazek...

Co?! To już wieczór?

To poczytajmy trochę, no czekaj, jeszcze nie skończyłem...

No coś Ty! Idziesz już spać? Ja to bym jeszcze poszalał!



P.S. Zjazd kocie z laptopa! Wszystkie zdjęcia z komórki mi zgrałeś? Mam nadzieję, ze żadnego nie skasowałeś!

2010/07/19

Rocznicowo....


Ja, trąba jedna, przegapiłam rocznicę związku, dziewiątą- dziękuję, dziękuję! Za to otrzymałam dziewięć pięknych, czerwonych róż. Znaczy kocha, nieprawdaż? Mało tego! Tego samego dnia, przegapiłam rocznicę mojego bloga- Sto Lat Blogusiu :)!!!
Dlatego przyznaję, pod pewnymi względami przypominam faceta, ale nie swojego, kochanego (choć potrafi wkurzyć, potrafi :)) ), tylko tych wszystkich na których narzekacie na forach kobiety!
Czy jest na sali lekarz? Może ja potrzebuję jakiegoś szkolenia, z tych wszystkich babskich niezbędników? Nie, no nie myślcie sobie, uwielbiam te kwiaty, buziaki, no przecież, że uwielbiam:), ale sama mam wyraźne luki w pamięci operacyjnej ;/ Aha, żeby nie było, tylko raz marzyłam o białej sukni i całym tym cyrku, potocznie zwanym weselem. W wieku dwóch lat, wprawiłam rodziców w konsternację, wykrzykując, że "Chcę do ślupa!". Bardzo lubię... ale być na czyimś weselu.
Ileż to nerwów, przygotowań, załatwiania. A ślub moich marzeń? O zachodzie słońca, nad brzegiem jeziora, On i ja, świadkowie dla dopełnienia formalności, ten Pan co jest władny tego ślubu udzielić oraz rodzice, ocierający łzę chusteczką. No i wiadomo, najbliżsi i wsio. WSIO! Zero cyrku, przejmowania czy koleżance cioteczki smakowało, podobało się? Wygodnie było aby? Nie za ciepło? Nie za zimno? Już kiedyś coś takiego przerobiłam i zapewniam, to nie gwarantuje, ani szczęścia, ani trwałości, ani miłości wiecznej...
I wyobrażacie sobie,że od wielu lat, to ja jestem nagabywana o sformalizowanie związku? Kochany poszukajmy jakiegoś ładnego brzegu....:)

2010/07/15

Szukam pracy....

Szukam pracy...-Powiedziało moje dziecko.
- Takiej na wakacje, ale nie chcę roznosić ulotek.
Dał ogłoszenie na popularnym portalu i szukał propozycji.
-Póki co, napisała do mnie jakaś dziewczyna,że mogę zostać konsultantką Avonu, ja KONSULTANTKĄ!!!!- opowiedział lekko zdegustowany następnego dnia.
Jakiś czas później wpadło mi w oko ogłoszenie, że znany skądinąd z wielu produkcji dla pewnej telewizji reżyser, poszukuje amatorów do paradokumentu. Zgłoszenia mile widziane, itd,itp.
Podesłałam link Synu i za chwilę odczytałam wiadomość: "Wysłałem zgłoszenie".Zadzwonili następnego dnia i zaprosili Młodego na casting. Ciekawa czy pójdzie, czekałam na jakąś wiadomość. Pojechał, przedstawił się jak należy, odegrał scenkę w której to wpada do domu, a tam...sąsiad pedofil dobiera się do jego młodszej siostry. W obronie tej siostry, o której nic mi nie wiadomo :) rzuca się na skurkowańca i go zabija. Następna scena miała miejsce na komisariacie. Potem jeszcze miał powiedzieć zdanie tonem: normalnym, wściekłym, zdołowanym i już. I nic. Minął tydzień, dzwoni Synu. Mamo zostałem zaproszony na jutro na plan reklamy. Tadam! Okazało się, że nie chodziło tylko o paradokument, ale Młody trafił już do jakiejś bazy danych i dziś cały dzień statystował w najnowszej reklamie bardzo znanego szamponu, tego wiecie Głowa&Ramiona, czy barki jak kto woli :), a inny pan zaprosił go na sobotę na casting do kolejnej reklamy. To jak, trzymacie ze mną kciuki?
A najlepsze, że Młody pojechał z nastawieniem "wszystko jedno co tam będą mi kazali odgrywać, byleby zarabiać wakacyjnie" i chyba brak tego parcia na szkło sprawił, że został przyuważony. No! To tak się chciałam pochwalić i powiedzieć, ze jak znam siebie, to ni cholery nie wydusiłabym słowa z własnej i nieprzymuszonej woli na takim castingu, oczywiście zakładając, że w ogóle odważyłabym się tam wejść!

2010/07/08

Oj...

Strasznie zaniedbałam bloga przez ostatnie dwa tygodnie! Moja wina. Dlatego umówmy się, najpierw zrobię sobie ucztę z Waszych wpisów, a następnie przystąpię do poprawy i pokuty blogowej,ok?

2010/06/24

:)

Powiedzmy sobie szczerze Aniu, tak od razu zgadnąć, w pierwszym komentarzu? :)))
No oczywiście, że KLETYN. Specjalnie dla Ciebie :)

Zagadka

Mała Aga siedzi i zawzięcie coś rysuje.
-Co to jest Agniesiu?-pyta mama.
-No nie wies?! To ten kletyn z telewizi!

Pytanie? Co to za kretyn? Podpowiedź-poruszamy się w latach 70-tych.
Dla zwycięzcy zdjęcie, a może i materiał filmowy z kretynem w następnym poście,z dedykacją! Rodzina cicho :))!!!

2010/06/21

Sobotni wieczór....czyli uważaj, żeby warzywo z Ciebie nie wyszło.

