Zapiski już nie nastolatki,a ciągle zbuntowanej baby :)))
- A ty kto?
- Dobra wróżka...
- Z siekierą?
- A widzisz jak ty mało wiesz o dobrych wróżkach?
Witam Piotra na naszym forum, bo wierzę, że może komentować mu nie wolno, ale czytać chyba mu pozwalają? :)A jakby co, to komentuj we śnie, spoko wszystko przekażę :)) Piotr przyszła wiosna, a mi dziś w pracy padł komputer. Na szczęście w domu maszyna sprawna! Poznaję teraz mnóstwo ludzi, trafiam na blogi na które wcześniej nie miałam szansy trafić, czytam o Piotrze- dobry człowiek, z poczuciem humoru, przyjaciel, dla każdego miał dobre słowo. Tak było... Mówią tak" Jaki poniedziałek, taki cały tydzień. No to ja będę miała niezły ubaw. Ponieważ machina padła na nos i podnieść się nie raczyła, postanowiłam choć odrobinę nie zmarnować dnia, więc pomyłam mamine okna i lustrzane drzwi mega szafy, że o lustrach w łazience nie wspomnę, nie będzie mi się mamina przemęczać! Za to ja już jestem nastawiona na cały tydzień sprzątania :))) Proszę mi się tu nie oczekiwać mega wywodu o jasno określonej tematyce, tym razem nudne bleblanie o dniu codziennym. O tym,że dostałam od Pawła 20 pięknych tulipanów, tak już poza Dniem Kobiet (wow), chyba wiem dlaczego.... czekały na mnie po Twoim pogrzebie Piotr. I jak tu nie kochać takiego faceta? Wiecie kto mnie przytulił gdy płakałam? Bo płakałam Piotr, wiem, ze wolałbyś żebym suszyła zęby, ale spróbuj sobie sam w takiej sytuacji, a nie wymądrzasz się tam z góry. I jakoś leci, dalej, w końcu i tak wszyscy spotkamy się gdzieś tam..... W całym tym blogowaniu najlepsze jest to, że człowiek, który czasami myśli, że świat zmierza w stronę zezwierzęcenia, patrzy z przerażeniem, że bez prochów nie ma ekstra zabawy, taki człowiek spotyka nagle mnóstwo ludzi o wyraźnie ukształtowanej wrażliwości i przestaje się martwić, że został już on sam i ta garstka ludzi, których dopuszcza bliżej do siebie..... I na koniec moje promyczki:
Więc Piotr nie będziesz miał nic przeciwko? Taki był gdy go poznałam w sieci. Zachowałam oryginalną pisownię, na forum zazwyczaj nie używaliśmy polskich znaków.....
"To ja moze ni z gruszki, ni z pietruszki wspomne o pewnych pracach recznych;). Pamietam mielismy uszyc fartuszek kuchenny na bazie kwadratu. Mama wykosztowala sie strasznie na ten kwadratowy kawalek kretonu w niebieskie kwiatuszki i trzy metry tasiemki na troczki:))) ( a pro po tasiemek, do tej pory mam fobie dotyczaca tzw "aksamitki" ktora w moich czasach byla obowiazkowym elementem galowego ubranka ucznia echhh. Biala koszulka i ta cho...rna kokardka z aksamitki pod szyja brrr ). Wracajac do fartuszka;) za nic nie szlo mi to szycie, wiec gdy Pani Zadka spytala kto umie obslugiwac maszyne do szycia ( trzy takie maszyny staly w klasie ) natentychmiast sie zglosilem!!! Oczywiscie maszyny obslugiwac nie umialem, ale wyobrazcie sobie uszylem ten fartuszek krecac bocznym kolkiem;))))))nie dotykajac nawet pedalu:))))
