Na naszej klatce wisi kartka "Kulturalnych ludzi zamykanie drzwi nie trudzi". Bo my bardzo kulturalna klatka jesteśmy, sami sprzątamy, dbamy o ogród wokół domu, mamy swój własny, to się wykazujemy. Nawet własną studnię mamy, niby do podlewania ogrodu, ale z niej nie korzystamy, bo się nam pompy instalować nie opłaca (sic!). Generalnie pełna kultura, każdy ma porządną pracę, zajebiście w mieszkaniu i swoje miejsce parkingowe.
Ja pierdziu, jest tak kulturalnie, ze hej! Nawiązujemy też dobrosąsiedzkie stosunki,
a nawet przyjaźnie-" Ty jesteś moją najlepsza przyjaciółką"- szlochała sąsiadce w rękaw." Daj buzi"- cmok na przypieczętowanie. A później chodzimy do innych i przekazujemy te wszystkie zdobyte tajemnice, pełna kulturka, temu spod F o tych spod E. Tej spod E o tych spod F i B. Kulturka jest się z czego pośmiać i można poczuć się lepszym od tego czy owego. A jak komuś nie pasuje to wypad! Będzie wrogiem, choć był "przyjacielem". Wtedy idzie się na jego piętro, puka do sąsiadów i mówi, że on ten wróg jest taki i owaki, że jeszcze tylko jedno mieszkanie trzeba przekonać, żeby ich nie lubili. I już, będzie kulturka. Można też napierniczać muzyką do trzeciej w nocy, w końcu taka kulturka, ze nikt nie ma prawa spać, kiedy inni chcą się bawić, kulturalnie, jak w klubie nocnym, włączając w to natężenie dźwięków. Tylko jak daleko można zajechać na dwulicowości?!
A żeby nie było smutno i mało optymistycznie, to opowiem Wam jeszcze jedną historię.
Chorwacja, mała wyspa Rab. Byczymy się na tych niewielkich połaciach plaży, obok Czesi,przekonani, ze nikt ale to nikt dookoła ich nie rozumie. Jeden z nich ogłasza na cały regulator "Oj, smerdnąłem sobe"!
Dzisiejszy wpis inspirują Scenki i Ania.
2011/01/10
2010/12/28
Poświąteczny bilans...
Urodziłam...nie wiem kiedy ,sic!(pewnie wtedy jak "odpuchłam" :), bo wyglądałam już tak,że sama swojej twarzy nie poznawałam), lekkie porody mnie cechują, co wcale nie oznacza, ze dam się namówić na kolejne, o nie, mowy nie ma! Tak głupia to ja nie będę i już!
Przed nami kolejny rok, w sklepach już daje się przyuważyć pierwsze wprawki do "nowego" Vatu, wszystko, no przynajmniej to niezbędne do życia, jakoś tak przypadkiem poszło w górę, potem dołoży się procencik Vat-ku, Vatokiciunia i bedzie coraz lepiej.
Ale już niedługo rozliczymy Was przewielcy z obietnic wyborczych , 3 x 15 %, haha. Powiedzcie to tym, którz żyją za tysiączka, bo dla mnie to mistrzowie świata.
P.S. Nie tam, żebym jakaś prawicowa była:)), ale tak mi się ten, jak się okazuje pseudoliberalizm spodobał i tak po zębach dostałam!!
Przed nami kolejny rok, w sklepach już daje się przyuważyć pierwsze wprawki do "nowego" Vatu, wszystko, no przynajmniej to niezbędne do życia, jakoś tak przypadkiem poszło w górę, potem dołoży się procencik Vat-ku, Vatokiciunia i bedzie coraz lepiej.
Ale już niedługo rozliczymy Was przewielcy z obietnic wyborczych , 3 x 15 %, haha. Powiedzcie to tym, którz żyją za tysiączka, bo dla mnie to mistrzowie świata.
P.S. Nie tam, żebym jakaś prawicowa była:)), ale tak mi się ten, jak się okazuje pseudoliberalizm spodobał i tak po zębach dostałam!!
2010/12/23

Rodzinnych, powtarzam rodzinnych, ciepłych, wspaniałych, miłych, wesołych, zdrowych i jeszcze raz zdrowych oraz pełnych miłości Świąt Bożego Narodzenia Wszystkim Blogowiczom, Blogopodczytywaczom oraz ich rodzinom życzy
Aga
p.s. Szopka podebrana z komputera mamuni, niestety nie znam źródła pochodzenia :)
2010/12/21
Urodziny życia...