-To jak, przyjeżdżasz do mnie i idziemy gdzieś "na miasto"?- spytało kochanie, jak już się dobrze nabyło w towarzystwie kolegów z podstawówki.
-Tak późno?
-Tak!
No dobra, idę, tak dawno razem nie wybywaliśmy, ze aż wstyd-pomyślała i zaczęła się szykować do wyjścia. Do autobusu zostało jakieś 15 minut.
Telefon.
-To jak będziesz dojeżdżać kochanie daj znać, wyjdę po Ciebie.Zaczekaj, zaczekaj,kolega chce z Tobą porozmawiać...
-Dobry wieczór pani. O co pani chodzi?
-???
-Proszę pani, jest pani taka zazdrosna, że nie może wytrzymać bez swojego mężczyzny?
-Proszę?! Nie musisz do mnie mówić "pani" - cóż za kurtuazja, przy całej chamowatości wypowiedzi-pomyślała sobie, po cichutku :)-no przecież nie będę Ci się tłumaczyć, że tak się umawialiśmy-pomyślała.
-Nie znamy się proszę pani- no, doprawdy święte słowa- to ja pani powiem, że X wróci dopiero nad ranem i co pani na to? Niech pani nie przyjeżdża.
A co ja mogę?-pomyślała-co ja mogę buraku jeden, tym bardziej pojadę, bo muszę zobaczyć takie fascynujące warzywo! Zabrała torbę, wskoczyła w buty i już za chwilę była na przystanku.
Kiedy przyjechała na miejsce, warzywny kumpel już szykował się do domu, nie był w stanie prawidłowo rejestrować rzeczywistości. Cała reszta ludzi super!
I tak sobie myśli, że musicie uważać panowie, po pierwsze panie i tak nie wierzą w to, że na następny dzień nic kompletnie nie pamiętacie, po drugie mogą Wam się pomylić "zazdrośnice", a później ciężko odzyskać dobry wizerunek!! Ha! Napisała Aga i zapowiada, że nie trzeba się oburzać, można zwyczajnie się z PANA pośmiać :)

2010/06/17

:))))

Ponieważ wypisują do mnie koleżanki blondynki,czy to aby nie o nich ten poprzedni post, to zdecydowałam się pokazać moje zdjęcie blond i weźcie łaskawie pod uwagę, ze jest to jedno z bardziej ludzkich zdjęć :) Na zdjęciu najważniejszy dzień mojej Sis i mojego szwagra-brachola. Bo mówię do niego Brat, a co! Przypisany do mojej siostry, to mi wolno!

Zdecydowanie nie jestem blondynką :)))))

2010/06/16

Blondynką być...czyli babskie przekombinowanie.

Umówmy się na wstępie nie każdemu, każdy kolor włosów pasuje, a baby, szczególnie te, które dopada kryzys wieku średniego, upierają się, że blond odmładza i...już. Szturmują więc zakłady fryzjerskie w oczekiwaniu na cud przemiany i nadstawiają swoje czarne łepetyny do smarowania środkami wyżerającymi włosy. Efekt końcowy zazwyczaj jest pomiędzy dorodną marchewką a obsikanym papierem toaletowym w kolorze białym. Przy czym wspomniane wyżej siuśki powinny być po tygodniowej terapii jakimś silnym antybiotykiem, tylko wtedy mamy wyobrażenie koloru o jakim piszę:). I co? Zamiast powalać wyglądem, powalają na kolana...ze śmiechu. Dziewczyny zainteresujcie się jakim typem kolorystycznym jesteście, bo nie zawsze to co pasuje Zosi jest dobre dla Marysi, ok? Nie żebym święta była w tym temacie!!!! Samej mi kiedyś wpadło do głowy, żeby "coś" zmienić. Dlaczego akurat blond? Ano chciałam zobaczyć co i jak! Tym bardziej, że naturalnie, włosy rozjaśniały mi się na słońcu do koloru jasnozłotego kłosa. Rezultat był taki, że przyjaciel,, jak już chciał mi dowalić napisał tak : "Widziałem Cię kiedyś na jakiejś tam ulicy, byłaś blondynką, mało nie rozjechałem ludzi na pasach, takie to było wrażenie"- haha do dziś mam łzy w oczach, ze śmiechu oczywiście, jak sobie to przypomnę.
A w ramach bonusu wakacyjna mewa :)))


P.S. A taka Anita Werner - kojarzycie? Ostatnio strzeliła sobie blond, moim zdaniem wygląda genialnie!!!

2010/06/07

I do mnie Komisja zawitała.....

Siedzę spokojnie w domu, a tu nagle stukanie do drzwi. Natarczywe, aż strach. Kto tam?-pytam niepewnie.
-Komisja do Spraw Moralizatorstwa i Udowodnienia Cudowności i Wspaniałości Rodziny!
O żesz w mordę! Maciek ma w miarę szczęśliwy wyraz twarzy? Uśmiechnij się synu, bo matkę zamkną. Sara melduj, ogon ma machać, nie drzyj pyska jak opętana, Citek futerko domyć, przybrać przyjemny wyraz pyska, Paweł....Paweł ja Cię proszę, nie burmusz się, troszkę uśmiechu, no! Noooo!!! Nooooo! Dziękuję! Maska optymizmu na twarz i otwieramy!!!
-Dzień Dobry! To pani prowadzi tego bloga w którego sama pani nie wierzy?
-Eeeee, no tak.
-Proszę Pani doszły nas słuchy, jakoby za wiele szczęścia wylewało się z Pani postów, tudzież innego dziadostwa ludzi drażniącego.
-Ale, że co? Przecież ja ostatnio o samych nieszczęściach piszę, a to kolano chore, a to sprzęty zniszczone, pożar prawie....eeeeee.
-Ale za wesoło! To może sugerować, że ma Pani oparcie w rodzinie i innych ludziach, co niektóre osoby może przyprawić o wzrost ciśnienia śródczaszkowego i nieszczęście gotowe.
-Ale z tą nogą to śmiesznie nie było, bo bolała bardzo i synu cierpiał niezmiernie....
-A jak to Pani opisała? No jak? Niejaki pkanalia to się nawet nieźle ubawił!
-A tak nie wolno?
-Nie wolno! Nigdy nie należy spoglądać na sprawy mało optymistyczne z pewną dozą humoru, lepiej czytelnika poinformować,że syn się obraził, a nie z błyskawicami wyjeżdżać! Wtedy wiadomo, ze wszystko w rodzinie w normie i za dobrze to Pani nie ma! Bo jak nie, odetniemy internet i zero pisania będzie!
-No dobrze, to ja się już postaram, przepraszam.
-I żeby to ostatni raz było! Następnym razem to weźmiemy na przesłuchanie do nas. Do widzenia!
To ja już chyba nie śmiem dopisać,że ostatnio o drugiej w nocy leżeliśmy z synem na podłodze, przy otwartym oknie dachowym, spoglądaliśmy w gwiazdy i rozmawialiśmy o marzeniach, życiu. A syn powiedział nawet,że jest jak w jakimś filmie. Nie! Boję się, jeszcze będzie,że mamy jakiś kontakt ze sobą, za dobry, czy jak?

2010/05/28

Mamo, ale Ty się nie denerwuj....