Z rozpedu nieco opowiem tez historie pewnego wypracowania co w pamieci sie jeszcze kolacze;). W klasie trzeciej chyba zadano nam do domu wypracowanie "O kotku". Zapomnialem o nim calkiem i na lekcji znalazlem sie bez domowej pracy. Pech chcial, ze to mnie wlasnie Pani kazala wypracowanko przeczytac:(. Otworzylem zeszyt i przeczytalem cale zadanie z pustych kartek!!! wymyslajac je napredce;). Wszystko by ok bylo gdyby Pani nie uparla sie oceny w zeszycie akurat postawic. No i wydala sie cala moja improwizacja ;(. :)))))))))
A czy ja cos zlego zrobilem jakiemus koledze hmmm. Biustonosza nie nosilem wiec ten powod wlaczenia agresora jaki Danusia wymienila odpada!!!;). Natmiast mialem niebywala przyjemnosc usunac zabka jedynke koledze stosujacemu wobec mnie terror psychologiczny. Nigdy wczesniej, ani pozniej nie udalo mi sie kamieniem z taka dokladnoscia w cel trafic echhh. A raz to nawet z braku "wrogow" zrobilem krzywde sam sobie;), gdy to rozpedzony do granic mych dzieciecych mozliwosci nie wyhamowalem i potraktowalem z tzw "byka" jedna z tablic naszej szkoly. Ta wyrwala sie z mocujacych hakow i gdy pani weszla, ujzala najpierw chmure kredowego pylu. A gdy ten sie rozwial, rumowisko zobaczyla i mnie powstajacego niczym feniks z popiolow;). Fartuszek osobiscie wytrzepala mi potem mama!!! zapominajac chyba jednak o tym, ze bylem w nim w srodku;))))))))))))))))))
W wiekszosci jednak przypadkow bylismy wobec kolegow jak i sprzetow szkolnych nastawieni przyjaznie. Czego nie mozna powiedziec o naszym stosunku do przedstawicieli szkoly nr 102. A mielismy "przyjemnosc" spotykac sie z nimi na lekcjach religii. Szanujac jednak swiete miejsce nasza miedzyszkolna "wojne" rozpoczynalismy dopiero w parku. Tam rozgrywaly sie sceny mozna by powiedziec dantejskie. Jakos znikal w nas duch Nowego Testamentu i zamiast nadstawiac drugi policzek, stosowalismy starotestamentowa zasade - oko za oko. Dla wiadomosci przyszlych pokolen SP 74, choc byla nas garstka bronilismy z zapalem honoru Naszej Szkoly!!!!! mimo iz czlowiek nieraz wracal w strzepach caly, lub skapany w parkowej fontannie ciekl po drodze do domu;)
A propos komunikacji okienno balkonowej. To bodajze w klasie trzeciej po powrocie ze szkoly zastalem chalupke na cztery spusty zamknieta. Tylko lufcik dosc wysoko od strony podworka byl uchylony. Nie patrzac wiec na nic przez tenze lufcik z dosyc duzym trudem wslizgnalem sie do srodeczka. Niestety wyladowalem w barszczu bialym co na parapecie sobie stal. Coz bylo poradzic, kielbase biala spod kredensu wylowilem;)a potem szmata po linoleum ten barszczyk rozprowadzilem nieco. Efekt byl piorunujacy!!!!! Pamietajcie zadna pasta ani zaden z tych nowomodnych specyfikow nie da takiego polysku!!!!!jak barszcz bialy wlasnie;). Niestety niedoceniono mego wynalazku i jak zwykle musialem zmykac przed scierka mamusi:))))))
Agnieszka napisał(a): Ty Piotr to nie dałeś się mamie ponudzić:-D W porownaniu z kolegami to ja wzor cnot wszelkih bylem i janiolek;)
PS. A propos nudzenia: na I Komunie u Bonifacego dostalem kolarzowke od mego tatusia. W garniturku jeszcze naszla mnie koniecznosc wielka jej wyprobowania. Poniewaz po podworku sennie sie przechadzaly kolezanki w swych bialych sukienkach, proba odbyc sie miala na pobliskim placu budowy. Tak tez sie stalo, no i wszysko byloby dobrze chyba gdybym... nie wyladowal szczupaczkiem w pewnej beczce smoly echhhh;)))))))). Ot powiedza teraz stary zdurnial i zmysla;) slowo zucha SP74!!!!! ze tak wlasnie bylo:)
Talentow wokalnych to chyba nigdy nie mialem, zreszta choru nie pamietam. Za to rodzice by mnie nieco odchudzic;) zapisali mnie do dzieciecego zespolu baletowego "Balerinka" przy pl.Solnym. Bardzo jednak szybko skonczyly sie me marzenia o zostaniu "Primabaleronkiem";)))))), gdyz na pierwszych zajeciach juz, podczas nauki dygow i uklonow uszkodzilem nieco swoimi lapskami cwiczaca tuz obok wiotka kolezanke:)))))))))) "
Umarł i ....o Boże dlaczego? To nie był starszy pan,powinien żyć, tyle radości wniósł w moje życie, poznałam go na forum NK, chodziliśmy do tej samej podstawówki, On trochę wcześniej. Łzy płyną mi z oczu, bo choć nie poznałam Cię osobiście, to czułam jakby tak było. To Tobie wyjawiłam gryzący mnie problem i Ty pomogłeś mi swoimi smsami. Nie napiszesz już do mnie w Sylwestra, nie będę mogła odpisać? Piotr....dlaczego???? http://kogut-domowy.blog.onet.pl/2,ID402469407,SL402520621,index.html Nie byłeś Kogutem, byłeś dobrym, pełnym ciepła człowiekiem. Będziesz wnosił radość tam, gdzie poszedłeś. Ucałujesz Mamę za którą tak tęskniłeś. Pozdrów moje babcie i dziadków i nie martw się nie zapomnimy.......
Nasajmpierw zwierzyna przyszła się przytulać, więc pomyślała sobie Aga,że chce mieć zdjęcie, z psem i kotem wtulonymi jak te pluszowe misie. Poprosiła o uwiecznienie momentu, najpierw On nie włączył lampy, później to zrobił, ale skrzywił się i powiedział jej,że zrobiła głupią minę, (głupia mina w kolejności chronologicznej), więc Aga się obraziła, bo co to kurde jest i sama sobie strzeliła fotki ze zwierzyną.On już jej parę razy na imprezach też krzyczał:Aga, ze niby miny nie takie robi, no dobra Aga może fotogeniczna nie jest, ale przy koleżankach się tak nie robi. I pomyślała, że on chyba dawno Drzyzgi nie oglądał, bo niektóre panie w jej wieku już nie chcą sobie zdjęć robić. I tak obrażona Aga poszła spać! I będzie śniła,że obrzuca go burakami! P.S. Aga jest w wersji podomkowej, w dresie dziecku na ulicy siary nie robi! P.s.2 W tle za Agą portret Sary, namalowany przez może 7-mio letniego Maćka, prawda, że podobna? P.S.3 Patrycjo Aga dostała tulipanki, ale jakie słodkie, a generalnie wywołuję już wiosnę, jajka mi na gałęziach zakwitły, zwiędłe bombki poszły w zapomnienie :))))
- Kochanie, wybieraj, co byś chciała na 8 marca? Brylantową kolię, futro z norek, willę na Lazurowym Wybrzeżu? - Kochanie, wszystko, czego pragnę, to wieczoru z Tobą i Twojej miłości. - Cięcie! - powiedział reżyser.
No dobra przyznajcie trochę mnie już znacie, łapówy w życiu nie dałam, wkurza mnie oszustwo, nawet kuzynka niesłusznie pobierająca zasiłki, z naszych podatków kurde, mnie wkurza! Rzadko proszę o pomoc, generalnie radzę sobie sama.Ale tym razem nie da rady! Spokojnie, Kochani żadnych pieniędzy, zwyczajnie proszę o kliknięcie w banerki, to nic nie kosztuje, a pomoże mi i dwóm świetnym dziewczynom. Bierzemy udział w konkursie i potrzebujemy Waszych głosów! Same już sobie dużo nie naklikamy, a musimy tak do 21 marca zbierać głosy,żeby utrzymać się na liście rankingowej. To jak, możemy na Was liczyć? Codziennie można zagłosować 1-2 razy, nie więcej! Miłych "czytaczy" też proszę! Pooomożecie? Obiecuję wklejać wszystkie przemiłe posty skierowane pod Waszym adresem, ode mnie i moich koleżanek! Oj poczytacie sobie, bo to babki pełne niesamowitego poczucia humoru!
Ten jest mój:
Ten Madziuni
A tu Rudej
A za każdy głos serdecznie dziękujemy i ślemy serdeczne uśmiechy! :DDDDDDDDD
Prawie trzy lata temu stanęliśmy przed koniecznością wyboru kredytu hipotecznego. Cóż zachciało się nam metrażu o jakim nasi rodzice jeszcze jakiś czas temu nie śmieliby marzyć, aby nie narazić się nadmetrażem władzy ludowej, że o byciu prywatnym właścicielem nie wspomnę. Zostawmy nieboszczkę Ludową w spokoju, odeszła w zasłużony niebyt i dobrze! Tak, zaczęliśmy od wizyty u dumnie brzmiąco, przynajmniej z nazwy DORADCY FINANSOWEGO. Poprosiliśmy o przedstawienie ofert banków obecnych w owym czasie na rynku. Ale...każdemu doradcy wychodziło,że najlepszy jest bank Mill....-wiecie który, prawda? Nie bardzo dowierzałam w tą "najlepszość", więc zaczęłam sama przeglądać oferty i znalazłam co najmniej parę godnych uwagi. W owym czasie, byłam podatna na informacje płynące z reklam kredytów hipotecznych (och, pięknie śpiewała Anna Maria Jopek :D)- swoją droga popatrzcie sobie z łezką w oku na oprocentowanie :D
Wiecie,że prawie się zdecydowałam dla tego singla na to Mill... ! :) Pewien znany z programu "Europa da się lubić" aktor,Tony Hyyryläinen ryczał do mnie z telewizora jakie to proste z Nordea mieć własny dom! Noż kurka, tak proste, że nie mogłam nie umówić się z doradcą od kredytów hipotecznych!!! Cóż za przyjazny bank! Jakież świetne podejście do klienta i jego potrzeb!!! Jedziemy! Termin ustalony, godzina, a jakże jakaś poranna, 9.00 chyba. Doradca znany nam z imienia i nazwiska, pędzimy na łeb, na szyję, żeby się nie spóźnić, bo jak to wygląda!! Wchodzimy do banku, pytamy o pana X i słyszymy - Jeszcze go nie ma. Ok, czekamy, mamy jeszcze 10 minut do spotkania, pełni jak najlepszych przeczuć- co ta reklama robi z ludźmi :)))). Czekamy, czekamy....czekamy. Mija pół godziny, pana X ni widu, ni słychu. Ja jestem grzeczna i cierpliwa, ale strasznie nie lubię jak się mnie lekceważy. Pytam więc, ciągle grzecznie kolegów pana X, czy ma on zamiar pojawić się w pracy? Ależ owszem, jedzie, tylko korki.... Tak, dla nas korki zniknęły akurat na moment przejazdu, bo my mamy własną obstawę, która oczyszcza dla nas trasę, a pan X szaraczek, nie i biedny musi się zmagać z żywiołem! Przyjechał po bagatelka... 40 minutach, w czasie których czułam się jak w poczekalni u lekarza. Niespecjalnie nawet przepraszał, korki- magiczne słowo w jego mniemaniu załatwiało całą sprawę. Jasne, bo my nie pracujemy i tak dla przyjemności lubimy sobie przesiadywać w poczekalni jakiegoś banku, hobby takie mamy! Ale nic, zaciskam zęby i zaczynamy rozmowę. Chcę wiedzieć do cholery jaką mamy dla banku zdolność, jakie jest oprocentowanie i inne warunki kredytu, a pan X wyjeżdża mi z tekstem, czy wiem jakie oni miewają problemy z deweloperami, czy nieruchomość ma księgę budowy i odbiory techniczne, bo później różne jaja wychodzą. Panie X nie jestem idiotką, nie kupuję dziury w ziemi,ale stojące już, gotowe do wykończenia mieszkanie, a te pytania to do dewelopera! Jaką ja mam do jasnego gwinta (no w myślach oczywiście te gwinty) dla was wiarygodność i na co mogę liczyć? A pan X swoje przypadki wyłuszcza, głuchy i ślepy na nasze potrzeby. Po 15 minutach byłam skutecznie zniechęcona: a) do brania kredytu b)do kupna mieszkania c)do Garniturów siedzących we wszystkich bankach świata d)do niewychowanych, spóźniających się palantów przede wszystkim! Jak to powiada moja sis, pomyślałam sobie"Do brzegu panowie, do brzegu" poprosiłam o stertę papierów do wypełnienia i zmyliśmy się z tego przyjaznego i bezproblemowego (LOL) banku. Zaraz po wyjściu wykorzystaliśmy pierwszy napotkany kubeł na śmieci, wyrzucając do niego tą stertę papierów od pana X, z wizytówką włącznie. Tony Ty tak pięknie reklamujesz, a oni wykonują taką krecią robotę, a od niedawna znów ryczysz, że macie najlepsze konto osobiste. Jasne, już Ci wierzę!!!!!:))))
Pytanie postawione w tytule nie dla każdego ma taką samą odpowiedź. Bo odpowiedź zależy od faceta. Proste ? Bohaterowie: hipotetyczna Aga, nie tam żeby konkretna jakaś i oni, mężczyźni.
Aga jakiś czas temu pracowała w firmie, w której większość facetów była w typie …hmmm macho to zupełnie niedobre słowo, ale w każdym razie samców przekonanych o własnej wielkości, o poglądach na temat kobiet co najmniej średniowiecznych. Niech to sobie siedzi, wyszywa, żryć nagotuje, pozmywa a na poważniejsze tematy niech się toto nie wypowiada. Po przeprowadzce do nowej firmy Aga długo nie potrafiła zrozumieć, jak dorośli faceci mogą nie wiedzieć, że wypada się pierwszemu ukłonić, zmyć po sobie firmowy talerzyk, tudzież kubek, a nie zostawiać tego na głowie sekretarki, Agi serdecznej koleżanki, która nie na taką służbę została przyjęta do pracy.
Firmowe śniadanie. Akcja kuchnia w firmie X, we Wrocławiu. Osoby: mężczyzna, nie przepraszam PAN MĘŻCZYZNA, Aga, kilka krzątających się osób.
PAN MĘŻCZYZNA odpakowuje przygotowane przez żonę śniadanie, bułeczka z wędlinką, pięknie zapakowana, czerwony dorodny pomidor. Kawę nastawioną przez służącą, tfu sekretarkę, PM musi sobie nalać sam. Plan ogólny, najazd na PM. PM ogląda pomidora, pod światło, maca jak kurę pod ogonem. Aga krząta się przy blacie, szykuje kawę dla siebie.
-PM: Co ta żona mi tu dała? Kapcia jakiegoś!
PM bardzo zdenerwowany wyrzuca teatralnym gestem kapcia, tfu pomidora do kubła na śmieci.
Spokojnie dodaje:
- To jest brak szacunku dla męża!!!
BRAK SZACUNKU! :D Żona- pracująca- przygotowała Księciuniu ( Aga wie, że forma jest niepoprawna, ale jak najbardziej zamierzona) śniadanko, starała się zapakować jak najładniej potrafiła, dodała, zdrowego pomidora, a on z taki tekstem wyjeżdża?
A nawet jeśli (czego Aga nie dojrzała) pomidorek był nie teges, to trzeba było robić takie przedstawienie? Oj wychowałaby Aga takiego chama ze słomą wystającą z butów, w dwa tygodnie góra. Oj talerze by mu latały nad głową, a żryć by zobaczył jakby sobie sam przygotował. A jakby sobie sam przygotował i żarł, a Adze nie dałby ani krztyny, to Aga by mu szybciutko, ekspresowo wręcz, rzeczy spakowała i do mamusi na przeszkolenie wysłała. Wychowała niedojdę, to niech się cholera męczy, a nie Bogu ducha winnym kobietom na łeb zwala :)
Tak sobie Aga myślała i zdania nie zmieni!!!
A teraz przyszedł czas ujawnić jak to ostatnio Agi mężczyzna pokłócił się z innym przedstawicielem tejże populacji. Nieopatrznie wspomniał o tym, że jak wróci do domu, to będzie sprzątał.
-Jak to TY będziesz sprzątał?- oburzył się samiec przez duże "S".- Ja wracam do domu, obiad pod nos podstawiony, kładę się na kanapę i wypoczywam. Po pracy!
- Jak to-zdziwił się Agi mężczyzna- Twoja żona ciągnie dwa etaty i ty nic nie robisz w domu? My pracujemy oboje i oboje dzielimy się obowiązkami domowymi, sprzątamy razem, odpoczywamy razem- powiedział Supermen i zdania nie zmienił!
A teraz będzie smutniej. Żona tego przez duże "S" miała udar czy inne cholerstwo. W pracy padła i już nie wstała. Jest w śpiączce. A on jest tak bezradny, ze nawet nie potrafi o nią walczyć. Przeszkolenie by się Księciuniu przydało! A Agę szlag trafił jak tak można i musiała to gdzieś wywalić!
To nie środek lasu, ale Wrocław, widok z mojego okna w kuchni. Wyjrzałam, patrzę, a tam trzy sarenki zasuwają :), no nie mogłam tego nie uwiecznić. A bażanty i zające to też u nas często spotykany widok! Zdjęcie radzę kliknąć, lepsze wrażenie :), gdyby nie serwis pieca i mój wcześniejszy powrót do domu, straciłabym taki widok!
Na blogu kolegi znalazłam film, który zmusił mnie do zadania sobie kilku pytań. Zobaczcie sami i pomyślcie, naprawdę macie nierozwiązywalne problemy, a świat jest okropny? I co robicie, żeby tak nie było?
Dziewczyny Szafiarki wymyślają różne ciekawe akcje, wciągając się nawzajem w ich realizację, ta nazywa się: "A oto 10 rzeczy, które wprawiają mnie w świetny humor i działają jak małe przenośne słoneczka:" . Do zabawy wciągnęła mnie Patrycja Antonina - Łobuziara :))), więc ja wciągam dalej : Iw kobietę jak najbardziej współczesną , Koguta domowego zresztą , Czarta śpiewającego oraz moją blogową sobowtórkę z podobnymi przygodami i stanem rodzinnym Okienko !!! A Wy wymyślajcie dalej, kogo wrobić :) Rozumiem,że akcja dotyczy długich zimowych wieczorów- między innymi oczywiście! A teraz do rzeczy, czy też do dzieła!!!
1. Uwielbiam w długie zimowe wieczory, odpalić świeczki i siedzieć w ich blasku, przy niewielkim oświetleniu, czytać jakąś ciekawą i niezwykle wciągającą książkę, 2. Moje zwierzaki- wprawiają mnie w dobry humor i potrafią ukoić najbardziej rozedrgane zakończenia połączeń nerwowych :), 3. Lubię miłe i ciekawe rozmowy z moim synem, przy czym wolę te, od głupich dyskusji wynikających z "odwiecznego konfliktu pokoleń" :))), 4.Lubię testować maseczki i robić sobie sto tysięcy zabiegów pielęgnacyjnych, tylko czasu wciąż szukam! 5.Lubię robić kebaby w tortilli, bo nauczyłam się zawijać zawodowo, a smakowo podono różne sieci mogą się schować :) 6. Lubię wymoczyć się w gorącej wodzie, najchętniej z książką w ręku, ze świadomością , że za oknem hula wiatr, śnieg, a ja tutaj paruję sobie i pachnę !, 7. Lubię pić dobrą kawę w kawiarni, uwielbiam jej zapach!, 8.Bardzo lubię przytulić się do mojego TŻ i tak sobie tkwić w czasoprzestrzeni, 9.Lubię jak nam się samochód nie psuje :))), 10.I ruskie pierogi lubię!!!!!
I te wszystkie rzeczy mogą mnie wprawić w szampański humor. Proste? Zwykłe? Właśnie O TO CHODZI!!!!
i po 11. Lubię mieć świadomość, że mogę nazwać kogoś PRZYJACIELEM....
Historia jak historia, ale kto dopuścił redaktorzynę do klawiatury??? W nawiązaniu do tytułu, istnieje teraz pogląd, ze nie należy dyslektyka, dysortografa i innego dys... stresować. Mimo wszystko skoro niewidomy nie powinien pilotować samolotu, prowadzić autobusu, to ktoś, kto nie potrafi sklecić zdania po polsku nie powinien pracować w gazecie, która stara się być dziennikiem na jako takim poziomie. Dlatego uważam, ze wypada powiedzieć : Człowieku pomyliłeś się przy wyborze zawodu!!!!
P.S. I to "wykupywać ", ręce opadają, przyznaję,że po tych kilku zdaniach odechciało mi się poznać dalszy ciąg losów biednej skądinąd kobiety! Panie redaktorze wykupywać to się Pan możesz na kiblu! P.s.2 - kilka godzin później Tekst, po komentarzach oburzonych czytelników, został poprawiony, szkoda tylko, że w ogóle został dopuszczony do publikacji w pierwotnym stanie. Żenada!!!
Ciiiiiiiiiiieplej, sytuacja na froncie jest taka, że piec dostał nowego ślimaka, zabierak i coś tam :). Mam nadzieję,że już mu lepiej i nie będzie "chorował". Póki co "pacjent" żyje i działa! I jest już w miarę ciepło w domu. Jakie to przyjemne uczucie :D Dziękuję, że byliście ze mną, nawet takie wirtualne wsparcie wiele daje. Kciuki przydadzą się jeszcze przez jakiś czas, żeby nie było już więcej awarii!!!!! Ciepłe uśmiechy wieczorne posyłam w eter, wszystkie tylko dla Was!!!
Cisza, tfu tfu tfu, grzebie mój mężczyzna przy piecu już czwartą godzinę, do spółki z sąsiadem, jeszcze zimno, ale w kaloryferach drgnęło!!! Trzymajcie kciuki, ciepłe słowa ciągle wskazane, jakbyście byli w potrzebie odwdzięczę się porcją równie gorących :)))) Patrzę na płonące świeczki, popijam ciepłą herbatę z cytryną i staram się nie myśleć o zmarzniętych stopach. Swoją drogą tym ludziom bez prądu i ogrzewania współczuję ponad wszelką miarę! Dziś rano słyszałam też o dużej awarii ciepłowniczej w Katowicach. Gdyby ktoś tu z Katowic zawędrował polecam lekturę wielu CIEPŁYCH słów pod poprzednim postem. Kciukasy zaciśnięte?