Zgodnie z sugestią mojego ulubionego, ostrego Czarnego.pieprza stwierdziłam,że to bardzo nieładnie tak nie odzywać się na blogu. Bo jakże to? Tak milczeć i podczytywac bezczelnie? Nie uchodzi, nie uchodzi.
Opowiem Wam bajkę, jak kot palił...a przepraszam, jak Aga obchodziła tegoroczne urodziny, dodać należy, że jestem już przyzwyczajona, ze w ten świąteczny dzień większość narodu wiesza psy na jednym generale. Już mnie to nie rusza! W tamten poranek, kiedy ogłoszono stan wojenny dostałam swoją pierwszą, piękną kopertówkę i nosiłam ja do upadłego, mimo szczenięcego wieku miałam marzenia już skonkretyzowane i nie była to Barbie, ani inne Witch-e :) W tym roku w weekend przedurodzinowy dopadł mnie od dawna planowany remont przedsprzedażowy mieszkania rodziców. Zatem w sobotę rano stawiłam się pełna nastroju bojowego, gotowa do kładzenia tapet. Jako, że takie wysiłki, szczególnie w czas przedurodzinowy wymagają oprawy co najmniej żubrzej, zakupiłam żubróweczkę, soczek i do roboty! Dobrze nam się z tatą współpracowało, po kilku sążnistych przekleństwach, wychwalających "fachowość" budowniczych, którzy wspaniale wyprofilowali kąty, nieszczególnie proste, postawili ściany, niekoniecznie 2,50 na całej długości, gdzieś przy trzecim drinku, robota zaczęła iść zupełnie gładko! Tak sobie skakaliśmy, przycinaliśmy i było całkiem fajnie. Z racji remontu impreza domowa, będąca coroczną tradycją musiała zaczekać. I całe szczęście! Hipotetycznie, gdyby Aga zaplanowała balangę, musiałaby się odbyć bez samej zainteresowanej. Jako, że zainteresowana wpadła wieczorem do domu i jak wpadła, tak już nie siadła! Dostała takich bóli promieniujących od nerki, że o położeniu się czy siadaniu nie mogło być mowy. Pogotowie pomocy odmówiło, a kobita już nawet nogę podnieść się bała!!! Kochany tato w środku nocy podrzucił silne leki przeciwbólowe i jakoś do rana przeżyłam. Ranek przywitał mnie bólem ze zdwojoną siłą, na pogotowiu,do gabinetu lekarza wpadłam ze łzami jak grochy cieknącymi po twarzy! A ja generalnie jestem bólowy twardziel! Miła pani doktor z jeszcze milszą pielęgniarką podłączyły mnie pod kroplówkę z przeciwbólami i nic! Jak bolało tak boli. Starość nie radość- pomyślałam sobie i miałam ochotę odgryźć kawałek ściany.
Odesłana na odpowiedni ostry dyżur, przejechałam znowu pół miasta i pokornie ustawiłam się w kolejce. Rozmowy Polaków w poczekalni to temat na oddzielnego posta :), koło godziny 19.30 spokojnie ruszyłam do domu, który opuściłam ok. 9 rano!
Kamienia nerkowego ciągle nie "urodziłam"...
W związku z tym, na następne urodziny życzę sobie dużo zdrowia!