To było dokładnie trzy lata temu. Byliśmy już na wylocie ze starego mieszkania, wszak postanowiliśmy, że ładujemy się w ten życiowy kredyt, na dobre i na złe, że tak powiem, oczywiście z rozsądkiem i umiarem, żeby nie było :). Naturalną konsekwencją tej życiowej decyzji stało się absurdalnie życie w samochodzie, to tu, to tam, po kafle, gwoździki, packi, kontakty, baterie..ufff, no przecież nie chcecie tego czytać?
Właśnie przegryzaliśmy jakiegoś fastfooda, gdy zadzwonił Maciej:
-Mamuś tylko się nie denerwuj....
Szlag by to trafił, serce zaczęło mi walić jak zwariowane, my daleko, on sam w domu....
-Bo ja robiłem sobie frytki.....
No żesz kurcze, on poparzony, pewnie w szpitalu, mieszkanie spalone, a już sprzedane, kutwa, kutwa....
-Synku co się stało??!!
-Bo ja robiłem sobie frytki..-( te mroczki przed oczami, to normalne?)- i zapomniałem, że wstawiłem olej i dopiero jak dym poczułem- (o Jezusie, Maryśku!)- taki czarny, to chciałem zgasić!I wstawiłem pod wodę, ale zrobiło się jeszcze gorzej -(dobrze, że siedzę)- i wyjąłem ten garnek ze zlewu, postawiłem na pralce i ta pokrywa się wygięła- (pogotowie, proszę pogotowie)- no to wstawiłem do lodówki i ta półka pękła!!!!!
Matko Boska, wszyscy Święci!!!
-Już do Ciebie pędzimy, coś Ci się stało? Co z mieszkaniem?
-Nic mi się nie stało, tylko od tego dymu kaszlałem....
Bilans-pokrywa pralki roztopiona, na szczęście w planach była nowa, półka w lodówce kupiona dopiero dobry rok później, po wielu trudach, Maciej na szczęście nie poparzony przez ten pryskający pod wodą olej, a ściany ok!
No! To pozdrawiam rodziców nastolatków :D
I kocham Cię synu, za wszystko, za to też, będę miała co wnukom opowiadać!!!

2010/05/26

Jak pragnę żyć, śpiewałam to :)


Kochana Mamo, gdy będę duży,
to Ci przywiozę małpeczkę z podróży.
Długim ogonkiem to zwinne zwierzę
będzie za Ciebie zmywać talerze.

Kochana Mamo, gdy będę duży,
to Ci przywiozę wielbłąda z podróży.
Na jego grzbiecie wygodnie siądziesz,
aby do pracy mknąć na wielbłądzie

Kochana Mamo, gdy będę duży,
to Ci przywiozę tłum zwierząt z podróży.
Niech wszystkie ze mną mówią to samo,
że bardzo Ciebie kochamy, Mamo.



Kocham Cię Mamusiu!!!!

2010/05/24

......................

- A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść.? - spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. - Co wtedy.?
- Nic wielkiego. - zapewnił go Puchatek. - Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika

2010/05/21

Powódź we Wrocławiu ....

Podsyłam Wam link z aktualizowanymi na bieżąco- dzięki nam wrocławianom -wpisom o sytuacji powodziowej we Wrocławiu. Link tutaj
Momuś wiem,że Ciebie żywo zainteresuje. Trzymajmy się!

2010/05/19

........

Budowanie szczęścia kosztem cudzego nieszczęścia, to nic dobrego nie wróży. Może napiszę....

2010/05/12

17....





Mój kochany, malutki, zasłuchany i ciekawy świata synuś, obecnie syn, odczep się mamo, o co Ci znowu chodzi, właśnie parę dni temu skończył 17 lat. Kiedy to przeleciało ? :)))

2010/05/07

Męskość....

