Szukam pracy...-Powiedziało moje dziecko.
- Takiej na wakacje, ale nie chcę roznosić ulotek.
Dał ogłoszenie na popularnym portalu i szukał propozycji.
-Póki co, napisała do mnie jakaś dziewczyna,że mogę zostać konsultantką Avonu, ja KONSULTANTKĄ!!!!- opowiedział lekko zdegustowany następnego dnia.
Jakiś czas później wpadło mi w oko ogłoszenie, że znany skądinąd z wielu produkcji dla pewnej telewizji reżyser, poszukuje amatorów do paradokumentu. Zgłoszenia mile widziane, itd,itp.
Podesłałam link Synu i za chwilę odczytałam wiadomość: "Wysłałem zgłoszenie".Zadzwonili następnego dnia i zaprosili Młodego na casting. Ciekawa czy pójdzie, czekałam na jakąś wiadomość. Pojechał, przedstawił się jak należy, odegrał scenkę w której to wpada do domu, a tam...sąsiad pedofil dobiera się do jego młodszej siostry. W obronie tej siostry, o której nic mi nie wiadomo :) rzuca się na skurkowańca i go zabija. Następna scena miała miejsce na komisariacie. Potem jeszcze miał powiedzieć zdanie tonem: normalnym, wściekłym, zdołowanym i już. I nic. Minął tydzień, dzwoni Synu. Mamo zostałem zaproszony na jutro na plan reklamy. Tadam! Okazało się, że nie chodziło tylko o paradokument, ale Młody trafił już do jakiejś bazy danych i dziś cały dzień statystował w najnowszej reklamie bardzo znanego szamponu, tego wiecie Głowa&Ramiona, czy barki jak kto woli :), a inny pan zaprosił go na sobotę na casting do kolejnej reklamy. To jak, trzymacie ze mną kciuki?
A najlepsze, że Młody pojechał z nastawieniem "wszystko jedno co tam będą mi kazali odgrywać, byleby zarabiać wakacyjnie" i chyba brak tego parcia na szkło sprawił, że został przyuważony. No! To tak się chciałam pochwalić i powiedzieć, ze jak znam siebie, to ni cholery nie wydusiłabym słowa z własnej i nieprzymuszonej woli na takim castingu, oczywiście zakładając, że w ogóle odważyłabym się tam wejść!
2010/07/15
2010/07/08
Oj...
Strasznie zaniedbałam bloga przez ostatnie dwa tygodnie! Moja wina. Dlatego umówmy się, najpierw zrobię sobie ucztę z Waszych wpisów, a następnie przystąpię do poprawy i pokuty blogowej,ok?
2010/06/24
:)
Powiedzmy sobie szczerze Aniu, tak od razu zgadnąć, w pierwszym komentarzu? :)))
No oczywiście, że KLETYN. Specjalnie dla Ciebie :)
No oczywiście, że KLETYN. Specjalnie dla Ciebie :)
Zagadka
Mała Aga siedzi i zawzięcie coś rysuje.
-Co to jest Agniesiu?-pyta mama.
-No nie wies?! To ten kletyn z telewizi!
Pytanie? Co to za kretyn? Podpowiedź-poruszamy się w latach 70-tych.
Dla zwycięzcy zdjęcie, a może i materiał filmowy z kretynem w następnym poście,z dedykacją! Rodzina cicho :))!!!
-Co to jest Agniesiu?-pyta mama.
-No nie wies?! To ten kletyn z telewizi!
Pytanie? Co to za kretyn? Podpowiedź-poruszamy się w latach 70-tych.
Dla zwycięzcy zdjęcie, a może i materiał filmowy z kretynem w następnym poście,z dedykacją! Rodzina cicho :))!!!
2010/06/21
Sobotni wieczór....czyli uważaj, żeby warzywo z Ciebie nie wyszło.
-To jak, przyjeżdżasz do mnie i idziemy gdzieś "na miasto"?- spytało kochanie, jak już się dobrze nabyło w towarzystwie kolegów z podstawówki.
-Tak późno?
-Tak!