Opowiem Wam bajkę, jak kot palił...a przepraszam, jak Aga obchodziła tegoroczne urodziny, dodać należy, że jestem już przyzwyczajona, ze w ten świąteczny dzień większość narodu wiesza psy na jednym generale. Już mnie to nie rusza! W tamten poranek, kiedy ogłoszono stan wojenny dostałam swoją pierwszą, piękną kopertówkę i nosiłam ja do upadłego, mimo szczenięcego wieku miałam marzenia już skonkretyzowane i nie była to Barbie, ani inne Witch-e :) W tym roku w weekend przedurodzinowy dopadł mnie od dawna planowany remont przedsprzedażowy mieszkania rodziców. Zatem w sobotę rano stawiłam się pełna nastroju bojowego, gotowa do kładzenia tapet. Jako, że takie wysiłki, szczególnie w czas przedurodzinowy wymagają oprawy co najmniej żubrzej, zakupiłam żubróweczkę, soczek i do roboty! Dobrze nam się z tatą współpracowało, po kilku sążnistych przekleństwach, wychwalających "fachowość" budowniczych, którzy wspaniale wyprofilowali kąty, nieszczególnie proste, postawili ściany, niekoniecznie 2,50 na całej długości, gdzieś przy trzecim drinku, robota zaczęła iść zupełnie gładko! Tak sobie skakaliśmy, przycinaliśmy i było całkiem fajnie. Z racji remontu impreza domowa, będąca coroczną tradycją musiała zaczekać. I całe szczęście! Hipotetycznie, gdyby Aga zaplanowała balangę, musiałaby się odbyć bez samej zainteresowanej. Jako, że zainteresowana wpadła wieczorem do domu i jak wpadła, tak już nie siadła! Dostała takich bóli promieniujących od nerki, że o położeniu się czy siadaniu nie mogło być mowy. Pogotowie pomocy odmówiło, a kobita już nawet nogę podnieść się bała!!! Kochany tato w środku nocy podrzucił silne leki przeciwbólowe i jakoś do rana przeżyłam. Ranek przywitał mnie bólem ze zdwojoną siłą, na pogotowiu,do gabinetu lekarza wpadłam ze łzami jak grochy cieknącymi po twarzy! A ja generalnie jestem bólowy twardziel! Miła pani doktor z jeszcze milszą pielęgniarką podłączyły mnie pod kroplówkę z przeciwbólami i nic! Jak bolało tak boli. Starość nie radość- pomyślałam sobie i miałam ochotę odgryźć kawałek ściany.
Odesłana na odpowiedni ostry dyżur, przejechałam znowu pół miasta i pokornie ustawiłam się w kolejce. Rozmowy Polaków w poczekalni to temat na oddzielnego posta :), koło godziny 19.30 spokojnie ruszyłam do domu, który opuściłam ok. 9 rano!
Kamienia nerkowego ciągle nie "urodziłam"...
W związku z tym, na następne urodziny życzę sobie dużo zdrowia!
2010/12/03
Rękawiczki Mikołaja!

O tym, że Blogerzy to wielka siła nie muszę chyba nikogo przekonywać? Dlatego rozpropagujmy akcję rozpoczętą przez żołnierzy stacjonujących w Afganistanie.
Tutaj apel żołnierzy , a TUTAJ więcej o całej akcji
Dowiedziałam się od Stadust, Nivejki i od Uli
W końcu rękawice czy skarpety, to nie taki znów majątek, żeby nie spróbować jak to jest zostać Świętym....Mikołajem!
2010/11/30
Kocica....
Do sąsiadów przyplątał się kotek. No kocica, piękna, niebieskooka kopia mojego Citka. Jakoś latem, a może już wiosną? Kręciła się po posesji, łaziła za nimi jak pies, obdarowywała buziakami i przytulaniem. No i tak jej się zostało. Więc sąsiedzi, ludzie odpowiedzialni, postanowili kotkę wysterylizować, żeby ewentualnych maluchów nie skazywać na bezdomne życie i tułaczkę. Pojechał więc dumny właściciel do weterynarza, ten kotkę uśpił i kazał przyjechać za dwie godzinki.
Minęły szybko, pan jedzie po swoje kocię, a tu weterynarz z tajemnicza miną oświadcza:
-Wie Pan co? Pojawiły się dwa problemy.
Zmroziło sąsiada! Pewnie kotna była!
-Nie- weterynarz uśmiechnął się tajemniczo- okazało się, że to nie kotka, a kotek.
-I co? Wykastrował Pan?
-Wykastrowany, już był wykastrowany-dokończył spokojnie weterynarz.
Usłyszała dzisiaj i Wam tu relacjonuje Aga_xy!
Minęły szybko, pan jedzie po swoje kocię, a tu weterynarz z tajemnicza miną oświadcza:
-Wie Pan co? Pojawiły się dwa problemy.
Zmroziło sąsiada! Pewnie kotna była!
-Nie- weterynarz uśmiechnął się tajemniczo- okazało się, że to nie kotka, a kotek.
-I co? Wykastrował Pan?
-Wykastrowany, już był wykastrowany-dokończył spokojnie weterynarz.
Usłyszała dzisiaj i Wam tu relacjonuje Aga_xy!
2010/11/24
YAFUD.PL - z czym to się je ?
Odkryłam nowy portal yafud
To autentyczne historie, opowiadane przez ludzi. Na zachętę parę perełek:
Dziś poszedłem do kręgarza, bo od dłuższego czasu cierpię na nieprzechodzący ból pleców. Kręgarz kazał mi się położyć na brzuchu. Bez uprzedzenia skoczył mi na plecy. Zesrałem się przy tym w spodnie.
Wydawało mi się, że nie ma nic lepszego niż w Prima Aprilis wysłać żonie SMSa: "wiem, że masz romans". Myślałem, że to zabawne, dopóki nie usłyszałem w słuchawce jej szlochającego głosu: "Chciałam Ci powiedzieć od kilku miesięcy, ale nie wiedziałam jak..."
Dziś po kąpieli, przy której pomagała mi mama, położyłam inaczej niż zwykle moich dwóch nowo narodzonych bliźniaków... teraz nie mam pojęcia który jest który
Mój szef dał mi dzisiaj do wypełnienia ankietę o nim i powiedział, że jest anonimowa. Pracuję w dużej korporacji więc postanowiłem nie owijać w bawełnę i napisać mu zupełnie szczerze co o nim myślę korzystając z tego, że nigdy się nie dowie kto to napisał. Podczas przerwy na lunch zapytałem paru kolegów co napisali w ankiecie - wszyscy zgodnie zapytali: "Jakiej ankiecie?"
Jestem studentką weterynarii. Dzisiaj w ramach ćwiczeń dostałam zadanie masturbacji świni w celu pobrania próbki spermy. Jestem 19-letnią dziewicą, która swoją pierwszą przygodę erotyczną zaliczyła z knurem
Nie mogłam znaleźć dzisiaj komórki, więc postanowiłam zadzwonić na nią z telefonu mojego taty. Po wybraniu kontaktu "córcia", odebrała jakaś młoda kobieta słowami "Co tam, mój niegrzeczny misiaczku?"
Dzisiaj moja żona zmieniła na Facebooku status z "Zamężna" na "Wdowa". Jestem przerażony..
Ustawiłem złą datę urodzin na naszej-klasie i nawet matka wysłała mi życzenia.
Dzisiaj chciałem sprawdzić, jak mój pies by zareagował, gdybym dostał zawału. Upadłem więc teatralnie na podłogę. Pies mnie obwąchał, po czym podniósł nogę i mnie obsikał.
To autentyczne historie, opowiadane przez ludzi. Na zachętę parę perełek:
Dziś poszedłem do kręgarza, bo od dłuższego czasu cierpię na nieprzechodzący ból pleców. Kręgarz kazał mi się położyć na brzuchu. Bez uprzedzenia skoczył mi na plecy. Zesrałem się przy tym w spodnie.
Wydawało mi się, że nie ma nic lepszego niż w Prima Aprilis wysłać żonie SMSa: "wiem, że masz romans". Myślałem, że to zabawne, dopóki nie usłyszałem w słuchawce jej szlochającego głosu: "Chciałam Ci powiedzieć od kilku miesięcy, ale nie wiedziałam jak..."
Dziś po kąpieli, przy której pomagała mi mama, położyłam inaczej niż zwykle moich dwóch nowo narodzonych bliźniaków... teraz nie mam pojęcia który jest który
Mój szef dał mi dzisiaj do wypełnienia ankietę o nim i powiedział, że jest anonimowa. Pracuję w dużej korporacji więc postanowiłem nie owijać w bawełnę i napisać mu zupełnie szczerze co o nim myślę korzystając z tego, że nigdy się nie dowie kto to napisał. Podczas przerwy na lunch zapytałem paru kolegów co napisali w ankiecie - wszyscy zgodnie zapytali: "Jakiej ankiecie?"
Jestem studentką weterynarii. Dzisiaj w ramach ćwiczeń dostałam zadanie masturbacji świni w celu pobrania próbki spermy. Jestem 19-letnią dziewicą, która swoją pierwszą przygodę erotyczną zaliczyła z knurem
Nie mogłam znaleźć dzisiaj komórki, więc postanowiłam zadzwonić na nią z telefonu mojego taty. Po wybraniu kontaktu "córcia", odebrała jakaś młoda kobieta słowami "Co tam, mój niegrzeczny misiaczku?"
Dzisiaj moja żona zmieniła na Facebooku status z "Zamężna" na "Wdowa". Jestem przerażony..