Spotkałam się ostatnio z poglądem, że mężczyzna przejmujący część obowiązków domowych to w ogóle nie jest facet! Upssss, Kochanie popołudniu przegląd techniczny :), muszę sprawdzić czy aby narządy Ci nie zanikają :)
Ponoć taki egzemplarz co to pomoże Ci przy odkurzaniu, to nie powinien siebie mienić gatunkiem męskim, generalnie amba, wstyd i profanacja. Taki prawdziwy to proszę Was na polowania jeździ, wojny internetowo-kulturalno-oświatowo-ęą prowadzi,ma dużo czasu bo wiecznie go widać w tej sieci i przede wszystkim ON utrzymuje rodzinę. Zapewnia jej byt! I żeby nie było ja tu personalnie do nikogo nie podskakuję, gdzież bym śmiała :D
Chciałabym tylko trochę przyjrzeć się temu tematowi.
Ponoć taka partnerka/żona/ukochana(niepotrzebne skreślić) to nawet nie chciałaby żadnej pomocy, tylko tak sama z tymi oknami, trzepaniem dywanów i wszystkimi tymi pierdołami z cyklu lekko, łatwo i przyjemnie sobie radzi, on tymczasem narąbie drewienek do kominka. Ona oczywiście w tym samym czasie wypieli cały ogród, nastawi trzecią pralkę, rozwiesi, a obiad pyrka się już od dwóch godzin i własnie dochodzi. Aha i ona się przy tym wszystkim realizuje i spełnia zawodowo, ale tak hobbystycznie tylko, bo utrzymać sama to ona się raczej nie zdoła.
Nie krytykuję, ok? Jeżeli coś obydwu stronom odpowiada, to nic mi do tego! Tylko tak sobie myślę, wysiadamy wczoraj z samochodu,z tyłu do zabrania zakupy. Męskie, czy nie męskie? Ja mam nieść jak ta arabka, czy on może mi pomóc? Zawsze mój kochany bierze te ciężary i wnosi do domu, bo to cholera chyba męska rzecz dźwignąć "cuś" na swoich barkach, ale, ale...może ja go na pośmiewisko wystawiam, zakupy? Żarcie? Przecież to rola kobiety! Stop! Z drugiej strony to łupy, łupy i już. Upolowali my żarcie, to niech mi je rzuci do stóp, w kuchni najlepiej, nie będę dźwigać przez całą chałupę! Stop! A może ja jakaś dziwna jestem? Niech on sobie lepiej w tym samochodzie pogrzebie, skoro lubi, albo niech w gniazdkach znowu pokombinuje, zrobi, zaliczy mu się pracy męskiej na pół roku i z głowy.
Jedźmy dalej, gdyby tak odpukać, tfu,tfu i na karaluchy urok, bo psy lubię, jemu się coś stało, to która z nas da radę pociągnąć dalej? Ja, której wystarczy do pierwszego z tej działalności, co to jej może hobbystycznie nie traktuję, ale żyję dzięki niej, czy takiej kobiecie uzależnionej finansowo? Naprawdę, nie ma śmiechu, pieniądze z ubezpieczenia czy innego dziadostwa kiedyś się skończą i jeżeli ona da radę kontynuować jego działalność to chwała jej za to, ale jeżeli nie ma uprawnień czy też umiejętności żeby to pociągnąć, to co? Nie mam żadnych skrajnych poglądów, wyskrobać bym się nie wyskrobała, bo zwyczajnie nie potrafiłabym i już, nie mam nic przeciwko traktowaniu mnie jak kobiety, z szacunkiem i całowaniem po rękach włącznie, parytety uważam za totalny debilizm, nie można narzucić kobietom, ze mają robić coś wbrew sobie, może nie wszystkie są drapieżne i chcą władzy i wejścia w brutalny świat "prawdziwych" mężczyzn. Te mające odpowiednią ilość ambicji i tak spełnią się i zawodowo i jako bojowniczki, bez zapisywania na papierze, że ktoś ma je za takowe uznać. Nie parytetami się to załatwi, bo my ich nie potrzebujemy.
I powracając do skrajności i popadania w przesadę, co w tym złego, ze ukochany pomoże w ciężkiej harówie, oboje pracujemy, każde z nas łoży na wspólny dom. Jestem kobietą, prąd omijam z daleka, ale w żelazku chętnie pogrzebię, bo mnie to ciekawi, bardziej cholera niż doprawianie zupy. Bo zupa jest nudna, odkurzanie jest nudne i robię to tylko ze względu na posiadane poczucie estetyki i chęć przebywania w ładnym i czystym otoczeniu, a nie dlatego, że czuje w tym jakąś misję :D, ok? Nie ze mną te numery! Łatwo wyrażać skrajne poglądy o męskości, będąc mężczyzną, bo wtedy, jak już się namierzy łanię, która się podda temu naporowi testosteronu, mamy wygodę i tyłka sobie nie zawracamy tymi pierdołami dnia codziennego, ale żeby ona czuła się spełniona, wmawiamy jej, ze jest ostoją i strażniczką domowego ogniska i tylko dzięki niej to wszystko funkcjonuje, w międzyczasie głaszczemy piękne nóżki jakiejś bardziej zbuntowanej przedstawicielki płci pięknej, takiej co to na żonę to się na pewno nie nadaje :).
Jestem babką, która i pomalować i dokręcić śrubkę potrafi, choć nie każdą, wtedy wołam ukochanego na ratunek, bo on zawsze da radę! I naprawi! I wiecie co, dla mnie to półtorej gościa i dwóch mężczyzn w jednym!

2010/05/01

Kobieco... było tylko dla orłów, teraz jest tylko dla kobiet!



Dzisiejszy wpis tylko dla kobiet:), mam taką zdolną psiapsiółę, która od lat bawi się w robienie pięknych pazurów. No to jakby co, to się chwalę....bo mi zrobiła :)


I powiem Wam w tajemnicy, że wypróbuje na mnie jeszcze nową metodę zdobienia :)
A jak macie ochotę, to zerknijcie jaką mam zdolną siostrę, w linkach po prawej albo tutaj!

2010/04/28

Co tam wybory....lekcja poglądowa dla rodziców nastolatków!