No dobra, idę, tak dawno razem nie wybywaliśmy, ze aż wstyd-pomyślała i zaczęła się szykować do wyjścia. Do autobusu zostało jakieś 15 minut.
Telefon.
-To jak będziesz dojeżdżać kochanie daj znać, wyjdę po Ciebie.Zaczekaj, zaczekaj,kolega chce z Tobą porozmawiać...
-Dobry wieczór pani. O co pani chodzi?
-???
-Proszę pani, jest pani taka zazdrosna, że nie może wytrzymać bez swojego mężczyzny?
-Proszę?! Nie musisz do mnie mówić "pani" - cóż za kurtuazja, przy całej chamowatości wypowiedzi-pomyślała sobie, po cichutku :)-no przecież nie będę Ci się tłumaczyć, że tak się umawialiśmy-pomyślała.
-Nie znamy się proszę pani- no, doprawdy święte słowa- to ja pani powiem, że X wróci dopiero nad ranem i co pani na to? Niech pani nie przyjeżdża.
A co ja mogę?-pomyślała-co ja mogę buraku jeden, tym bardziej pojadę, bo muszę zobaczyć takie fascynujące warzywo! Zabrała torbę, wskoczyła w buty i już za chwilę była na przystanku.
Kiedy przyjechała na miejsce, warzywny kumpel już szykował się do domu, nie był w stanie prawidłowo rejestrować rzeczywistości. Cała reszta ludzi super!
I tak sobie myśli, że musicie uważać panowie, po pierwsze panie i tak nie wierzą w to, że na następny dzień nic kompletnie nie pamiętacie, po drugie mogą Wam się pomylić "zazdrośnice", a później ciężko odzyskać dobry wizerunek!! Ha! Napisała Aga i zapowiada, że nie trzeba się oburzać, można zwyczajnie się z PANA pośmiać :)
-Tak późno?
-Tak!
No dobra, idę, tak dawno razem nie wybywaliśmy, ze aż wstyd-pomyślała i zaczęła się szykować do wyjścia. Do autobusu zostało jakieś 15 minut.
Telefon.
-To jak będziesz dojeżdżać kochanie daj znać, wyjdę po Ciebie.Zaczekaj, zaczekaj,kolega chce z Tobą porozmawiać...
-Dobry wieczór pani. O co pani chodzi?
-???
-Proszę pani, jest pani taka zazdrosna, że nie może wytrzymać bez swojego mężczyzny?
-Proszę?! Nie musisz do mnie mówić "pani" - cóż za kurtuazja, przy całej chamowatości wypowiedzi-pomyślała sobie, po cichutku :)-no przecież nie będę Ci się tłumaczyć, że tak się umawialiśmy-pomyślała.
-Nie znamy się proszę pani- no, doprawdy święte słowa- to ja pani powiem, że X wróci dopiero nad ranem i co pani na to? Niech pani nie przyjeżdża.
A co ja mogę?-pomyślała-co ja mogę buraku jeden, tym bardziej pojadę, bo muszę zobaczyć takie fascynujące warzywo! Zabrała torbę, wskoczyła w buty i już za chwilę była na przystanku.
Kiedy przyjechała na miejsce, warzywny kumpel już szykował się do domu, nie był w stanie prawidłowo rejestrować rzeczywistości. Cała reszta ludzi super!
I tak sobie myśli, że musicie uważać panowie, po pierwsze panie i tak nie wierzą w to, że na następny dzień nic kompletnie nie pamiętacie, po drugie mogą Wam się pomylić "zazdrośnice", a później ciężko odzyskać dobry wizerunek!! Ha! Napisała Aga i zapowiada, że nie trzeba się oburzać, można zwyczajnie się z PANA pośmiać :)
2010/06/17
:))))
Ponieważ wypisują do mnie koleżanki blondynki,czy to aby nie o nich ten poprzedni post, to zdecydowałam się pokazać moje zdjęcie blond i weźcie łaskawie pod uwagę, ze jest to jedno z bardziej ludzkich zdjęć :) Na zdjęciu najważniejszy dzień mojej Sis i mojego szwagra-brachola. Bo mówię do niego Brat, a co! Przypisany do mojej siostry, to mi wolno!

