W przeciwieństwie do tego co zaobserwowała dziś Kontrolerka , byłam świadkiem zupełnie innej sceny. Na oko czteroletni chłopczyk, wciśnięty w siedzisko hipermarketowego kosza. Nagle zaczyna płakać. Dlaczego? A któż to wie? Bo nie to jest istotne. Ważniejsza jest reakcja matki.
-Zamknij mordę, czemu dzisiaj tak wydzierasz ten ryj?- zapytała. I przyznam szczerze, że nie tylko mi szczęka opadła. Następnie "mamusia" odwróciła się od "rozwrzeszczanego bachora", przykucnęła, sięgnęła ręką po szampon i słodkim głosem spytała przyjaciółkę.
-Ten jest chyba dwa razy większy, nie?
Dziecko "spokojnie" płakało dalej.
W świetle planów co niektórych z "elyty" rządzącej(link), o wprowadzeniu bykowego, chciałam spytać kto jest lepszym rodzicem, ten, kto z kimś wychowuje nie swoje dziecko, ten który poza biologicznym rodzicielstwem, nie pamieta,że takowe posiada, czy ta upiorna mamuśka z hipermarketu? I dlaczego ten pierwszy ma płacić na takiego "rodzica, a ten drugi będzie z podatku zwolniony. I w ogóle pocałujcie mnie w tyłek, wyjadę z tego kraju i tyle mnie zobaczycie!
2010/09/21
2010/09/15
2010/09/14
AC/DC
Kupilimy wszystko na obiad, zgodnie z życzeniem:
- Ma być taki sam jak wczoraj!- z piekarnika znaczy. No więc nie tylko kupili, dowieźli i wypakowali pod domem, wnieść zechcieli, domofon nacisnęli i usłyszeli głuchą ciszę. Pstryk, pstryk, zero reakcji. Niezrażeni, telefonik wyjęli, brzdęknęli do sąsiadki z parteru, coby drzwi raczyła uchylić, bo kluczyka nie mieli. Awaria prądu trwała od pół godziny. Nie szkodzi, ziemniaczki obrane, mięsko doprawione, wszystko na blachę, trochę tłuszczu i czekamy. Pachniało już na surowo, pachniało i pachniało...a prądu ni ma. Zadzwonili, upewnili się, że dwie godzinki, to maksymalny czas potrzebny na usunięcie awarii, znaczy jeszcze te 40 minut można poczekać- mruknęli, zagryzając paluszki. Najpierw do kuchni zajrzał Młody, nie tam, żeby nie rozumiał powagi sytuacji, paluszka skubnął, lodówkę otworzył a z blachy pachnie. Czekamy, czy robić na patelni? - Eee, czekamy... -tęskne spojrzenie poleciało w stronę jedzenia.
No to czekali, czekali...jak zobaczyli szarówkę za oknem, to ona jednak się poddała i szybko zaadoptowała dwie patelnie do celów kulinarnych, z jęzorem do pasa, z głodu jakby. Tego zapachu nie zdzierżyła żadna istota domowa, smakowity był znaczy! Za chwilę w kuchni zawitali i On i Młody, tudzież kot i pies :) Rybki zapewne jakby mogły, przytachałyby akwarium na grzbietach, jedno i drugie...Może, to nie miało kruchości jak z piekarnika, może ziemniaczki inaczej się dopiekły, może tłuszczu to więcej naciągnęło, niż się wytopiło, ale po półtorej godzinie czekania, plus wykonanie oczywiście, smakowało niebiańsko!
Na koniec pytanie.
-Ile trwa usuwanie niewielkiej awarii prądu, w dużym europejskim mieście?