Nie wiem jak to jest! Jak Iw choruje, ja łapię jakąś infekcję, kiedy u Iw kiepsko ze zleceniami i moją firmę dotyka dołek, co mówię dół finansowy. Nawarstwiło mi się też ostatnio całe mnóstwo problemów, związanych nie tylko z kolanem Młodego, ale generalnie z nim samym. Pozostaje mi wierzyć w jego rozsądek, chociaż wierzyć w rozsądek zbuntowanego nastolatka, to tak jakby za najlepszy prezent dla łysego osobnika uznać grzebień i szczotkę do układania włosów. Wiem, wiem są tacy, którzy uważają, że mam życie usłane różami a ja jednym słowem znajduję się w czarnej...dziurze i szukam jakiegoś wyjścia.
Teraz mała lekcja poglądowa dla rodziców przyszłych nastolatków, obecnym mówię wyraźnie i tak już za późno na czytanie, nie oszukujcie się nawet. Wiec tak, jeżeli kiedykolwiek wylądujecie na ostrym dyżurze z nastoletnim delikwentem ze zblokowanym kolanem, pod żadnym pozorem nie pozwalajcie wypowiadać się przy nim lekarzowi. Najlepiej mieć przy sobie jakąś słodką bułkę, pyszne cukierki i władować mu w tą niewyparzoną gębę, zanim zdąży powiedzieć parę słów za dużo. I uśmiechać się, zdecydowanie się uśmiechać chwaląc jego mądrość i kompetencje, jak zje i przełknie, to doładować!
Miejsce :szpital, ostry dyżur chirurgiczny, gabinet lekarski.
Lekarz- To pani jest właścicielką delikwenta?- dowcipny był, trzeba mu przyznać.
Ja: - Tak:)
L:- Proszę pani złamania nie ma, nogę włożyć w tak zwany tutor gipsowy, albo obłożyć lodem i czekać co będzie.
Młody: - Nie chcę gipsu!
Ja:- Panie doktorze, pan tu jest lekarzem, co pan radzi?
L:- Oczywiście gips, założymy na trzy tygodnie, ale to niedogodność przy korzystaniu z toalety, nie mówiąc o kąpieli i innych sprawach- no i po cholerę on tyle gadał, no po jaką cholerę??? :)
Młody - patrzy błagalnie, wielkie oczy, robią się jeszcze większe.
Ja: Panie doktorze, jeżeli gips jest konieczny, zgadzam się!
Młody rzuca błyskawice!
L: W takim razie zapraszam do gipsiarni, idziemy.
No i poszliśmy, po czym odebraliśmy dziecko pięknie opakowane w bucik od kostki do samej za przeproszeniem mniej szlachetnej części pleców.
Oczywiście nie łudźcie się, najpierw jest przedstawienie na pół ulicy, jak władować ponad 1,90 m chłopa do wcale niemałego auta, z wyprostowaną, no prawie wyprostowaną nogą w gipsie i równocześnie upchać tam matkę sztuk jeden, ojca tejże matki w charakterze kierowcy i ofiarnego kumpla, który tegoż młodego do szpitala dowiózł. Z przodu ni cholery, chyba, że z otwartymi drzwiami, lub nogą poza oknem. Z tyłu hmmmm, najpierw noga? Głupi pomysł, ała, ała i błyskawice! No to tyłek najpierw, młody wszedł, kumpel nie bardzo! Po wielu próbach, w czasie których matka zdołała odwiedzić sklep w celu nabycia napoju wyczerpanemu wsiadaniem potomkowi, udało się, ale nawet nie pytajcie o szczegóły!
Pod domem, niby ciemno a błyskawice latają jak głupie. Młody doczłapał do mieszkania, na poddaszu a jakże, mało tego młody na drugim poziomie mieszkania, więc kolejne schody, ała, ała, ała, błyskawice!!!!
Legł na łóżko i oświadczył matce, że ona go w ten gips wrobiła, bo on nie chciał! I generalnie to noga go teraz coraz bardziej boli i niech ona zejdzie mu z oczu najlepiej i on nawet jedzenia odmawia, błyskawice sobie jeszcze porzuca zamiast! No to matka talerz z jedzeniem zostawia, bo drodzy rodzice to w dalszym ciągu nasz obowiązek dokarmiać młode w okresie dorastania i dojrzewania i sobie zeszła z oczu, bo już tyłek miała poparzony od tych wszędzie latających błyskawic.
Weszła po chwili ze środkiem przeciwbólowym i zastała potomka ostentacyjnie drapiącego się pod tym gipsem najdłuższą znalezioną linijką. Nawet na matkę nie spojrzał. Matka jest uodporniona, bo potomek już dość długo dorasta, więc poszła sobie, współczując mu w duszy i cierpiąc razem z nim.
Nawet położyła się matka spać, rano wstała i poszła na górę niosąc śniadanie poszkodowanemu. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy, to kupka bandaży, waty i gipsu...na podłodze. Zbladła matka, później musiała poczerwienieć, bo niewątpliwie ciśnienie jej się podniosło i zdecydowanie zażądała wyjaśnień. Potomek oświadczył, ze noga bolała niemożebnie, więc matka co tu dużo mówić wkur...zona wielce, wyraziła swoje zdanie, gdzieś tam w głębi duszy wyjaśnienia potomka przyjmując do wiadomości. Oczywiście rezultat jest taki, że noga nastolatka napierdziela, wyprostować się dalej nie ma zamiaru a do szpitala wracać głupio. Rodzice kochani nie łudźcie się i Was wasz potomek czy też potomkini może postawić w takiej sytuacji! Jasna dupa, co tu robić? Wymyśliła matka z mężczyzną swoim i swym ojcem prywatnym też na dokładkę, że dobrze by było usztywnić tę nogę urządzeniem takim, jak tutor zdejmowalny. Trudno cholera, portfel wyjąć, zakupić i trzymać potomka w tym ustrojstwie zadane trzy tygodnie. Ha! Wyruszyli do sklepu z urządzeniami rehabilitacyjnymi, gdzie akurat sprzedażą zajmowała się wykwalifikowana pani rehabilitant, młoda, miła, ładna- tu dopisek dla panów, których dopadnie kontuzja:). Pani oświadczyła, że na gębę to ona nic matce nie sprzeda, delikwenta (czy wszyscy związani zawodowo z kolanami używają tego określenia? )jej tu przywieźć i już. Więc matka z ojcem własnym pojechali po potomka, który od razu oświadczył,żeby sobie wybili z głowy, że on cokolwiek usztywniającego na siebie założy. Otrzymał więc młody kolejną porcję umoralniająco- wychowawczego bełkotu od prywatnego dziadka i matki, wtrącającej mocno popierające słowa i całe zdania momentami i ugiął się pod ciężarem argumentów. Zabrali więc go do sklepu i heja podstawili kuśtykającego miłej pani.
Pani wyjęła ustrojstwo i dawaj przymierzać i nakładać na pogiętą nogę. Tak, siak,owak nawet, nie ma siły nie pasuje, nagiąć się nie da! Zakładają kolejne ustrojstwo, takie z regulowanymi kółeczkami, które pozwalają na ustawienie kąta zgięcia. Ale, że matka dociekliwa, to pyta, czy to aby dobry pomysł utrwalać to zgięcie, przez następne trzy tygodnie, czy też lekarz nie powinien ustalić najpierw przyczyny blokady. No i głupio spytała to i dowiedziała się, że w zasadzie to od razu, już na tym ostrym dyżurze, to potomek powinien mieć zrobione przynajmniej usg nogi, w celu zbadania tkanek miękkich i ustalenia przyczyny blokady, a nie na siłę wyprost i gips! I najlepiej niech teraz matka zawiezie młodego do chirurga i zrobi to usg lub rezonans. Na tak zwany NFZ to sobie oczywiście można pomarzyć o dostaniu się do specjalisty z ulicy, w przypadkach nagłych.A prywatnie to proszę uprzejmie tego samego dnia nawet, bez mrugnięcia okiem. Suma sumarum młody po rezonansie, też prywatnie oczywiście, pozdrowienia dla pani S-kopacz! Wyniki w piątek rano, uff. Cierpliwości w wychowywaniu dzieci życzę! A, że wylazło jeszcze, że potomek wydaje się sobie samemu jeszcze bardziej dorosły, niż matce się wydawało, to matka ma kolejny zgryz i jeżeli są gdzieś takie, które żadnych problemów z nastoletnim dzieckiem nie mają, to niech się nie łudzą, tak im się tylko wydaje, ale jeżeli chcą, mogą się pochwalić w komentarzach!!!

2010/04/18

...refleksji kilka...

Słuchać o Katyniu od mamy, która wiedziała od dziadka, a obejrzeć "Katyń" Wajdy, to taka różnica, jak słuchać o męce pańskiej na religii od wrzeszczącej i niemiłej siostry zakonnej i obejrzeć "Pasję" Gibsona. Porażona.....
Jeżeli dzięki Waszej tragedii świat usłyszał i już wie, to może ta śmierć nie była bez sensu? Choć każda jest, prawda?
Wawel nie Wawel, wszystko jedno, ja zrozumiałam.
Drodzy posłowie Pis-u, zamiast ciągnąć dzieci do lasu Katyńskiego, pokażcie im film, ale niech będą na tyle dorosłe, żeby potrafiły zrozumieć, bo boję się, że w swoim zadufaniu we własną nieomylność każecie patrzeć siedmiolatkom.
Pielęgnowanie pamięci to nasz obowiązek, to prawda, ale nie zaprzepaśćcie szansy na przekazanie jej następnym pokoleniom. Jeżeli od małego fąfla będą słuchać o tym mordzie, to zrozumieją go dopiera jak ja Golgotę, po obejrzeniu "Pasji".
Rozsądek i umiar, tylko to nas teraz uratuje, boję się tego co teraz wymyślicie politycy,cholera !!!