Zdecydowanie nie jestem blondynką :)))))
Zdecydowanie nie jestem blondynką :)))))
2010/06/16
Blondynką być...czyli babskie przekombinowanie.
Umówmy się na wstępie nie każdemu, każdy kolor włosów pasuje, a baby, szczególnie te, które dopada kryzys wieku średniego, upierają się, że blond odmładza i...już. Szturmują więc zakłady fryzjerskie w oczekiwaniu na cud przemiany i nadstawiają swoje czarne łepetyny do smarowania środkami wyżerającymi włosy. Efekt końcowy zazwyczaj jest pomiędzy dorodną marchewką a obsikanym papierem toaletowym w kolorze białym. Przy czym wspomniane wyżej siuśki powinny być po tygodniowej terapii jakimś silnym antybiotykiem, tylko wtedy mamy wyobrażenie koloru o jakim piszę:). I co? Zamiast powalać wyglądem, powalają na kolana...ze śmiechu. Dziewczyny zainteresujcie się jakim typem kolorystycznym jesteście, bo nie zawsze to co pasuje Zosi jest dobre dla Marysi, ok? Nie żebym święta była w tym temacie!!!! Samej mi kiedyś wpadło do głowy, żeby "coś" zmienić. Dlaczego akurat blond? Ano chciałam zobaczyć co i jak! Tym bardziej, że naturalnie, włosy rozjaśniały mi się na słońcu do koloru jasnozłotego kłosa. Rezultat był taki, że przyjaciel,, jak już chciał mi dowalić napisał tak : "Widziałem Cię kiedyś na jakiejś tam ulicy, byłaś blondynką, mało nie rozjechałem ludzi na pasach, takie to było wrażenie"- haha do dziś mam łzy w oczach, ze śmiechu oczywiście, jak sobie to przypomnę.
A w ramach bonusu wakacyjna mewa :)))

P.S. A taka Anita Werner - kojarzycie? Ostatnio strzeliła sobie blond, moim zdaniem wygląda genialnie!!!
A w ramach bonusu wakacyjna mewa :)))

P.S. A taka Anita Werner - kojarzycie? Ostatnio strzeliła sobie blond, moim zdaniem wygląda genialnie!!!
2010/06/07
I do mnie Komisja zawitała.....
Siedzę spokojnie w domu, a tu nagle stukanie do drzwi. Natarczywe, aż strach. Kto tam?-pytam niepewnie.
-Komisja do Spraw Moralizatorstwa i Udowodnienia Cudowności i Wspaniałości Rodziny!
O żesz w mordę! Maciek ma w miarę szczęśliwy wyraz twarzy? Uśmiechnij się synu, bo matkę zamkną. Sara melduj, ogon ma machać, nie drzyj pyska jak opętana, Citek futerko domyć, przybrać przyjemny wyraz pyska, Paweł....Paweł ja Cię proszę, nie burmusz się, troszkę uśmiechu, no! Noooo!!! Nooooo! Dziękuję! Maska optymizmu na twarz i otwieramy!!!
-Dzień Dobry! To pani prowadzi tego bloga w którego sama pani nie wierzy?
-Eeeee, no tak.
-Proszę Pani doszły nas słuchy, jakoby za wiele szczęścia wylewało się z Pani postów, tudzież innego dziadostwa ludzi drażniącego.
-Ale, że co? Przecież ja ostatnio o samych nieszczęściach piszę, a to kolano chore, a to sprzęty zniszczone, pożar prawie....eeeeee.
-Ale za wesoło! To może sugerować, że ma Pani oparcie w rodzinie i innych ludziach, co niektóre osoby może przyprawić o wzrost ciśnienia śródczaszkowego i nieszczęście gotowe.
-Ale z tą nogą to śmiesznie nie było, bo bolała bardzo i synu cierpiał niezmiernie....
-A jak to Pani opisała? No jak? Niejaki pkanalia to się nawet nieźle ubawił!
-A tak nie wolno?