Ustawiłem złą datę urodzin na naszej-klasie i nawet matka wysłała mi życzenia.
Dzisiaj chciałem sprawdzić, jak mój pies by zareagował, gdybym dostał zawału. Upadłem więc teatralnie na podłogę. Pies mnie obwąchał, po czym podniósł nogę i mnie obsikał.
2010/11/17
Lepiej....
Już mi lepiej, wiele się wyjaśniło, wiele da się przeżyć.
Przeszłam coś w rodzaju prywatnego katharsis i jest mi z tym lepiej, coraz lepiej. Nie przejmuję się już rzeczami i tematami, którymi nie warto sobie zaprzątać głowy. Zrobiłam już coś takiego całe wieki temu, potrafię!!!
Ściskam Was mocno i lecę do pracy! Bo póki co jestem zakopana w papierach, ale ja tu jeszcze wrócę, a może nie, może pojawię się gdzieś obok? Ale każdemu kto zechce ze mną pozostać, obiecuję wysłać maila z ewentualnym, nowym namiarem.
Miłego dnia!!!! :)
Przeszłam coś w rodzaju prywatnego katharsis i jest mi z tym lepiej, coraz lepiej. Nie przejmuję się już rzeczami i tematami, którymi nie warto sobie zaprzątać głowy. Zrobiłam już coś takiego całe wieki temu, potrafię!!!
Ściskam Was mocno i lecę do pracy! Bo póki co jestem zakopana w papierach, ale ja tu jeszcze wrócę, a może nie, może pojawię się gdzieś obok? Ale każdemu kto zechce ze mną pozostać, obiecuję wysłać maila z ewentualnym, nowym namiarem.
Miłego dnia!!!! :)
2010/10/27
Dopadły mnie!
Dopadły mnie! Uciekałam, chowałam się po katach, śmiałam cichutko, żeby nie usłyszały. Raz nawet udało mi się je zmylić, zgubiły mnie! Pewnie udały się po pomoc do specjalisty, detektywa jakiegoś, czy jak? Znowu się pojawiły, czułam ich oddech tuż za sobą. W końcu nie miałam siły już uciekać. I stało się! Dogoniły mnie i trzymają. Ech! Życiowe problemy...
2010/10/17
Niespodzianek czas!
Kochani, przepraszam za nieobecność, ale są czasami sprawy ważniejsze od całej reszty świata. Tak mi miło, że jednak zaglądacie, ze nawet sobie nie zdajecie sprawy!
Teraz będzie prywata, a w zasadzie dwie. Kolejność nie zależy od moich sympatii, a ustaliła się sama, tak jak się zadziała.
Droga Aniu!
Nawet nie wiesz jak zaskoczyłaś mnie swoją przesyłką, chleb pieczesz REWELACYJNY. Został pochłonięty tak szybko, że nie zdążyłam się nawet obejrzeć! Konfitury-poezja!!! Ja załapałam się na 3 kromki, resztę wysmarowali chłopaki w tempie błyskawicznym! Uznanie w oczach mojego syna, które niełatwo zdobyć:))). Ten facet zwyczajnie wie co dobre:)))
Swoją drogą miał być chleb, a przysłałaś tyle pyszności, że naprawdę aż mi głupio.
Mogę tylko prosić o wybaczenie, że nie pisałam od razu. Paczka dotarła do mnie w czwartek. A! I najważniejsze, Paweł prosił o przepis na chleb, jemu szczególnie podpasował ten większy :))))))))
A wszystko to dlatego, że wygrałam ogłoszony przez Anię konkurs!
I druga niespodzianka!
Mota, która prowadzi wspaniałego bloga, wylosowała spośród jego uczestników osobę, która zostanie obdarowana albumem-biografią Chopina. Mota dziękuję, nie wiem czy zasługuję, ale chętnie przeczytam! Chętnym też pożyczę! Nie będę taka :), wiem, że czytelnicy Moty, to ludzie naprawdę zainteresowani czymś więcej niż tylko czubkiem własnego nosa. Podobnie jak sama autorka, która wkłada wiele pracy i serca w przybliżanie minionych epok.
Kochani! A może ja powinnam jakiegoś totka puścić?!
Teraz będzie prywata, a w zasadzie dwie. Kolejność nie zależy od moich sympatii, a ustaliła się sama, tak jak się zadziała.
Droga Aniu!
Nawet nie wiesz jak zaskoczyłaś mnie swoją przesyłką, chleb pieczesz REWELACYJNY. Został pochłonięty tak szybko, że nie zdążyłam się nawet obejrzeć! Konfitury-poezja!!! Ja załapałam się na 3 kromki, resztę wysmarowali chłopaki w tempie błyskawicznym! Uznanie w oczach mojego syna, które niełatwo zdobyć:))). Ten facet zwyczajnie wie co dobre:)))
Swoją drogą miał być chleb, a przysłałaś tyle pyszności, że naprawdę aż mi głupio.
Mogę tylko prosić o wybaczenie, że nie pisałam od razu. Paczka dotarła do mnie w czwartek. A! I najważniejsze, Paweł prosił o przepis na chleb, jemu szczególnie podpasował ten większy :))))))))
A wszystko to dlatego, że wygrałam ogłoszony przez Anię konkurs!
I druga niespodzianka!
Mota, która prowadzi wspaniałego bloga, wylosowała spośród jego uczestników osobę, która zostanie obdarowana albumem-biografią Chopina. Mota dziękuję, nie wiem czy zasługuję, ale chętnie przeczytam! Chętnym też pożyczę! Nie będę taka :), wiem, że czytelnicy Moty, to ludzie naprawdę zainteresowani czymś więcej niż tylko czubkiem własnego nosa. Podobnie jak sama autorka, która wkłada wiele pracy i serca w przybliżanie minionych epok.
Kochani! A może ja powinnam jakiegoś totka puścić?!
2010/10/14
2010/10/10
Dialogi.
Czytam Wasze blogi, dzięki czemu przypominają mi się różne fakty z mego matko-życia. Pod wpływem lektury posta Nivejki , przypomniała mi się rozmowa z Młodym, chyba 14 letnim.
-Synu, ale ten czas leci, ani się obejrzę, a już będziesz pełnoletni.
-Ale będę mógł jeszcze wtedy z wami mieszkać?
Oj dzieci, dzieci:))
Fakt, niezbadane są drogi, jakimi dochodzicie do pewnych wniosków.
-Synu, ale ten czas leci, ani się obejrzę, a już będziesz pełnoletni.
-Ale będę mógł jeszcze wtedy z wami mieszkać?
Oj dzieci, dzieci:))
Fakt, niezbadane są drogi, jakimi dochodzicie do pewnych wniosków.
2010/10/05
Sara
Pewnego razu Sara wybrała się z nami do lasu, no do lasu z dwoma stawami. Jeden typowo hodowlany, drugi z częścią wydzieloną na kąpielisko. To tam, mając lat bodajże 10, stanęłam bosą stopą na denko od butelki, którą jakiś pseudodorosły raczył zbić zaraz przy plaży, tworząc coś na kształt tej drugiej części od "tulipanka" popularnego onegdaj wśród tej mniej sympatycznej części społeczeństwa. Ale do brzegu, do brzegu, bo ja nie o tym do jasnej, ciasnej!
Otóż psiura zadowolona, pokażcie mi taką, która się nie uśmiecha, jak z nią pojechać do lasu. Bryka więc sobie radośnie, czytając listy, to na tej trawce, to na tym krzaczku, ściga się z Larą, którą poznaliście tutaj i nagle patrzy, woda, woda!!! O Sara niejeden zbiornik wodny już widziała, generalnie uwielbia taplanie, jeziora uwielbia. No to co miała robić ujrzawszy wodę. Niczego nie podejrzewając zrobiła krok z brzegu, wprost do stawu hodowlanego. Patrzymy, patrzymy, oczom nie wierzymy, Sara była, Sary ni ma. Przy brzegu było dobre 1,5 metra, od razu, bez ostrzeżenia, więc nam psisko zanurkowało i wypłynęło dopiero po chwili, wielce zdziwione!
Albo kiedy pan zawołał Sarę, będąc z drugiej strony płotu z siatki. Psisko dobrze wychowane i posłuszne, rozpędziło się jak należy, radośnie machając ogonem i bum, bum odbiła się od siatki, zdziwienie na pysku, bezcenne :)
Generalnie mimika Sary jest bardzo wyrazista, kiedyś, bodajże na Nowy Rok, po imprezie Sylwestrowej jechaliśmy do rodziców, z moją siostrą i szwagrem, Tico, zwyczajowo zwanym tikusiem. Sara została załadowana z tyłu, miała bardzo mało miejsca i generalnie jej mina powiedziała nam jedno:
Wy mnie chyba ściemniacie, to nie może być auto!
Otóż psiura zadowolona, pokażcie mi taką, która się nie uśmiecha, jak z nią pojechać do lasu. Bryka więc sobie radośnie, czytając listy, to na tej trawce, to na tym krzaczku, ściga się z Larą, którą poznaliście tutaj i nagle patrzy, woda, woda!!! O Sara niejeden zbiornik wodny już widziała, generalnie uwielbia taplanie, jeziora uwielbia. No to co miała robić ujrzawszy wodę. Niczego nie podejrzewając zrobiła krok z brzegu, wprost do stawu hodowlanego. Patrzymy, patrzymy, oczom nie wierzymy, Sara była, Sary ni ma. Przy brzegu było dobre 1,5 metra, od razu, bez ostrzeżenia, więc nam psisko zanurkowało i wypłynęło dopiero po chwili, wielce zdziwione!
Albo kiedy pan zawołał Sarę, będąc z drugiej strony płotu z siatki. Psisko dobrze wychowane i posłuszne, rozpędziło się jak należy, radośnie machając ogonem i bum, bum odbiła się od siatki, zdziwienie na pysku, bezcenne :)
Generalnie mimika Sary jest bardzo wyrazista, kiedyś, bodajże na Nowy Rok, po imprezie Sylwestrowej jechaliśmy do rodziców, z moją siostrą i szwagrem, Tico, zwyczajowo zwanym tikusiem. Sara została załadowana z tyłu, miała bardzo mało miejsca i generalnie jej mina powiedziała nam jedno:
Wy mnie chyba ściemniacie, to nie może być auto!
2010/10/04
Zwierzakowo...
Jak dowiaduję się z zaprzyjaźnionych blogów STOP dzisiaj Dzień Zwierząt STOP zwierzęta w naszym domu są odkąd pamiętam STOP odkąd mamy więcej miejsca STOP mamy cały zwierzyniec STOP
Sara jest z nami już prawie 10 lat, trafiła do nas kiedy miała 3,5 roku. Państwo byli zmuszeni ją oddać. Strasznie to przeżyła, to najukochańsza sucza na świecie.

Moja kuzynka, która ją do mnie przyprowadziła, a swego czasu u mnie mieszkała, poszła któregoś wieczoru do sklepu, na stację, bo już późno było. Została tam zaczepiona przez "przystojniaka", lekko zagazowanego.
-Proszę pani a co to za rasa?
-To jest proszę pana bardzo rzadka w Polsce rasa. Owczarek alzacki miniaturka.
-Piękny pies, nie słyszałem o takiej rasie.
No! I tego będziemy się trzymać.
Akwaria, wielkie marzenie Pawła, jeszcze z dzieciństwa, niestety wcześniej nie mogło być zrealizowane.

Wiem, tutaj nie widać go dokładnie, ale dzięki temu zdjęciu macie pojęcie jaka to świetna lampka i telewizor w jednym.
Jest jeszcze drugie, mniejsze, z drugiej strony pokoju:)
I mieszkają w nim takie maluchy:

No i najmłodszy stażem Citosław, Citek po prostu :)

Sara jest z nami już prawie 10 lat, trafiła do nas kiedy miała 3,5 roku. Państwo byli zmuszeni ją oddać. Strasznie to przeżyła, to najukochańsza sucza na świecie.
Moja kuzynka, która ją do mnie przyprowadziła, a swego czasu u mnie mieszkała, poszła któregoś wieczoru do sklepu, na stację, bo już późno było. Została tam zaczepiona przez "przystojniaka", lekko zagazowanego.
-Proszę pani a co to za rasa?
-To jest proszę pana bardzo rzadka w Polsce rasa. Owczarek alzacki miniaturka.
-Piękny pies, nie słyszałem o takiej rasie.
No! I tego będziemy się trzymać.
Akwaria, wielkie marzenie Pawła, jeszcze z dzieciństwa, niestety wcześniej nie mogło być zrealizowane.
Wiem, tutaj nie widać go dokładnie, ale dzięki temu zdjęciu macie pojęcie jaka to świetna lampka i telewizor w jednym.
Jest jeszcze drugie, mniejsze, z drugiej strony pokoju:)
I mieszkają w nim takie maluchy:
No i najmłodszy stażem Citosław, Citek po prostu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