2010/04/16

Kogoś poniosło....

Do wszystkich wrażliwych anonimów, rzucę tu niejedna cholerą, kurwą może nawet, ostrzegam od razu, więc jakby co to "wstecz" naciśnijcie już teraz.

Spotkało nas, naród polski straszne nieszczęście, w wymiarze ludzkim bolesne i okrutne przeżycie. Nie bez żalu myślę o rodzinach ofiar. Trzeba nie mieć serca, żeby nie być poruszonym tym co się stało, jasne?

Czytam ci ja dzisiaj wiadomości, a tam stoi tak . No żesz kur zapiał, chyba już kogoś zdrowo popierdoliło w tym kraju? Obowiązkowo? Katyń? Przeloty opłaca rząd? Czy to aby nie będą tupolewy? Czy pytał ktoś o zdanie rodziców? Ludzie przestańcie popadać w przesadę, bo za chwilę naród zamiast współczuć komukolwiek, będzie powstrzymywać wymioty na samo słowo Smoleńsk!!!! I uspokajam Was ludzie, to nie my jesteśmy chorzy i nie potrafimy powstrzymać się przed protestami, to nasi politycy są nienormalni, a ich chore ambicje przesłoniły im już dawno znaczenie słowa żałoba.

2010/04/10


fot.źródło gazeta wyborcza
Obudziłam się chwilę przed 9.00, ale wylegiwałam się jeszcze trochę. Sara wytrzymasz jeszcze chwilę?- spytałam, myśląc o porannej kawie. Wstałam, zaparzyłam ukochany, aromatyczny napój, było już przed 10.00. Włączyłam tv, czytam wiadomość na pasku i nie wierzę. Tvn24 - katastrofa prezydenckiego samolotu, jeszcze nic nie wiadomo. O żesz w mordę! Myślałam, ze newsem dnia będzie ten grad, który walił w dach i o okna tak intensywnie, że umarłego podniosłoby na nogi! Szok! Kilkanaście minut później potwierdzona wiadomość- nikt nie przeżył katastrofy:(((. Zginęło gros politycznej i wojskowej elity naszego kraju z parą Prezydencką na czele. Lecieli do Katynia złożyć hołd pomordowanym tam Polakom.
Lista ofiar (źródło gw):
Według MSZ na liście pasażerów uprawnionych do przelotu prezydenckim samolotem TU-154 do Smoleńska znajdowali się:

PREZYDENT LECH KACZYŃSKI

MARIA KACZYŃSKA

RYSZARD KACZOROWSKI, ostatni prezydent RP na uchodźstwie

KRZYSZTOF PUTRA, wicemarszałek Sejmu

KRYSTYNA BOCHENEK, wicemarszałek Senatu

JERZY SZMAJDZIŃSKI, wicemarszałek Sejmu

WŁADYSŁAW STASIAK, szef Kancelarii Prezydenta

ALEKSANDER SZCZYGŁO, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego

PAWEŁ WYPYCH, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta

STANISŁAW JERZY KOMOROWSKI, podsekretarz stanu w MON

TOMASZ MERTA, , podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury

MACIEJ PŁAŻYŃSKI, szef Stowarzyszenia Wspólna Polska

MARIUSZ KAZANA, dyr. protokołu dyplomatycznego MSZ

GEN. FRANCISZEK GĄGOR szef sztabu generalnego WP

MARIUSZ HANDZLIK, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta

ANDRZEJ KREMER, podsekretarz stanu w resorcie spraw zagranicznych

ANDRZEJ PRZEWOŹNIK, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa

PIOTR NUROWSKI, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego

JANUSZ KOCHANOWSKI, rzecznik Praw Obywatelskich

SŁAWOMIR SKRZYPEK, prezes NBP

JANUSZ KURTYKA, prezes IPN

JANUSZ KRUPSKI, kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych

Posłowie i senatorowie:

GRZEGORZ DOLNIAK

LESZEK DEPTUŁA

GRAŻYNA GĘSICKA

PRZEMYSŁAW GOSIEWSKI

ZBIGNIEW WASSERMANN

SEBASTIAN KARPINIUK

IZABELA JARUGA-NOWACKA

ALEKSANDRA NATALLI-ŚWIAT

ARKADIUSZ RYBICKI

JOLANTA SZYMANEK-DERESZ

WIESŁAW WODA

EDWARD WOJTAS

JANINA FETLIŃSKA

STANISŁAW ZAJĄC

Przedstawiciele kościołów i wyznań religijnych:

KS. BP GEN. DYWIZJI TADEUSZ PŁOSKI, ordynariusz polowy WP

MIRON CHODAKOWSKI, prawosławny ordynariusz WP

KS. PŁK ADAM PILCH, ewangelickie duszpasterstwo polowe

KS. PPŁK JAN OSIŃSKI, ordynariat polowy WP

KS. ROMAN INDRZEJCZYK, kapelan prezydenta

KS. PRAŁAT BRONISŁAW GOSTOMSKI

KS. JÓZEF JONIEC

KS. ZDZISŁAW KRÓL

KS. ANDRZEJ KWAŚNIK

Przedstawiciele Sił Zbrojnych RP:

GEN. BRONI BRONISŁAW KWIATKOWSKI, dowódca Sił Operacyjnych

GEN. ANDRZEJ BŁASIK, dowódca Sił Powietrznych

GEN. TADEUSZ BUK, dowódca Sił Lądowych

GEN. WOJCIECH POTASIŃSKI, dowódca Sił Specjalnych

WICEADMIRAŁ ANDRZEJ KARWETA , dowódca Marynarki Wojennej

GEN. KAZIMIERZ GILARSKI, dowódca Garnizonu Warszawa

Przedstawiciele Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń

TADEUSZ LUTOBORSKI

STEFAN MELAK

STANISŁAW MIKKE

BRONISŁAWA ORAWIEC-LOFFLER

KATARZYNA PISKORSKA

ANDRZEJ SARJUSZ-SKĄPSKI

WOJCIECH SEWERYN

LESZEK SOLSKI

TERESA WALEWSKA-PRZYJAŁKOWSKA

GABRIELA ZYCH

EWA BĄKOWSKA

ANNA MARIA BOROWSKA

BARTOSZ BOROWSKI

EDWARD DUCHNOWSKI

ZENONA MAMONTOWICZ-ŁOJEK

Osoby towarzyszące:

JOANNA AGACKA-INDECKA

CZESŁAW CYWIŃSKI

PPŁK. ZBIGNIEW DĘBSKI

KATARZYNA DORACZYŃSKA

ALEKSANDER FEDOROWICZ

DARIUSZ JANKOWSKI

GEN. BRYG. STANISŁAW KOMORNICKI

JANUSZ KRUPSKI

WOJCIECH LUBIŃSKI

BARBARA MAMIŃSKA

JANIANA NATUSIEWICZ-MILLER

KS. RYSZRD RUMIANEK

IZABELA TOMASZEWSKA

ANNA WALENTYNOWICZ

JANUSZ ZAKRZEŃSKI

Funkcjonariusze BOR

JAROSŁAW FLORCZAK

ARTUR FRANCUZ

PAWEŁ JANECZEK

PAWEŁ KRAJEWSKI

PIOTR NOSEK

JACEK SURÓWKA

MAREK ULERYK

DARIUSZ MICHAŁOWSKI

Ten grad ma teraz inny wymiar, padał dokładnie w godzinę Waszej śmierci.
Nie chcę poruszać kwestii politycznych, w obliczu takiej tragedii stańmy ponad podziałami i pochylmy czoła przed ofiarami tragedii.
W Krakowie odezwał się dzwon Zygmunta.....

Tutaj pełna lista ofiar tej okropnej katastrofy, jak słusznie zauważył anonim,ta podana przeze mnie, a właściwie przez GW w dniu 10-04-2010 nie zawiera mnóstwa osób, które straciły życie w tak straszliwy sposób. RIP :(

Szok....




Mówcie co chcecie, ale żona prezydenta nie zasłużyła.... nikt nie zasłużył.
Dla wszystkich ofiar tej strasznej katastrofy płonie ten znicz...
Córce pary Prezydenckiej i wszystkim bliskim ofiar składam najszczersze kondolencje, straszna rzecz się stała :(

2010/04/09

Nowomowa

Wybrała się Aga na zakupy, normalnie prawie codziennie jej się zdarza, więc żadne to wydarzenie warte notki, ale...
Idzie sobie po sklepie tej sieci, co to ją na pewno wszyscy znacie, patrzy, oczy jej się robią coraz większe jak u tego lemura i widzi:



Ja rozumiem dla owiec, ale ludzie zawsze używali maszynek do strzyżenia. Ech udziwnianie nie zna granic, lecę oglądać zwisy męskie....

2010/04/07

Brać bloga zawsze na serio....





Zainspirowała mnie Anulina, a konkretnie jej wpis o tutaj .
Piszemy notki, które czyta ktoś po drugiej stronie kabla i wszystko co umieszczamy na naszych blogach czytający odbiera jak fakty z NASZEGO życia. Cóż nie przeczę większość moich wpisów dotyczy mnie, bo to w końcu moje przemyślenia i sprawy, ale nie każdy opowiada moją historię. Czasami poruszam temat, który wywołuje burzę w moim wnętrzu i co? Jeśli opiszę patologię, czy to znaczy, ze gościła w moim życiu? A pałace? Może jestem księżniczką na wygnaniu? Majątek rozparcelowali i przerobili na PGR-y? Wszystko rozbiło się o ten wpis :D
Mnie rozbawiło do łez, a co Wy na to?

I tak oto wujek ma zgryz, bo już na drugim blogu afera wiatrówkowa wyszła na światło dzienne:DDDDDD Kot znaczy koń by się uśmiał :)

Treningi

Asertywność – w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych. Jest to umiejętność nabyta.

Asertywność to:

* umiejętność wyrażania opinii, krytyki, potrzeb, życzeń, poczucia winy,
* umiejętność odmawiania w sposób nieuległy i nieraniący innych,
* umiejętność przyjmowania krytyki, ocen i pochwał,
* autentyczność,
* elastyczność zachowania,
* świadomość siebie (wad, zalet, opinii),
* wrażliwość na innych ludzi,
* stanowczość.

Osoba asertywna ma jasno określony cel i potrafi kontrolować własne emocje, nie poddaje się zbyt łatwo manipulacjom i naciskom emocjonalnym innych osób.

Asertywność nie oznacza ignorowania emocji i dążeń innych ludzi, lecz raczej zdolność do realizacji założonych celów mimo negatywnych nacisków otoczenia, racjonalną dbałość o własne interesy z uwzględnieniem interesów innych. Asertywność to obok empatii podstawowa umiejętność wchodząca w skład inteligencji emocjonalnej.

Praktyczna asertywność jest niczym innym jak uczeniem innych ludzi jak mają Cię traktować, ponieważ wychodzi z założenia, że inni ludzie nie wiedzą i nie będą wiedzieć co myślisz i czujesz, dopóki nie dowiedzą się tego od Ciebie. Tak rozumiana asertywność zakłada, że kiedy ukrywasz swoje emocje, wprowadzasz innych w błąd lub skazujesz na domysły.

Diagnozy zachowań nieasertywnych dokonuje się na podstawie zablokowanych w autoprezentacji sfer komunikacji – blokady mówienia nie, wyrażania i przyjmowania opinii i krytyki, kontaktu z autorytetem i tłumem (trema), radzenia sobie z poczuciem winy.
Zachowanie asertywne

"Zachowanie asertywne polega na uznawaniu, że jest się tak samo ważnym, jak inni, na reprezentowaniu własnych interesów z uwzględnieniem interesów drugiej osoby. Zachowanie asertywne oznacza korzystanie z osobistych praw bez naruszania praw innych.

Charakteryzuje postawę akceptacji siebie, szacunku do siebie i innych.

Postawa asertywna towarzyszy ludziom, którzy mają adekwatny do rzeczywistości obraz własnej osoby. Stawiają sobie realistyczne cele, dzięki czemu w pełni wykorzystują swoje możliwości, a jednocześnie nie podejmują zbyt trudnych zadań, co ich chroni przed rozczarowaniem i krytyką otoczenia.