-Nie wolno! Nigdy nie należy spoglądać na sprawy mało optymistyczne z pewną dozą humoru, lepiej czytelnika poinformować,że syn się obraził, a nie z błyskawicami wyjeżdżać! Wtedy wiadomo, ze wszystko w rodzinie w normie i za dobrze to Pani nie ma! Bo jak nie, odetniemy internet i zero pisania będzie!
-No dobrze, to ja się już postaram, przepraszam.
-I żeby to ostatni raz było! Następnym razem to weźmiemy na przesłuchanie do nas. Do widzenia!
To ja już chyba nie śmiem dopisać,że ostatnio o drugiej w nocy leżeliśmy z synem na podłodze, przy otwartym oknie dachowym, spoglądaliśmy w gwiazdy i rozmawialiśmy o marzeniach, życiu. A syn powiedział nawet,że jest jak w jakimś filmie. Nie! Boję się, jeszcze będzie,że mamy jakiś kontakt ze sobą, za dobry, czy jak?
-Komisja do Spraw Moralizatorstwa i Udowodnienia Cudowności i Wspaniałości Rodziny!
O żesz w mordę! Maciek ma w miarę szczęśliwy wyraz twarzy? Uśmiechnij się synu, bo matkę zamkną. Sara melduj, ogon ma machać, nie drzyj pyska jak opętana, Citek futerko domyć, przybrać przyjemny wyraz pyska, Paweł....Paweł ja Cię proszę, nie burmusz się, troszkę uśmiechu, no! Noooo!!! Nooooo! Dziękuję! Maska optymizmu na twarz i otwieramy!!!
-Dzień Dobry! To pani prowadzi tego bloga w którego sama pani nie wierzy?
-Eeeee, no tak.
-Proszę Pani doszły nas słuchy, jakoby za wiele szczęścia wylewało się z Pani postów, tudzież innego dziadostwa ludzi drażniącego.
-Ale, że co? Przecież ja ostatnio o samych nieszczęściach piszę, a to kolano chore, a to sprzęty zniszczone, pożar prawie....eeeeee.
-Ale za wesoło! To może sugerować, że ma Pani oparcie w rodzinie i innych ludziach, co niektóre osoby może przyprawić o wzrost ciśnienia śródczaszkowego i nieszczęście gotowe.
-Ale z tą nogą to śmiesznie nie było, bo bolała bardzo i synu cierpiał niezmiernie....
-A jak to Pani opisała? No jak? Niejaki pkanalia to się nawet nieźle ubawił!
-A tak nie wolno?
-Nie wolno! Nigdy nie należy spoglądać na sprawy mało optymistyczne z pewną dozą humoru, lepiej czytelnika poinformować,że syn się obraził, a nie z błyskawicami wyjeżdżać! Wtedy wiadomo, ze wszystko w rodzinie w normie i za dobrze to Pani nie ma! Bo jak nie, odetniemy internet i zero pisania będzie!
-No dobrze, to ja się już postaram, przepraszam.
-I żeby to ostatni raz było! Następnym razem to weźmiemy na przesłuchanie do nas. Do widzenia!
To ja już chyba nie śmiem dopisać,że ostatnio o drugiej w nocy leżeliśmy z synem na podłodze, przy otwartym oknie dachowym, spoglądaliśmy w gwiazdy i rozmawialiśmy o marzeniach, życiu. A syn powiedział nawet,że jest jak w jakimś filmie. Nie! Boję się, jeszcze będzie,że mamy jakiś kontakt ze sobą, za dobry, czy jak?
2010/05/26
Jak pragnę żyć, śpiewałam to :)

Kochana Mamo, gdy będę duży,
to Ci przywiozę małpeczkę z podróży.
Długim ogonkiem to zwinne zwierzę
będzie za Ciebie zmywać talerze.
Kochana Mamo, gdy będę duży,
to Ci przywiozę wielbłąda z podróży.
Na jego grzbiecie wygodnie siądziesz,
aby do pracy mknąć na wielbłądzie
Kochana Mamo, gdy będę duży,
to Ci przywiozę tłum zwierząt z podróży.
Niech wszystkie ze mną mówią to samo,
że bardzo Ciebie kochamy, Mamo.
Kocham Cię Mamusiu!!!!
2010/05/24
......................
- A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść.? - spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. - Co wtedy.?
- Nic wielkiego. - zapewnił go Puchatek. - Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika
- Nic wielkiego. - zapewnił go Puchatek. - Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika
2010/05/21
Powódź we Wrocławiu ....
Podsyłam Wam link z aktualizowanymi na bieżąco- dzięki nam wrocławianom -wpisom o sytuacji powodziowej we Wrocławiu. Link tutaj
Momuś wiem,że Ciebie żywo zainteresuje. Trzymajmy się!
Momuś wiem,że Ciebie żywo zainteresuje. Trzymajmy się!
2010/05/19
........
Budowanie szczęścia kosztem cudzego nieszczęścia, to nic dobrego nie wróży. Może napiszę....
2010/05/12
17....
2010/05/07
Męskość....
Spotkałam się ostatnio z poglądem, że mężczyzna przejmujący część obowiązków domowych to w ogóle nie jest facet! Upssss, Kochanie popołudniu przegląd techniczny :), muszę sprawdzić czy aby narządy Ci nie zanikają :)
Ponoć taki egzemplarz co to pomoże Ci przy odkurzaniu, to nie powinien siebie mienić gatunkiem męskim, generalnie amba, wstyd i profanacja. Taki prawdziwy to proszę Was na polowania jeździ, wojny internetowo-kulturalno-oświatowo-ęą prowadzi,ma dużo czasu bo wiecznie go widać w tej sieci i przede wszystkim ON utrzymuje rodzinę. Zapewnia jej byt! I żeby nie było ja tu personalnie do nikogo nie podskakuję, gdzież bym śmiała :D
Chciałabym tylko trochę przyjrzeć się temu tematowi.
Ponoć taka partnerka/żona/ukochana(niepotrzebne skreślić) to nawet nie chciałaby żadnej pomocy, tylko tak sama z tymi oknami, trzepaniem dywanów i wszystkimi tymi pierdołami z cyklu lekko, łatwo i przyjemnie sobie radzi, on tymczasem narąbie drewienek do kominka. Ona oczywiście w tym samym czasie wypieli cały ogród, nastawi trzecią pralkę, rozwiesi, a obiad pyrka się już od dwóch godzin i własnie dochodzi. Aha i ona się przy tym wszystkim realizuje i spełnia zawodowo, ale tak hobbystycznie tylko, bo utrzymać sama to ona się raczej nie zdoła.
Nie krytykuję, ok? Jeżeli coś obydwu stronom odpowiada, to nic mi do tego! Tylko tak sobie myślę, wysiadamy wczoraj z samochodu,z tyłu do zabrania zakupy. Męskie, czy nie męskie? Ja mam nieść jak ta arabka, czy on może mi pomóc? Zawsze mój kochany bierze te ciężary i wnosi do domu, bo to cholera chyba męska rzecz dźwignąć "cuś" na swoich barkach, ale, ale...może ja go na pośmiewisko wystawiam, zakupy? Żarcie? Przecież to rola kobiety! Stop! Z drugiej strony to łupy, łupy i już. Upolowali my żarcie, to niech mi je rzuci do stóp, w kuchni najlepiej, nie będę dźwigać przez całą chałupę! Stop! A może ja jakaś dziwna jestem? Niech on sobie lepiej w tym samochodzie pogrzebie, skoro lubi, albo niech w gniazdkach znowu pokombinuje, zrobi, zaliczy mu się pracy męskiej na pół roku i z głowy.
Jedźmy dalej, gdyby tak odpukać, tfu,tfu i na karaluchy urok, bo psy lubię, jemu się coś stało, to która z nas da radę pociągnąć dalej? Ja, której wystarczy do pierwszego z tej działalności, co to jej może hobbystycznie nie traktuję, ale żyję dzięki niej, czy takiej kobiecie uzależnionej finansowo? Naprawdę, nie ma śmiechu, pieniądze z ubezpieczenia czy innego dziadostwa kiedyś się skończą i jeżeli ona da radę kontynuować jego działalność to chwała jej za to, ale jeżeli nie ma uprawnień czy też umiejętności żeby to pociągnąć, to co? Nie mam żadnych skrajnych poglądów, wyskrobać bym się nie wyskrobała, bo zwyczajnie nie potrafiłabym i już, nie mam nic przeciwko traktowaniu mnie jak kobiety, z szacunkiem i całowaniem po rękach włącznie, parytety uważam za totalny debilizm, nie można narzucić kobietom, ze mają robić coś wbrew sobie, może nie wszystkie są drapieżne i chcą władzy i wejścia w brutalny świat "prawdziwych" mężczyzn. Te mające odpowiednią ilość ambicji i tak spełnią się i zawodowo i jako bojowniczki, bez zapisywania na papierze, że ktoś ma je za takowe uznać. Nie parytetami się to załatwi, bo my ich nie potrzebujemy.
I powracając do skrajności i popadania w przesadę, co w tym złego, ze ukochany pomoże w ciężkiej harówie, oboje pracujemy, każde z nas łoży na wspólny dom. Jestem kobietą, prąd omijam z daleka, ale w żelazku chętnie pogrzebię, bo mnie to ciekawi, bardziej cholera niż doprawianie zupy. Bo zupa jest nudna, odkurzanie jest nudne i robię to tylko ze względu na posiadane poczucie estetyki i chęć przebywania w ładnym i czystym otoczeniu, a nie dlatego, że czuje w tym jakąś misję :D, ok? Nie ze mną te numery! Łatwo wyrażać skrajne poglądy o męskości, będąc mężczyzną, bo wtedy, jak już się namierzy łanię, która się podda temu naporowi testosteronu, mamy wygodę i tyłka sobie nie zawracamy tymi pierdołami dnia codziennego, ale żeby ona czuła się spełniona, wmawiamy jej, ze jest ostoją i strażniczką domowego ogniska i tylko dzięki niej to wszystko funkcjonuje, w międzyczasie głaszczemy piękne nóżki jakiejś bardziej zbuntowanej przedstawicielki płci pięknej, takiej co to na żonę to się na pewno nie nadaje :).
Jestem babką, która i pomalować i dokręcić śrubkę potrafi, choć nie każdą, wtedy wołam ukochanego na ratunek, bo on zawsze da radę! I naprawi! I wiecie co, dla mnie to półtorej gościa i dwóch mężczyzn w jednym!
Ponoć taki egzemplarz co to pomoże Ci przy odkurzaniu, to nie powinien siebie mienić gatunkiem męskim, generalnie amba, wstyd i profanacja. Taki prawdziwy to proszę Was na polowania jeździ, wojny internetowo-kulturalno-oświatowo-ęą prowadzi,ma dużo czasu bo wiecznie go widać w tej sieci i przede wszystkim ON utrzymuje rodzinę. Zapewnia jej byt! I żeby nie było ja tu personalnie do nikogo nie podskakuję, gdzież bym śmiała :D
Chciałabym tylko trochę przyjrzeć się temu tematowi.
Ponoć taka partnerka/żona/ukochana(niepotrzebne skreślić) to nawet nie chciałaby żadnej pomocy, tylko tak sama z tymi oknami, trzepaniem dywanów i wszystkimi tymi pierdołami z cyklu lekko, łatwo i przyjemnie sobie radzi, on tymczasem narąbie drewienek do kominka. Ona oczywiście w tym samym czasie wypieli cały ogród, nastawi trzecią pralkę, rozwiesi, a obiad pyrka się już od dwóch godzin i własnie dochodzi. Aha i ona się przy tym wszystkim realizuje i spełnia zawodowo, ale tak hobbystycznie tylko, bo utrzymać sama to ona się raczej nie zdoła.
Nie krytykuję, ok? Jeżeli coś obydwu stronom odpowiada, to nic mi do tego! Tylko tak sobie myślę, wysiadamy wczoraj z samochodu,z tyłu do zabrania zakupy. Męskie, czy nie męskie? Ja mam nieść jak ta arabka, czy on może mi pomóc? Zawsze mój kochany bierze te ciężary i wnosi do domu, bo to cholera chyba męska rzecz dźwignąć "cuś" na swoich barkach, ale, ale...może ja go na pośmiewisko wystawiam, zakupy? Żarcie? Przecież to rola kobiety! Stop! Z drugiej strony to łupy, łupy i już. Upolowali my żarcie, to niech mi je rzuci do stóp, w kuchni najlepiej, nie będę dźwigać przez całą chałupę! Stop! A może ja jakaś dziwna jestem? Niech on sobie lepiej w tym samochodzie pogrzebie, skoro lubi, albo niech w gniazdkach znowu pokombinuje, zrobi, zaliczy mu się pracy męskiej na pół roku i z głowy.
Jedźmy dalej, gdyby tak odpukać, tfu,tfu i na karaluchy urok, bo psy lubię, jemu się coś stało, to która z nas da radę pociągnąć dalej? Ja, której wystarczy do pierwszego z tej działalności, co to jej może hobbystycznie nie traktuję, ale żyję dzięki niej, czy takiej kobiecie uzależnionej finansowo? Naprawdę, nie ma śmiechu, pieniądze z ubezpieczenia czy innego dziadostwa kiedyś się skończą i jeżeli ona da radę kontynuować jego działalność to chwała jej za to, ale jeżeli nie ma uprawnień czy też umiejętności żeby to pociągnąć, to co? Nie mam żadnych skrajnych poglądów, wyskrobać bym się nie wyskrobała, bo zwyczajnie nie potrafiłabym i już, nie mam nic przeciwko traktowaniu mnie jak kobiety, z szacunkiem i całowaniem po rękach włącznie, parytety uważam za totalny debilizm, nie można narzucić kobietom, ze mają robić coś wbrew sobie, może nie wszystkie są drapieżne i chcą władzy i wejścia w brutalny świat "prawdziwych" mężczyzn. Te mające odpowiednią ilość ambicji i tak spełnią się i zawodowo i jako bojowniczki, bez zapisywania na papierze, że ktoś ma je za takowe uznać. Nie parytetami się to załatwi, bo my ich nie potrzebujemy.
I powracając do skrajności i popadania w przesadę, co w tym złego, ze ukochany pomoże w ciężkiej harówie, oboje pracujemy, każde z nas łoży na wspólny dom. Jestem kobietą, prąd omijam z daleka, ale w żelazku chętnie pogrzebię, bo mnie to ciekawi, bardziej cholera niż doprawianie zupy. Bo zupa jest nudna, odkurzanie jest nudne i robię to tylko ze względu na posiadane poczucie estetyki i chęć przebywania w ładnym i czystym otoczeniu, a nie dlatego, że czuje w tym jakąś misję :D, ok? Nie ze mną te numery! Łatwo wyrażać skrajne poglądy o męskości, będąc mężczyzną, bo wtedy, jak już się namierzy łanię, która się podda temu naporowi testosteronu, mamy wygodę i tyłka sobie nie zawracamy tymi pierdołami dnia codziennego, ale żeby ona czuła się spełniona, wmawiamy jej, ze jest ostoją i strażniczką domowego ogniska i tylko dzięki niej to wszystko funkcjonuje, w międzyczasie głaszczemy piękne nóżki jakiejś bardziej zbuntowanej przedstawicielki płci pięknej, takiej co to na żonę to się na pewno nie nadaje :).
Jestem babką, która i pomalować i dokręcić śrubkę potrafi, choć nie każdą, wtedy wołam ukochanego na ratunek, bo on zawsze da radę! I naprawi! I wiecie co, dla mnie to półtorej gościa i dwóch mężczyzn w jednym!
2010/05/01
Kobieco... było tylko dla orłów, teraz jest tylko dla kobiet!
Dzisiejszy wpis tylko dla kobiet:), mam taką zdolną psiapsiółę, która od lat bawi się w robienie pięknych pazurów. No to jakby co, to się chwalę....bo mi zrobiła :)
I powiem Wam w tajemnicy, że wypróbuje na mnie jeszcze nową metodę zdobienia :)
A jak macie ochotę, to zerknijcie jaką mam zdolną siostrę, w linkach po prawej albo tutaj!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