Czysto teoretycznie- wg pogotowia energetycznego- do dwóch godzin, w praktyce od 16.00 do 02.46 w nocy- a w zasadzie nad ranem- dnia następnego. Najbardziej współczuję ekipie. Sobie i sąsiadom współczuć będę jak przyjdzie zima, bo jeszcze póki co bez ogrzewania można się obyć!
- Ma być taki sam jak wczoraj!- z piekarnika znaczy. No więc nie tylko kupili, dowieźli i wypakowali pod domem, wnieść zechcieli, domofon nacisnęli i usłyszeli głuchą ciszę. Pstryk, pstryk, zero reakcji. Niezrażeni, telefonik wyjęli, brzdęknęli do sąsiadki z parteru, coby drzwi raczyła uchylić, bo kluczyka nie mieli. Awaria prądu trwała od pół godziny. Nie szkodzi, ziemniaczki obrane, mięsko doprawione, wszystko na blachę, trochę tłuszczu i czekamy. Pachniało już na surowo, pachniało i pachniało...a prądu ni ma. Zadzwonili, upewnili się, że dwie godzinki, to maksymalny czas potrzebny na usunięcie awarii, znaczy jeszcze te 40 minut można poczekać- mruknęli, zagryzając paluszki. Najpierw do kuchni zajrzał Młody, nie tam, żeby nie rozumiał powagi sytuacji, paluszka skubnął, lodówkę otworzył a z blachy pachnie. Czekamy, czy robić na patelni? - Eee, czekamy... -tęskne spojrzenie poleciało w stronę jedzenia.
No to czekali, czekali...jak zobaczyli szarówkę za oknem, to ona jednak się poddała i szybko zaadoptowała dwie patelnie do celów kulinarnych, z jęzorem do pasa, z głodu jakby. Tego zapachu nie zdzierżyła żadna istota domowa, smakowity był znaczy! Za chwilę w kuchni zawitali i On i Młody, tudzież kot i pies :) Rybki zapewne jakby mogły, przytachałyby akwarium na grzbietach, jedno i drugie...Może, to nie miało kruchości jak z piekarnika, może ziemniaczki inaczej się dopiekły, może tłuszczu to więcej naciągnęło, niż się wytopiło, ale po półtorej godzinie czekania, plus wykonanie oczywiście, smakowało niebiańsko!
Na koniec pytanie.
-Ile trwa usuwanie niewielkiej awarii prądu, w dużym europejskim mieście?
Czysto teoretycznie- wg pogotowia energetycznego- do dwóch godzin, w praktyce od 16.00 do 02.46 w nocy- a w zasadzie nad ranem- dnia następnego. Najbardziej współczuję ekipie. Sobie i sąsiadom współczuć będę jak przyjdzie zima, bo jeszcze póki co bez ogrzewania można się obyć!
2010/09/09
Eksperymenty...
2010/09/06
Nic się nie zmieniło!
Oto dowód na to, że zabawy blogowe pojawiają się cyklicznie, budząc entuzjazm blogowej braci. Są tacy, którzy mimo, iż z zasady nie cierpią łacuszków dają się wciągać, po prawie roku, ale zawsze :)-puszczam oko w stronę Iw :))))
Przeczytałam swoją listę, nic się nie zmieniło!!!
Przeczytałam swoją listę, nic się nie zmieniło!!!
2010/08/31
Szkolne migawki....
No dobra, może niezupełnie szkolne, ale bardzo młode. Mimo, ze Młody był już na świecie, mama jak każda normalna dwudziestolatka bywała na koncertach, w klubach, a równocześnie pracowała i kochała bardzo swego pierworodnego.
Wyspa Słodowa, tu się żyje, tu są koncerty, tam chadza teraz Maciek.
Koncert, Aga i jej paczka siedzą na kocu pod drzewem, na scenie Janerka. Śpiewa, Aga zamiera, wsłuchuje się w słowa i nagle krzyczy: Słyszycie?! Lecimy po piwo, słuchajcie co on śpiewa! "Piwa nie leją", cała paka zgodnie: Rzeczywiście! A Lechu znowu zawył: Śpij Aniele mój
---------------------------------------------
Młody jak wiecie został licealistą. Jest w tym samym liceum, które i ja skończyłam.
Ubiegły rok szkolny, Aga poszła na zebranie, do nauczycieli, którzy ją uczyli, nic dziwnego,że czuje się raczej jak uczennica, niż poważny rodzic.
Rozmawia z panią od biologii, wprawdzie z czasów szkolnych się nie znają, ale pani okazuje się przemiłą gadułą .
Pani od biologii:
- I wie pani, ja im tłumaczę, dzieci Wy dorastacie, Wasze matki też przechodzą ciężki okres, przekwitają, musicie to zrozumieć.
Taaaaak, Aga gdyby miała planować, to dopiero teraz władowałaby się w pierwsze pieluchy, jak wiele jej koleżanek z maluchami :DDD
Jednak Młody to ma z górki!
Wyspa Słodowa, tu się żyje, tu są koncerty, tam chadza teraz Maciek.
Koncert, Aga i jej paczka siedzą na kocu pod drzewem, na scenie Janerka. Śpiewa, Aga zamiera, wsłuchuje się w słowa i nagle krzyczy: Słyszycie?! Lecimy po piwo, słuchajcie co on śpiewa! "Piwa nie leją", cała paka zgodnie: Rzeczywiście! A Lechu znowu zawył: Śpij Aniele mój
---------------------------------------------
Młody jak wiecie został licealistą. Jest w tym samym liceum, które i ja skończyłam.
Ubiegły rok szkolny, Aga poszła na zebranie, do nauczycieli, którzy ją uczyli, nic dziwnego,że czuje się raczej jak uczennica, niż poważny rodzic.
Rozmawia z panią od biologii, wprawdzie z czasów szkolnych się nie znają, ale pani okazuje się przemiłą gadułą .
Pani od biologii:
- I wie pani, ja im tłumaczę, dzieci Wy dorastacie, Wasze matki też przechodzą ciężki okres, przekwitają, musicie to zrozumieć.
Taaaaak, Aga gdyby miała planować, to dopiero teraz władowałaby się w pierwsze pieluchy, jak wiele jej koleżanek z maluchami :DDD
Jednak Młody to ma z górki!
Wrocławiu mój...
Zapewne nie wiecie, że we Wrocławiu mamy świetnych redaktorów. Nikt tak jak oni nie potrafi budować napięcia, tudzież zaciekawić czytelnika. Historia, którą chcę Wam przedstawić jest naprawdę mrożąca krew w żyłach! Co bardziej wrażliwych czytelników, prosi się o zastanowienie czy czytać!
Gotowi?
Naprawdę?
Sami chcieliście!
Gotowi?
Naprawdę?
Sami chcieliście!
2010/08/25
Weeeeeno.....
Weno, weno, gdzie jesteś- zawołała z samego rana. Odpowiedzi nie było...
Mam PMS-A, jak stąd do Krakowa przez Szczecin, postaram się nie gryźć, bo kurde co!
Powaliło Mnie Szaleńczo, grr.
Oddychaj spokojnie kobieto, o czym ty tu chciałaś? A, w kwestii weny, poszła gdzieś cholera jedna i nie powiedziała kiedy wróci. Komórkę wyłączyła, poczty głosowej nie uruchomiła, na maile nie odpowiada. I co? Jak ona sobie to wyobraża?! Zostawić kobietę na pastwę losu, tak zupełnie bez słowa? Ech, myślałam, że chociaż jakiś serwis do bojlera podpowie, ale gdzie tam, nawet nie zapyta czy w domu ok. Nie jest ok, droga W., wczoraj padł bojler i o ciepłej kąpieli można dziś zapomnieć. Cudem jakimś boskim, udało mi się zatrzepotać rzęsami, przez telefon, masz pojęcie? I miły pan z serwisu obiecał podjechać jutro, po pracy. Poza tym wróciłam do domu, kot miauczał jak zwykle, czyli mina z cyklu- nie żarłem od kilku tygodni (miauuuuu!), nikt mnie tutaj nie kocha (miauuuu), przytul mnie mocno (miauuuuuuuuuu).Sara opowiadała jak strasznie było pilnować domu, cały dzień, w dodatku z kotem na głowie- wzrok pełen wyrzutu. No może nie dosłownie na głowie, ale wiadomo o co biega.
W związku z marazmem, tudzież brakiem pani W., przypomniałam sobie Apask. I oświadczam z pełną świadomością, kiedy wymyśliłam APASK byłam trzeźwa jak ta świnia.
Wróciwszy lata temu ze spaceru, z jamniorem, oświadczyłam bodajże i siostrze i kuzynce, spoglądając gdzieś w dal-Apask. Żebyście padli, nie pójdzie Wam tak łatwo jak z Kletynem. To było dziwne zjawisko, bo rozum pomyślał i ułożył zdanie prawidłowe, a japa utworzyła jakiś dziwny skrót myślowy, tak jakby chciała szybkością pokonać myśl.
Otóż ten tajemniczy skrót, to: A pies padł na pysk.
Po spacerze był, miał prawo!
Mam PMS-A, jak stąd do Krakowa przez Szczecin, postaram się nie gryźć, bo kurde co!
Powaliło Mnie Szaleńczo, grr.
Oddychaj spokojnie kobieto, o czym ty tu chciałaś? A, w kwestii weny, poszła gdzieś cholera jedna i nie powiedziała kiedy wróci. Komórkę wyłączyła, poczty głosowej nie uruchomiła, na maile nie odpowiada. I co? Jak ona sobie to wyobraża?! Zostawić kobietę na pastwę losu, tak zupełnie bez słowa? Ech, myślałam, że chociaż jakiś serwis do bojlera podpowie, ale gdzie tam, nawet nie zapyta czy w domu ok. Nie jest ok, droga W., wczoraj padł bojler i o ciepłej kąpieli można dziś zapomnieć. Cudem jakimś boskim, udało mi się zatrzepotać rzęsami, przez telefon, masz pojęcie? I miły pan z serwisu obiecał podjechać jutro, po pracy. Poza tym wróciłam do domu, kot miauczał jak zwykle, czyli mina z cyklu- nie żarłem od kilku tygodni (miauuuuu!), nikt mnie tutaj nie kocha (miauuuu), przytul mnie mocno (miauuuuuuuuuu).Sara opowiadała jak strasznie było pilnować domu, cały dzień, w dodatku z kotem na głowie- wzrok pełen wyrzutu. No może nie dosłownie na głowie, ale wiadomo o co biega.
W związku z marazmem, tudzież brakiem pani W., przypomniałam sobie Apask. I oświadczam z pełną świadomością, kiedy wymyśliłam APASK byłam trzeźwa jak ta świnia.
Wróciwszy lata temu ze spaceru, z jamniorem, oświadczyłam bodajże i siostrze i kuzynce, spoglądając gdzieś w dal-Apask. Żebyście padli, nie pójdzie Wam tak łatwo jak z Kletynem. To było dziwne zjawisko, bo rozum pomyślał i ułożył zdanie prawidłowe, a japa utworzyła jakiś dziwny skrót myślowy, tak jakby chciała szybkością pokonać myśl.
Otóż ten tajemniczy skrót, to: A pies padł na pysk.
Po spacerze był, miał prawo!
2010/08/16
Migawki urlopowe....
-Zobacz ile grzybów nazbierałem rano- zaczepił mnie S., kiedy ledwo widząc na oko, schodziłam na dół, żeby podbudować się kubkiem kawy. Z dumą wyciągnął ze spiżarki świeżo kupione wiadro, które w zamierzeniach miało służyć utrzymaniu czystości, tudzież wykręcaniu mopa.
W wiadrze pyszniły się piękne grzyby, zajmowały więcej jak pół. Jak chcecie spytajcie S. jakie, bo zna się na nich jak mało kto. Pewnym babeczkom, uświadamiał kiedyś, że prawdziwki, którymi chwaliły się na całą wieś, to jednak szatany. Nie bardzo chciały wierzyć, ale w gazetach nie pisali o śmierci zbiorowej, to chyba przemyślały sprawę.
- Gdzie Ci się to udało?
-A tutaj, poszedłem na 15 minut w brzózki, niedaleko.
Cóż S. tak ma. W drodze do domu, zachce mu się za przeproszeniem siku, skoczy do lasu i wraca z prawdziwkiem.
Zachwyt wyraziłam należyty, stosownie do leśnej zdobyczy i za chwilę już słyszałam- Patrz Martuś, jakie grzyby znalazłem!- krzyczał do swojej młodej żoneczki, która również zmierzała na dół po ożywczy napój- nagotujemy grzybowej!
No więc, nabzytali sobie maszynką świeżą marchewkę, pietruchę. Ja obrałam ziemniaki, dopiero co wyciągnięte z ziemi, ktoś obrał grzybki,M. pokroiła i za chwilę pyszny aromat wypełnił kuchnię i przynajmniej pół domu oczywiście.
A później zjedli, wszyscy. Od lat pięciu do stu pięciu.
Mniam.
------------------------------------------------------
-Cioocia, ciooocia!
-Cześć Czorty moje kochane! Tęskniłyście trochę?
-Taaak! Pobawimy się, mogę wziąć na spacer Sarę?
Fajnie wiedzieć,że ktoś za tobą tęsknił.
------------------------------------------------------
-Nie róbmy dzisiaj obiadu, zrobimy grilla- powiedziałam z rana.
-Ja jestem za- to M.
-W takim razie koniecznie musimy podjechać na zakupy, przy okazji każemy się zawieźć do Maximusa- wymieniłyśmy szelmowskie uśmiechy, już widząc oczyma wyobraźni, te nowe kaloszki, które ostatnimi czasy są niezbędne dla każdej kobiety. No, przy takich ulewach!
------------------------------------------------------
-Będzie lało!- powiedziałam patrząc w niebo. Nie sposób było się nie zgodzić.
Jak zaczęło, to nie nazwałabym tego deszczem, a porządną nawałnicą. Przechodząc przez hol zobaczyłam strumień wody ściekający po drzwiach, zaraz,zaraz, od tej strony? W domu? Matko! Leje się woda-krzyknęłam, w ruch poszły mopy, wiadra, ścierki i wszystko co było pod ręką. Wniosek- oklejając drzwi wejściowe uszczelką, dopilnuj, aby od razu kupić brakujące 30 cm. Przy deszczu to nic nie szkodzi, w razie nawałnicy leje się jakby drzwi były otwarte!
-Dzizas leci po ścianie! Patrzcie tak jakby z sufitu? Co jest?
Wniosek- w czasie nawałnicy nie należy pozostawiać otwartych na oścież okien na piętrze. Oj Biały, Biały:)
-----------------------------------------------------
-Za gorąco na stanie przy garach, robimy grilla? Przy okazji rzuciłabym okiem na te sandałki, które przymierzałam ostatnio- :p
-----------------------------------------------------
Poza tym piwko, piwko i jeszcze raz flaszka, w fajnym towarzystwie i ciepłej atmosferze. Ja tak lubię!
W wiadrze pyszniły się piękne grzyby, zajmowały więcej jak pół. Jak chcecie spytajcie S. jakie, bo zna się na nich jak mało kto. Pewnym babeczkom, uświadamiał kiedyś, że prawdziwki, którymi chwaliły się na całą wieś, to jednak szatany. Nie bardzo chciały wierzyć, ale w gazetach nie pisali o śmierci zbiorowej, to chyba przemyślały sprawę.
- Gdzie Ci się to udało?
-A tutaj, poszedłem na 15 minut w brzózki, niedaleko.
Cóż S. tak ma. W drodze do domu, zachce mu się za przeproszeniem siku, skoczy do lasu i wraca z prawdziwkiem.
Zachwyt wyraziłam należyty, stosownie do leśnej zdobyczy i za chwilę już słyszałam- Patrz Martuś, jakie grzyby znalazłem!- krzyczał do swojej młodej żoneczki, która również zmierzała na dół po ożywczy napój- nagotujemy grzybowej!
No więc, nabzytali sobie maszynką świeżą marchewkę, pietruchę. Ja obrałam ziemniaki, dopiero co wyciągnięte z ziemi, ktoś obrał grzybki,M. pokroiła i za chwilę pyszny aromat wypełnił kuchnię i przynajmniej pół domu oczywiście.
A później zjedli, wszyscy. Od lat pięciu do stu pięciu.
Mniam.
------------------------------------------------------
-Cioocia, ciooocia!
-Cześć Czorty moje kochane! Tęskniłyście trochę?
-Taaak! Pobawimy się, mogę wziąć na spacer Sarę?
Fajnie wiedzieć,że ktoś za tobą tęsknił.
------------------------------------------------------
-Nie róbmy dzisiaj obiadu, zrobimy grilla- powiedziałam z rana.
-Ja jestem za- to M.
-W takim razie koniecznie musimy podjechać na zakupy, przy okazji każemy się zawieźć do Maximusa- wymieniłyśmy szelmowskie uśmiechy, już widząc oczyma wyobraźni, te nowe kaloszki, które ostatnimi czasy są niezbędne dla każdej kobiety. No, przy takich ulewach!
------------------------------------------------------
-Będzie lało!- powiedziałam patrząc w niebo. Nie sposób było się nie zgodzić.
Jak zaczęło, to nie nazwałabym tego deszczem, a porządną nawałnicą. Przechodząc przez hol zobaczyłam strumień wody ściekający po drzwiach, zaraz,zaraz, od tej strony? W domu? Matko! Leje się woda-krzyknęłam, w ruch poszły mopy, wiadra, ścierki i wszystko co było pod ręką. Wniosek- oklejając drzwi wejściowe uszczelką, dopilnuj, aby od razu kupić brakujące 30 cm. Przy deszczu to nic nie szkodzi, w razie nawałnicy leje się jakby drzwi były otwarte!
-Dzizas leci po ścianie! Patrzcie tak jakby z sufitu? Co jest?
Wniosek- w czasie nawałnicy nie należy pozostawiać otwartych na oścież okien na piętrze. Oj Biały, Biały:)
-----------------------------------------------------
-Za gorąco na stanie przy garach, robimy grilla? Przy okazji rzuciłabym okiem na te sandałki, które przymierzałam ostatnio- :p
-----------------------------------------------------
Poza tym piwko, piwko i jeszcze raz flaszka, w fajnym towarzystwie i ciepłej atmosferze. Ja tak lubię!
Poza siecią...
...tez jest fajnie.
Napisała Aga i oświadcza,że wróciła i wieczorem zacznie nadrabiać wszystkie zaległości.
Witajcie Kochani!
Napisała Aga i oświadcza,że wróciła i wieczorem zacznie nadrabiać wszystkie zaległości.
Witajcie Kochani!
2010/08/03
2010/07/23
Znalezione...
Na popularnym portalu. Ponoć pewien angielski profesor zapisał na tablicy tak:
A WOMAN WITHOUT HER MAN IS NOTHING
I kazał studentom wstawić znaki interpunkcyjne.
Ponoć wszyscy mężczyźni wstawili tak:
A WOMAN, WITHOUT HER MAN, IS NOTHING.
(Kobieta, bez swojego mężczyzny, jest nikim)
A kobiety tak:
A WOMEN: WITHOUT HER, MAN IS NOTHING.
(Kobieta: bez niej, mężczyzna jest nikim)
Jest różnica? :) W związku z tym mam małą refleksję. Czy ktoś mógłby nie dopuszczać do pisania ustaw debili, nie mających pojęcia o znakach interpunkcyjnych? Nie dalej jak rok temu, mieliśmy w biurze taką sytuację, że stanęły pod znakiem zapytania księgowania z ostatnich kilku lat. Dlaczego? Przepis się nie zmienił! Ktoś go inaczej odczytał i zmienił obowiązującą od lat interpretację. Co było dozwolone i prawidłowe, nagle stało się czymś wręcz przeciwnym. Podkreślam raz jeszcze, nikt nie zmienił przepisu!
Państwo w którym nawet nie dokonując zmiany w prawie, można jednego dnia robić coś prawidłowo, a następnego źle, to chore Państwo. W tej samej kwestii artykuł,dotyczący przepisu, który może dotknąć osoby fizyczne nie prowadzące działalności gospodarczej, czyli wielu z nas prywatnie. Artykuł tutaj.
A WOMAN WITHOUT HER MAN IS NOTHING
I kazał studentom wstawić znaki interpunkcyjne.
Ponoć wszyscy mężczyźni wstawili tak:
A WOMAN, WITHOUT HER MAN, IS NOTHING.
(Kobieta, bez swojego mężczyzny, jest nikim)
A kobiety tak:
A WOMEN: WITHOUT HER, MAN IS NOTHING.
(Kobieta: bez niej, mężczyzna jest nikim)
Jest różnica? :) W związku z tym mam małą refleksję. Czy ktoś mógłby nie dopuszczać do pisania ustaw debili, nie mających pojęcia o znakach interpunkcyjnych? Nie dalej jak rok temu, mieliśmy w biurze taką sytuację, że stanęły pod znakiem zapytania księgowania z ostatnich kilku lat. Dlaczego? Przepis się nie zmienił! Ktoś go inaczej odczytał i zmienił obowiązującą od lat interpretację. Co było dozwolone i prawidłowe, nagle stało się czymś wręcz przeciwnym. Podkreślam raz jeszcze, nikt nie zmienił przepisu!
Państwo w którym nawet nie dokonując zmiany w prawie, można jednego dnia robić coś prawidłowo, a następnego źle, to chore Państwo. W tej samej kwestii artykuł,dotyczący przepisu, który może dotknąć osoby fizyczne nie prowadzące działalności gospodarczej, czyli wielu z nas prywatnie. Artykuł tutaj.
2010/07/22
2010/07/20
Fotostory komórkowe.....
Założę się,że dużo Was tutaj, tylko tolerujących koty. Krzywdy nie zrobicie, ale żeby zaraz rękę do tego wyciągnąć to nie, co?
Moja przygoda z kotem zaczęła się, jakoś we wrześniu ubiegłego roku. I nie wyobrażam sobie już życia bez niego, a on?
No to posłuchajcie:
Halo. Dzień dobry, chyba się wyspałem, Ty też już wstajesz?

Ups, znowu chciałaś się przed nami ukryć. Po co Wy tu siadacie, kuwety nie macie?

Sara odczep się, ona teraz mnie będzie głaskać...

No dobra, teraz to ja bym się umył.

Halo, poproszę o wodę!

Bo mam tu pralkę i nie zawaham się jej użyć!

No dobrze, to idę sprawdzić czy mi rybek nie zagłodziłaś i czy filtr się nie zapchał.

O rany, widziałaś znowu kogoś kontrolują! Chodźmy zobaczyć to z bliska!
.jpg)

Wiesz co, ja się troszkę zmęczyłem, to Ty mi przygotuj jedzenie, a ja się zdrzeeeeeemnę :)

Uff, klima, boski wynalazek...

Co?! To już wieczór?
.jpg)
To poczytajmy trochę, no czekaj, jeszcze nie skończyłem...

No coś Ty! Idziesz już spać? Ja to bym jeszcze poszalał!

P.S. Zjazd kocie z laptopa! Wszystkie zdjęcia z komórki mi zgrałeś? Mam nadzieję, ze żadnego nie skasowałeś!
Moja przygoda z kotem zaczęła się, jakoś we wrześniu ubiegłego roku. I nie wyobrażam sobie już życia bez niego, a on?
No to posłuchajcie:
Halo. Dzień dobry, chyba się wyspałem, Ty też już wstajesz?

Ups, znowu chciałaś się przed nami ukryć. Po co Wy tu siadacie, kuwety nie macie?

Sara odczep się, ona teraz mnie będzie głaskać...

No dobra, teraz to ja bym się umył.

Halo, poproszę o wodę!

Bo mam tu pralkę i nie zawaham się jej użyć!

No dobrze, to idę sprawdzić czy mi rybek nie zagłodziłaś i czy filtr się nie zapchał.

O rany, widziałaś znowu kogoś kontrolują! Chodźmy zobaczyć to z bliska!
.jpg)

Wiesz co, ja się troszkę zmęczyłem, to Ty mi przygotuj jedzenie, a ja się zdrzeeeeeemnę :)

Uff, klima, boski wynalazek...

Co?! To już wieczór?
.jpg)
To poczytajmy trochę, no czekaj, jeszcze nie skończyłem...

No coś Ty! Idziesz już spać? Ja to bym jeszcze poszalał!

P.S. Zjazd kocie z laptopa! Wszystkie zdjęcia z komórki mi zgrałeś? Mam nadzieję, ze żadnego nie skasowałeś!
2010/07/19
Rocznicowo....

Ja, trąba jedna, przegapiłam rocznicę związku, dziewiątą- dziękuję, dziękuję! Za to otrzymałam dziewięć pięknych, czerwonych róż. Znaczy kocha, nieprawdaż? Mało tego! Tego samego dnia, przegapiłam rocznicę mojego bloga- Sto Lat Blogusiu :)!!!
Dlatego przyznaję, pod pewnymi względami przypominam faceta, ale nie swojego, kochanego (choć potrafi wkurzyć, potrafi :)) ), tylko tych wszystkich na których narzekacie na forach kobiety!
Czy jest na sali lekarz? Może ja potrzebuję jakiegoś szkolenia, z tych wszystkich babskich niezbędników? Nie, no nie myślcie sobie, uwielbiam te kwiaty, buziaki, no przecież, że uwielbiam:), ale sama mam wyraźne luki w pamięci operacyjnej ;/ Aha, żeby nie było, tylko raz marzyłam o białej sukni i całym tym cyrku, potocznie zwanym weselem. W wieku dwóch lat, wprawiłam rodziców w konsternację, wykrzykując, że "Chcę do ślupa!". Bardzo lubię... ale być na czyimś weselu.
Ileż to nerwów, przygotowań, załatwiania. A ślub moich marzeń? O zachodzie słońca, nad brzegiem jeziora, On i ja, świadkowie dla dopełnienia formalności, ten Pan co jest władny tego ślubu udzielić oraz rodzice, ocierający łzę chusteczką. No i wiadomo, najbliżsi i wsio. WSIO! Zero cyrku, przejmowania czy koleżance cioteczki smakowało, podobało się? Wygodnie było aby? Nie za ciepło? Nie za zimno? Już kiedyś coś takiego przerobiłam i zapewniam, to nie gwarantuje, ani szczęścia, ani trwałości, ani miłości wiecznej...
I wyobrażacie sobie,że od wielu lat, to ja jestem nagabywana o sformalizowanie związku? Kochany poszukajmy jakiegoś ładnego brzegu....:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