Człowiek asertywny swobodnie ujawnia innym siebie, wyraża otwarcie swoje myśli, uczucia, pragnienia. Czyni to w sposób uczciwy, bezpośredni, śmiało, bez paraliżującego lęku, akceptuje swoje ograniczenia, niezależnie od tego, czy w danej sytuacji udało mu się odnieść sukces, czy też nie. Potrafi odpowiedzieć nie, zażądać czegoś, co mu się należy, nie lęka się nadmiernie oceny, krytyki, odrzucenia. Pozwala sobie na błędy i potknięcia, dostrzegając swoje sukcesy i mocne strony. Gdy jest w centrum zainteresowania uwagi, potrafi działać bez niszczącego lęku. Akceptuje zmiany w sobie i innych. Potrafi się porozumieć z innymi, potrafi też dochodzić swych praw i egzekwować je."

To wielka sztuka!
Za wikipedią napisała Aga_xy i ogłasza,że rozpoczyna treningi :) A oto i jej dekalog:

Jeżeli chcesz zachowywać się asertywnie, to:

używaj otwarcie słów tak i nie,
nie przepraszaj jeśli nie zawiniłeś,
nie usprawiedliwiaj się, ani nie tłumacz nadmiernie, natomiast wyjaśniaj innym powody swojego postępowania jeśli chcesz być dobrze rozumiany
,
nie napadaj na rozmówcę, nie strasz go, nie poddawaj w wątpliwość wartości jego charakteru lub umysłu,
używaj komunikatów typu Ja, a nie Ty,
gdy jesteś atakowany – broń się; nie pozwalaj na naruszanie Twojej godności osobistej; nie zgadzaj się na to aby ktoś Cię traktował w sposób raniący Twoje uczucia; pomocne mogą być takie zdania: “Nie chcę żebyś zwracał się do mnie w ten sposób”, itp.,
staraj się nie kłamać – masz prawo być sobą, nie wstydź się siebie nawet jeśli popełniasz błędy,
mów jasno i wprost o co Ci chodzi,
pytaj otwarcie gdy czegoś nie rozumiesz,
mów, że nie wiesz gdy czegoś nie wiesz; mów że nie chcesz o czymś mówić jeśli nie chcesz o tym mówić,
zwróć uwagę by realizować swoje zamiary nie krzywdząc innych,
przyznaj innym dokładnie takie same prawa do asertywnego zachowania jakie przyznajesz sobie.
Asertywność jest sztuką i zarazem cnotą wynikającą z połączenia w jedno szczerości, stanowczości, łagodności i delikatności.

Mniej agresji, złości, wrogości – więcej asertywności. Taka mogłaby być receptura na ulepszenie porozumienia się z ludźmi, na których nam zależy.

2010/04/01

Wielkanoc


Radosnych Świąt Kochani!!!
Komu brak miłości, temu morza miłości życzę,
kto zdrowia potrzebuje, niech zdrowy już będzie,
Kto samotny, niech przyjaciół wielu znajdzie wokół
Biednemu pieniędzy, bogatemu tego czego się nie kupi,
a Wszystkim radości i szczęścia!!!

Aga

2010/03/26

Zwyczajnie nie wierzę...

Wyszłam z domu w cieniutkiej wiosennej kurtce, pod spodem mając tunikę z krótkim rękawem, było mi ciepło, momentami nawet za ciepło. Przyszła wiosna!:)
Jestem po rozmowie z młodym, ja rozumiem ciepło, młodość i tak dalej, ale jak wyszedł o 7 rano do szkoły, tak wrócił do domu o 22!! Nie no ekstra, wprawdzie zameldował,że idzie do Rynku, z kumplami z klasy i był pod telefonem, ale do jasnego gwinta przegiął na maksa!
W związku z tym była dyskusja czyt. opierdziel konkretny i do następnego razu:)(żarcik). Pozdrawiam rodziców nastolatków!!!
P.S. Lekcji nie odpuściłam, więc wstał dziś lekko nieprzytomny.
P.S2. Przed chwilą usłyszałam reklamę jakiejś knajpy, lektor mówił: Jeśli jesteś kobietą i przyjdziesz w spódnicy, za wejście zapłacisz tylko 5 złotych!"-hmmm, ciekawe co na to feministki? Swoją drogą są babeczki, które w portkach emanują seksem trzydzieści razy bardziej od większości w spódnicy, więc..? A pan, który wymyślił tekst ma chyba jakieś problemy ze sobą :D. Proponuję aby kobiety, właścicielki klubów, wypuściły hasło "Panowie, którzy przyjdą w obcisłych portkach, z "nim" w prawej nogawce, za wejście zapłacą tylko 2,50!"

2010/03/23

Tekst jest w całości cytatem, ale warto!!!!

"Autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum, musiałam się tym podzielić. Andrzej jesteś naszym idolem.
(Uwaga! Pisownia oryginalna bez cenzury.)

Czy ta historia może być prawdziwa?
Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.

Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj - niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane - ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść - taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał - a wtedy wiadomo - wąż.

Dobrze więc, uporządkuję: żona - delegacja, ja - praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem - ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni - więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja pierdolę. Nie ni chuja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest kurwa za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut - oż kurwa, no to nie mogło mi się zdawać - coś ciężkiego poszło w pion. Kurwa, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot kurwa popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.

Lecę kurwa na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale chuj, najpierw do piwnicy - zbiegam po schodach, słucham - coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury - miauczy - jest, kurwa, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to chuj, przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za chuja trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.

Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Ni chuja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten kurwa głąb zamiast przyjść do mnie to kurwa chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni chuja, uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire - ogień zwalczaj ogniem.

Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla - geberit i woda w dół - bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach - podziałało. Wbiegam do piwnicy i kurwa koniec świata. Nie ma moich deszczułek - no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w chuj i kota też nie słychać już. Ja pierdolę. Kurwa, gdzie ta rura teraz idzie - coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów - może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.

Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery - najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy - mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny - poszło, aż zakurzyło. Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam - ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. Kurwa, mam w aucie, chujowa, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja pierdolę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali tę pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w pizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie wpierdolił, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, kurwa, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz chuj złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu kurwa powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w chuj, pacanie.
Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach - a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.

Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. Kurwa, drugi sąsiad przyszedł - po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa - kurwa, ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma chuja, to go musi wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy, a tego skurwiela dalej nie wylało z kąpielą. Kurwa mać, urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki - w chuj - jak się to gdzieś przytka, to będę miał przejebane. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten pierdolony dekiel. Wchodzę - a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pierdolę! Jak on kurwa wyszedł, którędy? Ano kurwa wziernikiem w piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja kurwa stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebię. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. Kurwa mać. Przynajmniej kuleje.

Straty: zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy - poszedł w chuj, latarka - w chuj, pogrzebacz w chuj. Afera na ulicy jak chuj."

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails